Feeds:
Wpisy
Komentarze

Nieco większe książki służą u mnie również do prostowania niedużych kartek, co do których mam (niejasne zazwyczaj) zamiary archiwalne. W związku z tym czasem odbywa się wertowanie książek podejrzanych o ukrywanie dodatkowej zawartości. Swego czasu kartki nie znalazłem, ale tom otworzył się tak, że z zainteresowaniem spojrzałem na stronę, na której pojawia się stworek o wdzięcznej nazwie rozkroczek krzywonogi (nr 159, wielkość naturalna, informują autorzy).
I zrobiło mi się wstyd, że byłem dotąd nieświadom istnienia rozkroczków krzywonogich. Wstyd mi się zrobiło, że lekceważyłem rozkroczki, zwłaszcza że na następnej stronie dowiaduję się, że rozkroczek „rad żyje towarzysko”. Na szczęście w Brazylii i Chile, co umniejsza moją winę.

*Bronisław Gustawicz, Emil Wyrobek: Życie zwierząt. Tom 5. Berlin, Wiedeń : Benjamin Harz, 1912. Dużo ilustracji, które jeszcze w dzieciństwie z ciekawością oglądałem, a i dzisiaj ilustracje są głównym walorem książki; nie przyszło mi nigdy do głowy, by przeczytać w całości te 5 tomów. Ciekawe, czy ktoś z rodziny to zrobił, bo rzecz pochodzi z rodzinnej biblioteki.


Dopisek:
Tak, oczywiście, kwestię towarzyskości rozkroczka potraktowałem zdawkowo i niejasno. Niestety, autorzy książki tematu też nie rozwijają, na dowód cały akapit o rozkroczku (z ilustracją nie na temat, ale taka jest cała ta książka).

Breeches parts, po polsku zwane rolami w pluderkach, wkrótce całkowicie odmieniły obraz Shakespeare’owskiej komedii, czyniąc z bezwstydnie obnażonych kobiecych nóg główną atrakcję spektaklu.


Ale to jeszcze nie koniec afery, albowiem:


„[…] historia Wioli z opowieści o płci ukrytej pod fałszywym kostiumem stała się opowieścią o płci nieokreślonej, płynnej, której kostium nadaje płeć kulturową: o tym, jak sex przemienia się w gender.”*

I tak oto udało mi się przebiegle sprawić, że zamiast orszaku wypełzł u mnie ten straszny potwór dżender.

*Anna Cetera we wstępie do: Wieczór Trzech Króli albo Co chcecie / w przekładzie Piotra Kamińskiego ; wstęp i komentarz Anna Cetera ; projekt okładki Maciej Buszewicz. Wydawnictwo WAB, 2012. (Twelfe Night, Or what you will).

Dopisek:

Ale okazuje się, że mój pomysł nie jest tak oryginalny, jak myślałem. Polskim biskupom wszystko się kojarzy z jednym, bez względu na to, jakie święto obchodzą:

– Z tego wyrasta także ideologia gender, podważająca prawdę o małżeństwie, o rodzinie o godności kobiety i mężczyzny – powiedział abp Jędraszewski.

Metropolita podkreślił także, że kiedy trwa „wielki atak kulturowy na instytucje małżeństwa i rodziny, to Święto Trzech Króli, uroczystość Objawienia Pańskiego, przywrócona w 2011 r., od razu stała się Świętem rodzinnym w Polsce”

Na oceanie

Grunt to wiedzieć, gdzie się jest i dokąd się zmierza.

*Mapa oceanu – ilustracja Henry’ego Holidaya do „Wyprawy na Żmirłacza” („The Hunting of the Snark”) Lewisa Carrolla.

Dzisiaj wpis, którego nikt nie doczyta do końca, ale skoro to i owo sobie wynotowałem, to wrzucam.

Garstka cytatów z książki Robina Dunbara „Pchły a ewolucja języka”, z jej polskiego tłumaczenia, którego trzecie wydanie ukazało się czas jakiś temu.*

[Wstęp]

Język pozostaje naszym największym skarbem, bo bez niego bylibyśmy skazani jeśli nie na całkowitą izolację społeczną, to przynajmniej na byt znacznie uboższy. [s. 15]

[Meritum]

Nie jest to tylko ta część mózgu, która u naczelnych (a zwłaszcza u ludzi) dokonała dramatycznej ekspansji […]. [s. 88]

[Język] pozwala na wymianę informacji o innych ludziach, dramatycznie skracając mozolny proces uczenia się tego, jacy oni są. [s. 111].

