Feeds:
Wpisy
Komentarze

powoli, „artystycznie” wodził brzytwą po namydlonej pędzlem z włosia borsuka twarzy

upierdliwość „góry”, brak awansu

patrzył na pięć drewnianych „główek”, na których tkwiło pięć różnych peruk

na owo słynne „umeblowanie” składały się

w końcu nasze miasto N*** jest nieduże, ale „naftowe”.

tableau ze zdjęciami całego zespołu, od „naczalstwa” po rewirowych.

Na głowie „maszkary” niczym kapelusz czy czarna aureola leżała ebonitowa płyta.

W usta ktoś wcisnął zbitą „w tulipanka” butelkę po piwie*

Jeśli obawia się Pan, że czytelnicy mogą nie znać przenośnego znaczenia tego słowa i zrozumieją Pana opacznie, wtedy użycie cudzysłowu jako sygnału: „Nie bierz tego dosłownie” jest uzasadnione. Na ogół jednak cudzysłów w tej funkcji jest zbędny i niestety notorycznie nadużywany. (MB) [Mirosław Bańko]**

Nowa powieść Michała Witkowskiego. Irytująca lektura. Dawno nie widziałem książki z taką ilością cudzysłowów, z czego połowa użyta niepotrzebnie. Czy naprawdę trzeba traktować czytelnika jak idiotę, który nie zrozumie przenośnego użycia słowa?
Do tego mechaniczne zdobienie tekstu nazwami przedwojennych produktów, co chyba ma poinformować czytelnika, że pisarz odrobił lekcję, ale do charakterystyki postaci nic nie wnosi fakt, że ktoś używa jakiegoś proszku do mycia zębów, skoro czytelnik i tak nie wie, czy była to marka tania czy luksusowa.
Całość wydaje mi się bardzo wysilona, wręcz widać, jak Witkowski napina się, żeby sprostać zadaniu. Być może wyszłaby z tego niezła powieść, gdyby trafiła na lepszych redaktorów. Nie trafiła.


*Michał Witkowski: Tango. Redaktorka prowadząca Dominika Ziemba ; redakcja Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska. Znak Litera Nova, 2022.

**Poprawnie po polsku : poradnik językowy PWN / wybór i opracowanie Aleksandra Kubiak-Sokół. PWN, 2010.

Poskocz krasny, zyzuś tłuścioch, rozciągnik mchuś, podkradacz pospolity, plądrownik osobliwy, czaik jesienny, liscianek sektornik, wałęsak leśny, śpiesznik rysień, knapiatek brązowy, kraśniak lśniący, ślizgun złocony, namiastek, strojniś nadobny, lśniś nawapnik, mróweczka myśliwy.

Ten szereg niewątpliwie sympatycznych nazw należy do stworzonek, które w rankingach słodziaków pojawiają się rzadko, mianowicie do pająków.

Niestety, ich wina, bo w sumie niewiele z nich zadbało o miłą nazwę, jak wspomniany zyzuś tłuścioch. Niemniej w przypadku zyzusia sprawa nie jest tak jasna – w nawiasie dookreślony jest jako „fałszywa czarna wdowa”, co wzbudza pewną nieufność jednak.

Choć niewykluczone, że ktoś zabierze się za poprawę piaru pająków, bowiem większość z wymienionych w poniższej książce 400 gatunków nie ma polskiej nazwy i ogranicza się do łacińskiej. O ile taki drobnik malutki wydaje się krokiem w dobrą stronę, to jednak gryziel tapetnik chyba niekoniecznie, rozpatrując rzecz od strony piaru, oczywiście.

*Heilko Bellmann: Pająki i inne pajęczaki. Multico, 2021.

*Heilko Bellmann: Pająki i inne pajęczaki. Multico, 2021.

