Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2008

Powszechnie szanowany katolicki intelektualista, dobry znajomy papieża z dawnych czasów, wspomniał, jak w latach osiemdziesiątych nieśmiało zwrócił mu uwagę, że nie należy kwestii antykoncepcji stawiać w jednym szeregu ze sprawą aborcji. Że nawet uznając katolickie potępienie obydwu, trzeba by rozróżnić ich odmienny ciężar gatunkowy. Reakcja? Niezwykle chłodna, oględnie mówiąc – właściwie poczucie zawodu, jakby zdrady, uraza – „et tu Brute contra me?”. […]
Rozmowa ze zgadzającymi się we wszystkim nie jest jednak zbyt twórcza. Gdzie wszelkie pytanie bywa obraza i nieuprzejmością, tam tkwi zalążek niestosownego kultu jednostki. Piszę te słowa świadom możliwego oburzenia lub nawet „porażenia” opinii publicznej w naszym kraju, która wszelką krytykę pontyfikatu papieża uznaje za bluźnierstwo par excelence. A jednak nie sposób milczeć. Rozróżniać trzeba kult świętego od kultu jednostki. Dziś rozłączność tych rzeczywistości wydaje się w naszym kraju wątpliwa. […]
Nie należy się więc spodziewać w naszym kraju interesującej teologicznej debaty. Jak gdyby brakowało nad Wisłą potrzeby religijnej refleksji. […]
Sprawia to coraz bardziej przykre wrażenie izolacji kulturowej duchownych w Polsce, funkcjonujących na prawach swoistych Amiszów,ludzi z innej epoki, dla których obrona kultury już nieistniejącej okazuje się kwintesencją wiary i wierności. […]*
 

Nowa książka Tadeusza Bartosia jest w Polsce ewenementem.Po pierwsze, dlatego że się ukazała. Pod drugie, że nie została całkiem przemilczana.Po trzecie…. po trzecie, jeszcze nie wiadomo. Bo czy zostanie przeczytana przez tych, którzy przeczytać ją powinni? Czy też zostanie zaliczona do „cywilizacji śmierci” i odrzucona? A przecież Bartoś głosi poglądy umiarkowane, oprócz krytyki znajdziemy w jego książce i afirmację.
„Analizę krytyczną” przeczytałem z zainteresowaniem, mam jednak nieco inne zmartwienie niż Bartoś. Pisze on, że za zamiar uczynienia Boga elementem doczesnej gry, chęć sprowadzenia Go do jakieś części naszego świata, płacić będziemy zawsze śmiercią Boga: śmiercią pośrodku rytuału, wśród pieśni, kadzideł i słów*.
Nie sięgam tak wysoko – mnie martwi, że wśród pieśni,kadzideł i nadętych słów, wśród rocznic i procesji ginie rozum.

*Tadeusz Bartoś: Jan Paweł II. Analiza krytyczna. Warszawa 2008, s. 92-93, 111, 86 

Podobny temat poruszałem już w czytance Gdzie strumyk płynie z wolna…  przy okazji lektury książki Piotra Czerskiego „Ojciec odchodzi”

Read Full Post »

strzykawka


Jakoś się nie dziwię, że gra tak staniała….
A poza tym czekam z niecierpliwością
na promocję gry „7 Sins”

Read Full Post »

– Proszę wybaczyć, panie doktorze. Ale czemu pan zachowuje się jak n… n… to znaczy: niepohamowany nosorożec?
Tłusty John westchnął
.
– Umowa o pracę – rzekł. – Jestem największym i najsilniejszym członkiem załogi. Z tej przyczyny dostałem etat pokładowego brutala.
– Nie ma o czym gadać – przerwał kapitan. – Jazda, Tłusty,do bocianiego gniazda! A was proszę na śniadanie. Czy – uśmiechnął się trochę dziwnie – mogą być kluski z serem oraz kefir? Mamy dziś dzień bezmięsny. […]
Przy stole usługiwał Chińczyk, z długim blond warkoczem, o nieruchomej twarzy i nieprawdopodobnie zwinnych rękach, którymi co chwila poprawiał sobie oczy – wykazujące skłonność do odskośniania się. […]
Kapitan westchnął.
– Na każdym porządnym pirackim statku – wyjaśniał nie bez smutku – kucharzem powinien być Chińczyk. Mieliśmy takiego, z prawdziwymi skośnymi oczami i czarnym warkoczem. Niestety…. […]
Kapitanowi oczy posmutniały jeszcze bardziej
– Interesował się głownie teorią gotowania. Napisał cudowną książkę kucharską – rozmarzył się. – Jej lektura była niezwykłą ucztą duchową.Niestety powietrze morskie zaostrza apetyt, a on zamiast gotować, pisał. Groziła nam śmierć głodowa. Musiałem mu dać wymówienie i powiesić na fokmaszcie. Teraz mamy Chińczyka sztucznego […].*