W tym czasie dane archeologiczne przechodzą dramatyczne i nagłe zmiany, znane jako rewolucja górnego paleolitu. [s, 153]

Trzeba też wziąć pod uwagę, że w drugiej fazie ewolucji ludzkiej […] nastąpiła dramatyczna zmiana w trybie życia: nasi przodkowie stali się nomadami. [s. 164]

Miało ono [odkrycie rolnictwa] dramatyczny wpływ na tempo przyrostu ludności […]. s. 224.

Dramatyczny: taki, który niesie cierpienie, grozę lub śmierć [słowniki]

Teraz proszę ustalić, mając na uwadze definicję słownikową przymiotnika „dramatyczny”, co miał na myśli autor.

Wydawałoby się, że książka poświęcona językowi powinna być przetłumaczona i zredagowana szczególnie starannie. Jeśli tak jest w tym przypadku, to staranność ta nie rzuca się w oczy. Wygląda nawet na to, że od pierwszego polskiego wydania, czyli od 2009 r., żaden rozumny redaktor nie rzucił na to tłumaczenie okiem.

Inna rzecz, że uwzględniając to, do czego ludzkość już doprowadziła, słownikowo pojęta dramatyczność wydaje się być oczywistym kontekstem.**

Czas na pointę :

Najdziwniejszą cechą ludzkiej mowy jest to, że produkuje z niebywałą szybkością wzajemnie niezrozumiałe języki. [s. 211]

Dopisek:

Książka Robina Dunbara ukazała się pierwotnie w 1996 r. Obecnie [2019] ukazuje się bez słówka komentarza. Czyżby w psychologii ewolucyjnej nic się przez ten czas nie zmieniło? Czy może książka ukazuje się, bo jest już tak klasyczna? Nie wiadomo.

*Robin Dunbar: Pchły, plotki a ewolucja języka : dlaczego człowiek zaczął mówić. Tłumaczenie: Tomasz Pańkowski. Wydanie trzecie (drugie w tej edycji). Copernicus Center Press, 2019. Tytuł oryginału: Grooming, Gossip and the Evolution of Language, 1996.

**Przypis aktualny:

Polski kontekst jest jeszcze taki, że po kilku latach Dobrej Zmiany sformułowanie „dramatyczne polepszenie” może zadowolić wszystkie opcje polityczne.

Dopisek nr 2, kilka godzin później – druga pointa autorstwa Hebiusa (dziękuję):

>>Aż szkoda, że nie ma w poincie: „Dramatyczną cechą ludzkiej mowy jest to, że produkuje z niebywałą szybkością wzajemnie niezrozumiałe języki”.<<

Będzie ładnie?

Jeszcze noworocznie.
Będzie ład, ale zwróćcie uwagę: z obrazka wynika, że kanty też są w tym projekcie przewidziane.

Sylwestrowy

Zebrało się kilka osób, pań i panów, i noc sylwestrowa zapowiadał się uroczo, bo leśniczówka była piękna, wygodnie urządzona, pani Leśniczowa przygotowała wyborne potrawy, a i puszcza jodłowa dokoła robiła swoje. Kiedy zbliżała się północ, całe towarzystwo, panie w wieczorowych sukniach, panowie w smokingach, zebrało się dokoła stołu biesiadnego, z kielichami w dłoniach, by wychylić toast noworoczny. Brakowało może dwóch minut do pierwszego uderzenia zegara, kiedy Leśniczy wykrzyknął nagle: „Boże mój! Nie policzyłem rysi!”. I po tych słowach, jak stał, w smokingu, narzuciwszy jedynie kożuch, wybiegł w puszczę.

(A historyjka w tej intencji, żeby być czujnym do końca; choć oczywiście zawsze lepiej zaryzykować, niż oglądać Sylwestra Marzeń w TVPiS)

*Jeremi Przybora: Mikrokabarecik 65.

Podobno popisałem się ostatnio karygodnym (w obliczu świąt, a w zasadzie wręcz Świąt) brakiem optymizmu.
No to dzisiaj cytat* optymistyczny, albowiem ta XVII-wieczna opowieść na pewno należy do przeszłości i jej konfrontacja z teraźniejszością pokazuje, jak to żonom polepszyło się zdecydowanie na lepsze i nawet obowiązek śpiewania piosenek nie jest dzisiaj zbyt rygorystycznie egzekwowany. Chyba.

