Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2008

21 kwietnia 2040 r.

[…] Stoję, patrzę i zaczynam się ukaruzelniać, bo nie wiem, w którą stronę ruszyć, kogo o cokolwiek zapytać, byle kontakt nawiązać z tymi całkiem… po ludzku zachowującymi się Aniołami. […]

            – Dziwisz się i dziwujesz, coo?

            Obrócę się, a to wysoka, elgrekowata Aniołka. Uśmiecha się, ubawiona moim oniemieniem. Widzi, że zauważyłem jej dżinsy.

            – Na imię mi Helena, a dżinsy to strój Aniołów i Aniołek podchodzących sceptycznie do tradycyjnego stroju Niebios…

            – Upadłe Anioły… Upadające – wtrącę, żeby osłonić swoje zmieszanie. Uśmiechnie się. Po twarzy widać, że ma kłopot z wyborem słowa.

            – Towarzyszy ci w tej chwili i towarzyszyć będzie przez cały twój dzień między nami… prawie Aniołka, w gruncie rzeczy kobieta Helena, pełna jeszcze ziemskości, przyjęta na kurs siedmioletni. Na ziemi była socjologiem, tu pogłębiam prawdy, które przyniosło ludzkości monoteistyczne cesarstwo. […]Wiesz… jestem nadal racjonalistką… stąd też nieobecność skrzydeł […]. W moim komandzie nie ma innych stażystów. Wszyscy jesteśmy… jak by to powiedzieć… Jak nas ktoś pyta, co my za jedni, odpowiadamy, tak trochę z plebejska… my? Wiedzaki! Co bynajmniej nie znaczy, że „wiemy”, lecz to, że wiedza, jedynie ona, wiąże nas poważnie z wielkim misterium Kosmosu. Jesteśmy nielotni, a oni – wskaże podbródkiem przechodzące właśnie komando – to Wierzaki, Aniołki i Anioły wierzący. To Komando Obrony Grzechu Pierworodnego. Skrzydlaci, rzecz jasna. Miejscem ich pracy są sny ziemian. Sugerują wam obrazy subtelne, pragnąc nimi zastąpić wasze… kosmate fantazmaty […]*

Mam wrażenie, że w centrali ktoś czegoś nie dopatrzył i wpuścili do nieba parę feministek. Na skutki, jeśli wierzyć Marianowi Pankowskiemu, nie trzeba będzie długo czekać (choć i nie krótko). Ciekawe, czy zmiany obejmą też ziemską ekspozyturę, a zwłaszcza znany nam oddział nadwiślański.


*Marian Pankowski: Ostatni zlot aniołów. Warszawa 2007, s.21–22

Tematyce angelologicznej poświęcone były też czytanki: 1.Ten niewidzialny, pierzasty tłum  2. Nieznośna anielskość bytu

Read Full Post »

aukcjaWitam na mojej aukcji!
Jej przedmiotem jest używane prześcieradło,
które może być używane jako narzuta. 

Dopisek 28 lutego: link, o którym w wielkim trudzie pisze w komentarzu Zgażanka >>>>

Read Full Post »

Jeżeli w kraju Hotentotów (Hottentotten) łapie się kangury (Beutelratte) do klatek (Kotter), zabitych deskami (Lattengitter), to taka klatka nazywa się po niemiecku Lattengitterkotter, a uwięziony w niej kangur: Lattengitterkoterbeutelratte. Kiedyś aresztowano Hotentota za to, że wykonał zamach (Attentat) na Hotentotkę, matkę (Hottentottenmutter) dwojga jąkających się dzieci (Stottertrottel). Matka była więc Hottentottenstottertrottelmutter, a sprawca zbrodni – Hottentottenstottertrottelmutterattentäter. Wobec braku miejsca w więzieniu zamknięto go do wyżej wymienionej klatki dla kangurów (Beutelrattelattengitterkotter). Zwierzę, przestraszone widokiem zbrodniarza, wyskoczyło z klatki, lecz schwytał je dozorca, który melduje o tym policji:          

            – Złapałem Beutelratte!

            – Którego?

– Attentäterlattergitterkotterbeutelratte.

– Takich jest kilka! O którym mówisz?