Były tam kredki niebieskie, czerwone i zielone, kredki do pisania różnych wyrazów na niebiesko, czerwono i zielono. I te wspaniałości mieściły się w specjalnych przegródkach w specjalnym futeraliku, który przy zamykaniu robił: klik-klak.*

Nowe kredki. Jedno z najmilszych wspomnień z dzieciństwa – otwieranie pudełka z nowymi kredkami, które uwalnia tyle kolorowych możliwości.
Co musi mieć w głowie polityk, których takich wspomnień pewnie nie ma, bo kredki kojarzą mu się źle. Zastanawiałem się nad tym jakiś czas, ale przestałem. Nie chcę wiedzieć.

*Tu w tłumaczeniu Bohdana Drozdowskiego z 1994 r., gdzie zamiast kolorowych ołówków są, jak widać, kredki.
**Poniżej: tł. Irena Tuwim.

Słodkości

W „Alicji w Krainie Czarów” w tłumaczeniu Antoniego Marianowicza trzy siostry siedziały w studni i rysowały.


„- A co one rysowały? – zapytała Alicja […].

– Syrop – odparł bez chwili namysłu Suseł. […]

– A jak długo rysowały one ten syrop w studni? […]

– Od stu dniu – rzecz jasna.

– Nie musiało im tam być przyjemnie – zauważyła Alicja.

– Głupiaś – rzekł nagle Suseł spoglądając z pogardą na Alicję. – Było im tam wprost słodko.”

A tak ogólnie, to wygląda na to, że cukier jeszcze nigdy nie miał tyle cukru w cukrze! Do tego jest dostępny w edycji kolekcjonerskiej i, co ważne, patriotycznej.

Suplement: „Sugar sugar” w wykonaniu grupy Sakkarine. Zespołu nie widać, bo była to grupa studyjna, powołana do tego wykonania przez brytyjskiego impresaria z pomysłami, Jonathana Kinga. Zespołu nie widać, tak, ale widok fryzury zapowiadacza wynagradza to wielokroć.

Nowoczesne kłopoty sprawiają, że zapominamy się cieszyć z nieobecności kłopotów starych, które odeszły w zapomnienie. Np. w 1930 r. problem z formami nazwisk żeńskich był na tyle poważny, że Ministerstwo Wyz. Rel. i Oświecenia Publicznego pismem z 3 X 1930 nr II 22,500/30 zwróciło się o stosowne wyjaśnienia do Komisji Językowej PAU. Problem stanowiły nazwiska panien, a streszczenie „praktycznie najogólniejszych zasad” zajęło całą stronę drobnym drukiem – to w publikacji „Nazwy i nazwiska. Porady językowe” w opracowaniu Stanisława Urbańczyka. Przy czym temat nazwisk żon i córek zajmuje w niej jeszcze stron kilkadziesiąt. Publikacja ukazała się w 1964 r., z czego wynika, że problem jeszcze wtedy był obecny. I już nie jest. Co za ulga.

Pan Naj wszedł wysoki, młody, łagodny, lekki. Niósł w dłoni z wdziękiem notatnik, nowy, wielki, czysty, lśniący.*

Ach, to jakby o mnie!, myślę sobie, bo dziewiąty rozdział „Ulissesa” rozgrywa się w bibliotece. I dostatecznie dawno, by taki mój opis mógł być prawdą, a pan Naj najwyraźniej jest w tej bibliotece zatrudniony.

Niestety, niestety, niestety…. Autor nowego tłumaczenia, Maciej Świerkocki, rozwiewa moje złudzenia i ujawnia, że:

Postacią autentyczną […] jest tutaj wysuwający się chwilami na plan pierwszy i wyraźnie rzucający w oczy Mr. Best – u Słomczyńskiego „pan Naj”, w nowym tłumaczeniu „pan Best” […], w latach 1924-1940 dyrektor irlandzkiej Biblioteki Narodowej.**

No i już teraz przepadło:

Wszedł pan Best, wysoki, młody, łagodny, niefrasobliwy. W ręku trzymał z gracją notes, nowy, duży, czysty, połyskliwy.***

Ale mój przodek z fotografii (lata 30. XX w.) niewątpliwie wysoki, młody, łagodny lekki, notatnik trzyma w dłoni z wdziękiem. Wszystko więc było możliwe.