*William Shakespeare: Zimowa opowieść** (Akt 4., sc. 4.). Tł. Stanisław Barańczak.
**Która dzieje się w XVII wieku w Czechach; dziwne to Czechy z dostępem do morza, no ale Szekspirowi wolno, bo na pewno nie było w tym drwiny.

Tydzień optymizmu

…no i wkraczamy w ten krótki czas roku, który wymusza optymizm. I o ile trwające święta pozwalają składać życzenia realne (w końcu stan życzeniowej świątecznej wesołości da się przez dwa dni utrzymać, jak się człowiek bardzo uprze), to w okolicach Nowego Roku i nowego roku tak łatwo nie ma. Bo z konieczności będziemy składać życzenia nierealne (najlepszego!!! wszystkiego!!!! – ha, ha), a składanie życzeń w miarę realnych – np.: nie wszystkiego najgorszego! – jakoś się nie przyjęło.
Ale o czym to ja chciałem…? Aaaa!, więc w intencji już noworocznej pieśń, w której zawiera się maksimum możliwego dzisiaj realnego optymizmu noworocznego.

SKOŃCZYMY W NIEBIE*

(i w końcu nic nie musisz… teraz już jesteś u nas…
mówiłem ci że tu trafisz…
nasze samoloty szybujące nad oceanem…
NIEBO… NIEBO…

i tak wylądujemy w niebie
wszyscy skończymy właśnie tam
w niebie nam lepiej będzie pewnie
musi być w niebie lepiej nam

w niebie wymyśla każdy siebie
niebo wymyśla każdy sam
to musi się zakończyć niebem
dopniemy swego mówię wam

NIEBO… NIEBO…
NIEBO… NIEBO…

w niebie umarłych nikt nie grzebie
bo każdy umarł najmniej raz
i każdy wszystko wie najlepiej
niebo wymyśla każdy sam

i w każdym z nas się NIEBO dzieje
nikt nie wymyśla NIEBA NAM
nikt nam nie zmienia go na lepsze
skończymy w NIEBIE mówię wam

bo nikt nam w mózgu już nie grzebie
bo nikt nie grzebie w mózgu nam
mówiłem wam SKOŃCZYMY W NIEBIE
Więc zaśpiewajmy jeszcze raz

bo nikt nam w mózgu już nie grzebie
bo NIKT nie grzebie w mózgu NAM
wówiłem wam skończymy w niebie
więc zaśpiewajmy jeszcze raz:

*Grzegorz Ciechowski, kto chce, może posłuchać: https://youtu.be/NbH5BfCkeSo

Znaleźć się elegancko, ale i stanowczo, w rozmowach o kwestiach finansowych pomoże cytat z listu Stanisława Lema:

„Moja obojętność dla spraw finansowych ma swoje granice”


*Wojciech Orliński: Lem w PRL-u. Z listu St. Lema do Zespołu Filmowego Kadr.

modraszek wieszczek

jelonek rogacz

pałątka pospolita

przestrojnik jurtina

krępak nabrzozak

wielena plamowstęg

klecanka rdzaworożna

tykotek rudowłos

trzmiel kamiennik

Kiedy widzę książkę*, której bohaterowie noszą takie piękne polskie nazwy, ulegam Narodowemu i Patriotycznemu wzmożeniu. I książkę* kupuję, zwłaszcza że kusi kolorową, wręcz idylliczną okładką**. Idylla kończy się, gdy nagle natrafiam na fotografię z lakonicznym podpisem:

„Samica kończy zjadać samca.”

W tej sytuacji wolę się na razie nie zastanawiać, co robi ryjkowiec na kielichu bleńca białego.

Za to poinformuję, że niejaki Melissodes bimaculata nie dorobił się wcale polskiej nazwy, po angielsku nazwa się longhorn bee, czyli dość ładnie, ale gdzie mu tam do tykotka rudowłosa. Który to tykotek rudowłos tylko na zdjęciu szaro-białym, niestety.

Dopisek nieowadoznawczy: książkę nabyłem dzisiaj w księgarni stacjonarnej i chciałbym przy okazji zwrócić uwagę na to, jak przyjemne jest nabywanie książek w księgarniach, albowiem

– można natrafić na książkę,które j się nie szukało i o której się nie wiedziało

– taką książkę można od razu przekartkować…

– … a następnie od razu zabrać do domu, nie oczekując przez cały tydzień na kuriera.


*Dave Goulson: Łąka : zapylacze, krwiopijcy i muchy flejtuchy. Przeł. Karolina Iwaszkiewicz. Marginesy, 2018.
**Modliszki dostrzegam dopiero w domu.