– Hottentottenstottertrottelmutterattentäter

– Aha! Przecież mogłeś od razupowiedzieć, że to Hottentottenstottertrottelmutterattentäterlattengitterkoterbeutelratte.*

Drewnomarmeladaskrzynka Gałczyńskiego jakoś nie wzbudziła entuzjazmu czytaczy. Może hotentocka historyjka zapisana przez Juliana Tuwima bardziej się spodoba? Ja tam sądzę, że każda okazja, żeby podciągnąć się nieco w językach obcych (choćby i w niemieckim, jak wyżej), jest dobra.

*Julian Tuwim: Pegaz dęba. Warszawa 1950, s. 311


Read Full Post »

Dosmucacz. Zawód przyszłości. Myśli pan, że jeszcze za wcześnie na dosmucaczy? Nie szkodzi. Poczekam. (nuci):

            Brateczek,astereczka, cyneraryjka,

            Smuteczek,chandereczka, melancholijka…

Moje założenie jest proste. Ludzkość w zawrotnym tempie mknie ku szczęściu powszechnemu. Już niedługo szczęśliwy użytkownik szczęśliwego ustroju, wyposażony w najszczęśliwsze środki techniczne,zabezpieczony przed chorobami najszczęśliwszymi zdobyczami medycyny, a przed nagłymi wypadkami – przez najszczęśliwszy system ubezpieczeń, uwolniony od podatków przez najszczęśliwsze ustawy, już niedługo ten szczęściarz będzie się martwił o jedno tylko: żeby mu nie spowszedniał smak szczęścia! I wtedy odwiedzi go, może nawet na jego własne życzenie –  d o s m u c a c z . Melancholijna jednostka tych mniej więcej zewnętrznych warunków, co ja. I w bezbarwny roztwór dobrobytu i pomyślności wpuści mu parę kropel kolorowego smutku…*

Żeby nie było, że w kwestii dosmucania anglosaskie osiągnięcia przesłoniły mi polski dorobek w tej dziedzinie, przedstawiam uzupełnienie do czytanki Smuteczek, chandereczka, melancholijka .

Przedstawiam, a raczej przypominam, bo rzecz większości odwiedzających dobrze znana. Podstawy teorii dosmucania stworzył bowiem już lata temu Mistrz Jeremi Przybora. Dosmucacz, co to dosmuci, ale nie zasmuci,proszę państwa, miał być zawodem przyszłości. Jeśli nie do końca się tak stało, to przyczynę tego również znajdziemy w powyższym cytacie: z najszczęśliwszymi ustawami, które uwolniłyby nas od podatków, jest nieustanny problem, i tak już chyba zostanie.

*Jeremi Przybora: Smuteczek. W: Kabaret Starszych Panów.Wybór. Warszawa 1970, s. 66

Suplement dźwiękowy – dosmucanie w praktyce:

Tak dosmucała Agnieszka Osiecka: Płaczmy razem (mp3).


Read Full Post »

Admit it, love stinks. Feelings of inadequacy, self-doubt, guilt… The music found herein pulls you further into the quagmire that is love gone wrong.This difficult listening for painful times may be the only good choice you’ll make regarding matters of the heart. Coping strategies an self-help books? Who needs them! Slap this CD into the hi-fi and wallow. There is no hope…*

.whenlove

Powyżej fragment komentarza z okładki (i sama okładka) mojej ulubionej muzycznej składanki “When Love Goes Wrong”. Już sam fakt użycia w opisie cudnego zdania ze słowem quagmire wystarczyłby do jej zakupu. Płytę prawem kontrastu wyłowiłem spośród rozmaitych propozycji For lovers.
Przyznajmy, lubimy czasami popławić się w smuteczku (chandereczce, melancholijce). Dosmucić, ale nie zasmucić. Na taką okazję ta płyta jak znalazł. Nie polecam, bo już nie do nabycia.