*James Joyce: Ulisses. Przeł Maciej Słomczyński. PIW 1981, s. 200.
**Maciej Świerkocki: Łódź Ulissesa. Officyna, 2021, s. 196
*** James Joyce: Ulisses. Przeł Maciej Świerkocki. Officyna, 2021, s. 193

I cóż to się stało z pogodą? A to:

W izdebce tykał zegar, miał tylko jedną wskazówkę, a na tarczy było wypisane dookoła: WIOSNA – LATO – JESIEŃ – ZIMA.
Kiedy wskazówka dotarła do wiosny, Żwirek usiadł na łóżku i powiada:

– Wstawaj Muchomorku.

– Jeszcze mi się nie chce… – Muchomorek ziewnął.
Żwirek zerwał się z łózka i pootwierał okiennice.

– Na dworze już wiosna – powiada.

– A kto temu winien? – mruknął Muchomorek i wskazał zegar z jedną wskazówką. – Ten zegar winien!

– No to już wstawaj! – powiedział Żwirek.

– Jak się przeciągnę… – Muchomorek ziewnął drugi raz i zaczął się przeciągać i tak się przeciągnął, że uderzył łokciem w zegar z jedną wskazówką.
Wskazówka zakołysała się i w izdebce szybko następowała po sobie wiosna, lato, jesień, zima. A na dworze, na łące, raz świeciło słońce, raz szalała burza i wiał wiatr, i padał śnieg.

*Václav Čtvrtek: Jak Żwirek i Muchomorek mieli zegar z jedną wskazówką. W: Opowieści z muchu i paproci o Żwirku i Muchomorku. Przeł. Andrzej Czcibor-Piotrowski. Grafag, 1997. Tyt. oryg: Pohádky z mechu a kapradí. Křemílek a Vochomurka.

Na froncie wschodnim bez zmian
ile można bez zmian?
metal przed śmiercią robi się gorący
a ludzie od niego zimni
[…]
a wy piszecie wiersze piękne jak wyszywanka
wy piszecie wiersze idealnie gładkie
wysoką poezję złotą
o wojnie nie bywa poezji
o wojnie jest tylko rozkład
tylko litery
i wszystkie one – rrr
[…]
Lubow Jakymczuk: Rozkład. Przeł. Aneta Kamińska.

Broda, zarost, wąsy… Zarastać czy nie zarastać, oto jest pytanie. U połowy dorosłej populacji ono się pojawia w zasadzie codziennie rano i każdy daje sobie jakąś odpowiedź, ale w aspekcie ogólniejszym trudno o jednoznaczność. Bo na przykład, żyjąc lat temu 180, miałbym problem. Savoir vivre, jak rozumiem, dozwalałby mi z racji wieku ubiegać się za złotemi łańcuchami i innemi błyskotkami.* Ale zapuszczać brodę jak kozioł? Nie wolno było (o zarastaniu jak dziki Hottentot nawet nie wspominam). I to się tak na przestrzeni dziejów zmienia: raz wolno, raz nie wolno. A przecież, jak wyglądałby słynny magik Miguel Campinello de la Vare Zapassas bez zarostu??? Jest to postać dzisiaj nieznana, ale poglądowa ilustracja Janusza Stannego** pokazuje, że to opcja nie-moż-li-wa. Z książki** dowiadujemy się, że „maść na porost wąsów przechowuje się w aptece w specjalnej kasie pancernej”, więc sprawa jest poważna. O czym informuję.


*Wychowaniec dziewiętnastego wieku czyli Przepisy przystojności i dobrego tonu w pożyciu towarzyskiem. Zebrał i według najlepszych wzorów francuzkich ułożył P. E. Leśniewski, 1843.
**Janusz Stanny, ilustracja do książki Ludwika Jerzego Kerna „Karampuk”, 1968.