*When Love Goes Wrong : songs for the brokenhearted / compilation selected and sequenced by Ken Druker ; ill. by Mark Korsak. – Verve 2003.
1. Good Morning Heartache – Billie Holiday. 2. Born To Be Blue – Chet Baker. 3. It Never Entered My Mind – Johnny Hartman. 4. Everybody’s Somebody’s Fool – Little Jimmy Scott. 5. A Woman Alone With The Blues – Peggy Lee. 6. AWoman’s Intuition – Beverly Kenney. 7. Everything Happens To Me – Frank D’Rone.8. I Fall In Love Too Easily – Shirley Horn. 9. Here’s That Rainy Day – Helen Merril. 10. I’m Through With Love – Arthur Prysock. 11. I’m A Fool To Want You- Dinah Washington. 12. What Will I Tell My Heart? – Billy Eckstine. 13. But Not For Me – Sarah Vaughan. 14. Reaching For The Moon – Ella Fitzgerald. 15.Gloomy Sunday – Mel Torme 

Wiem, że niektórzy nie lubią płyt składanek, i to z założenia. Ja uwielbiam, kiedy ktoś wykona za mnie tę robotę i ładnie poukłada kawałki z różnych parafii. Że nie jest to rzecz łatwa, to już inna sprawa. W tej kategorii ta płyta to absolutne mistrzostwo.

Uwaga! W czytance Stała kosmologiczna nowe, ważne, naukowe ustalenia w sprawie Gżdaczy!!!

Read Full Post »

Czy Giordano Brunogiordano

spłonął w płomieniach kwiatów

czy kwiatach płomieni

nim dopłynął

do Kopernikowego morza gwiazd

Oto jeszcze jedna zagadka

którą rozwiewa wiatr

i szczelnie okrywa

ołowiana mgła historii*

9 X 1993

 

Dzisiaj zupełnie bez śmichów chichów, w zasadzie bez komentarza. O tym wierszu przypomniała mi przypadająca wczoraj rocznica: 17 lutego 1600 r. został publicznie spalony na stosie Giordano Bruno.
Stos Giordana Bruna były jednym z tych, które płonęły najmocniej, a sam Bruno spalony został bardziej publicznie, niżby chcieli ci, którzy go na stos prowadzili.

 

*Anna Kajtochowa: *** [inc. Czy Giordano Bruno]. W.:Tabliczka dawno roztrzaskanej prawdy. Kraków 1998,  s. 331

** Ilustracja: Maria Hiszpańska-Neumann. W: Janina Brzostowska: Giordano Bruno [poemat]. Warszawa 1953, s. 5

Read Full Post »

minimumTen nowoczesny, porównawczy, ośmiojęzyczny słownik wyrazów brzydkich i zwrotów dosadnych stanowi śmiałą próbę dopełnienia zawartości słowników, które często pomijają tego typu wyrażenia. Tłumaczenia w językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim, hiszpańskim,słowackim i rosyjskim. Cena detaliczna sugerowana 12 zł.*

 

Rzecz ma już parę lat, ale jakoś dopiero teraz wpadła mi w oko. Może przedtem nie miałem powodu, by wyrażać się brzydko i dosadnie w ośmiu językach?
Pomyślałem sobie o polskim dżentelmeniepoprzedniego tematu – zawsze wydawało mi się, że jego słownik minimum składa się z jednego wyrazu, więc trud wydawcy, by dać mu 102 strony wyrazów brzydkich i dosadnych, jest zbędny.
Z drugiej strony, skoro jest minimum, to pewnie jest jakieś maksimum. Ciekawe, ile ma stron.

* Ośmiojęzyczny słownik wyrazów brzydkich i zwrotów dosadnych. 2002, 102 s.

Dygresja

Wracając zaś do słowa, które stanowi rzeczywiste minimum polskiego dżentelmena. Owo słowo to znany wyraz, którego międzygalaktyczny odpowiednik dał Stanisław Lem: awruk. W operowaniu tym słowem niektórzy z polskich dżentelmenów doszli do perfekcji, stosując je zamiast przecinka. Co ciekawe, zazwyczaj w doskonałej zgodności z zasadami polskiej interpunkcji, zadając kłam twierdzeniu, że jest trudna.

awruk 

Read Full Post »

When I get older losing my hair,

Many years from now.

Will you still be sending me a Valentine

Birthday greetings bottle of wine.*

Jeszcze kilkanaście lat temu, tłumacząc ten fragment piosenki Beatlesów, trzeba było opisowo objaśniać znaczenie słowa Valentine.Mój komputer do dzisiaj nie zna słowa Walentynki i podkreśla je na czerwono. A tymczasem…

Popyt na święto miłości wykorzystują już nawet browary czy zakłady mięsne. Kompania Piwowarska (m.in. Tyskie oraz Lech) 14 lutego promuje tak: „Jak walentynki, to tylko w towarzystwie polskiego dżentelmena przy szklance ulubionego piwa”. Kompania podpiera się tu raportem, na własne zamówienie, „Piwna etykieta” z którego wynika, że „Polacy obok Rosjan – mają największy gest, gdy chodzi o zakup piwa na pierwszej randce”.**

Czy w ten oto sposób opity piwem polski dżentelmen staje się symbolem polskich Walentynek? Chyba Walentynki to bardziej polskie święto, niż się powszechnie sądzi.

 

*Lennon/McCartney: When I’m Sixty-Four. W: Sgt. Pepper’s Lonley Hearts Club Band / The Beatles. EMI, 1987
** Piotr Miączyński, Vadim Makarenko: Walentynki i inne święta z Importu. – Gazeta Wyborcza 2008 nr 38 s. 23

Read Full Post »

Korzenie spisku

W Statutach [1420 r.] Mikołaja Trąby1 nakazywano podejrzanym o herezję stawiać się przed sądem wraz z książkami. W aktach procesów zaznaczano wyraźnie, że obwinieni mieli książki, niektórzy z nich – nawet „wiele książek”, jak Jan, mieszczanin z Bolimowa, jego proces toczył się w Gnieźnie w 1450 roku. *

Wiele książek! Oburzające. Ani chybi jakiś prawykształciuch!

*Paulina Buchwald-Pelcowa: Cenzura w dawnej Polsce : między prasą drukarską a stosem. Warszawa 1997, s.13

1Mikołaj Trąba herbu Trąby (ur. ok. 1358 w Sandomierzu, zm. 2 grudnia 1422), notariusz królewski od 1390 roku, podkanclerzy koronny 1403–1412, arcybiskup halicki 1410-1412, arcybiskup gnieźnieński od 1412, pierwszy prymas Polski od 1417. Doradca Władysława Jagiełły.


Read Full Post »

Nie wszyscy wiedzą, że jest wiele wszechświatów. Są wszechświaty Grube i Chude, Kolorowe i Nadmuchiwane, Mrugające i Odrzutowe. Są też wszechświaty bardzo nieduże, a ten, który zamieszkują Gżdacze, jest najlepszym i najmniejszym ze znanych wszechświatów.*

Można się zastanawiać, czy nasz wszechświat jest gruby czy chudy, ale jedno jest pewne: nasz wszechświat nie jest tym zamieszkałym przez Gżdacze. I to jest constans.

*Maciej Wojtyszko: Bromba i inni. Wyd. 2. Warszawa 1979, s.23

Dopisek 21 lutego 2008:

Dr Franciszek Nieckula recenzując (był przeciw) dla MEN-u podręcznik „To lubię!”, dokonał ważnych ustaleń naukowych. Ustalił lokalizację wszechświata Gżdaczy!!!

„Najwyższy niepokój budzi jednak we mnie treść bardzo wielu czytanek – te wiedźmy, hobbity, muminki, trolle, czary, Gżdacze,Wielkomiludy, skrzaty, czarownice, potwory, wampiry, smoki (bardzo dużo smoków), a wszystko w scenerii, gdzie » ciemno, mokro i zimno «. Przerażający świat folkloru mrocznej północy. Ile tego śmiecia, tego szlamu można wtłoczyć w główki 10- i 11-letnich dzieci? (…) Przecież to najgorsza forma krzewienia obskuranckiego neopoganizmu! (…) Zostawmy miejsce tylko dla mitów Greków i Rzymian oraz dla rodzimych baśni i podań, jeśli w nich dostrzeżemy jakieś wartości poznawcze i wychowawcze”.*

A więc mroczna północ. Trzeba koniecznie spytać jakiegoś Gżdacza, czy potwierdza ustalenia dr. Nieckuli (z Uniwersytetu Warszawskiego).Niestety, ostatniego Gżdacza widziano u nas dawno – nie odwiedzają nas, zapewne bojąc się posądzenia o obskurancki neopoganizm.

*Cyt. za: Aleksandra Pezda: Kto nie lubi „To lubię!”? Gazeta Wyborcza2008 r. nr 43 s. 2.


Read Full Post »

Older Posts »