Dzisiaj czytanka poniekąd dla przejedzonych, bo pojawia się w niej temat świeckiego postu, czyli dnia bezmięsnego1. W ostatnich latach powróciła też moda na filmy pirackie, więc cytat poniekąd trendy. W swojej powieści, teoretycznie dla dzieci, Jerzy Broszkiewicz przedstawia piracką fregatę z połowy XVII w. Węgorza z drobiu (w opakowaniu zastępczym) tam nie ma, ale za to już Chińczyk wyraźnie antyimportowy.
Lubię ten wybryk Broszkiewicza, choć to jedna z książek dla amatorów oryginalnych kontekstów, bo trudno mi dziś wyobrazić sobie jej odbiorcę. No bo komu dać do przeczytania książkę, w której jedna z postaci nazywa  się Ghomo Ludens, inna – Henry Supyanth…? Może to jedna z tych książek dla dzieci, które dorośli piszą dla siebie? Jest co najmniej kilka książek, co do których mam takie podejrzenie, niech ta będzie pierwsza na liście. 

*Jerzy Broszkiewicz: Kluska, Kefir i Tutejszy. Ilustrował (jak zawsze wspaniale, nie brać do ręki wznowienia bez tych ilustracji) Janusz Stanny. Warszawa 1967, s. 32-33. 

1 Młodszym wypada przypomnieć, iż w PRL-u był to dzień, w którym w restauracjach nie podawano potraw z mięsa, a sklepy mięsne były nieczynne. Przez wiele lat był to poniedziałek (od lat 70. środa, ale sklepy mięsne nadal były nieczynne w poniedziałki).

Read Full Post »

Akcent świąteczny? Proszę bardzo. Marek Raczkowski w 12. (20 III) numerze Przekroju:

raczkowskism

Read Full Post »

Pansałatyzm

W 1520 roku pewien anonimowy autor podbudował gorliwość wiernych drukiem pod następującym tytułem: Czterdziestodniowy post duchowy,czyli sałata postna [Quadragesimal spirituel ou la de salade du careme].
O cóż w tym wszystkim chodzi?
„Sałata podana w poście na początku obiadu symbolizuje słowo Boże, gdyż Bóg zesłał nam na to apetyt. […].
Fasola symbolizuje spowiedź świętą. Dobrze ją trzeba wygotować, by nasiąknęła wodą, takimż sposobem spowiadający się nurza się w wodzie skruchy […]”.

Jeśli dotąd nie doceniałem tego, że sałatę jadam ot, tak sobie – to teraz będę doceniał. Jeśli dzisiaj fasola wyraża sobą jedynie i tylko fasolizm dogłębny, to popieram fasolę, bez względu na kolor. Mam nadzieję, że dzisiaj nurza się w wodzie, która jest hadwao jedynie, bez transcendentnych dodatków.
Może przez następne 500 lat wszystkie potrawy wybiją się na niepodległość? W końcu takiemu jabłku się udało i dzisiaj mało kto wypomina mu, że kartotekę ma dość poważnie obciążoną.


*Istvan Rath-Vegh: Komedia książki. Przeł. oraz wstępem i przypisami opatrzył Jerzy Snopek. Wrocław 1994, s. 205-206


Read Full Post »

Gdy Sventon skończył czytać list, panna Fredriksson zapytała:
– Kto to jest ten Łasica?
– Łatwo pani pytać. Kim On jest? Wiemy jedynie, że zawsze znika. […]
Znów zadzwonił telefon.
– Nigdy nie mam chwili spokoju – mruknął Sventon zniecierpliwiony i podniósł słuchawkę. – Halo. Tak, ukrywa się we włazie do kanału na Źródlanej. Przebrany za stroiciela fortepianów, ale nie ma żadnych szans na ucieczkę. Kazałem otoczyć całą dzielnicę. […]
– A więc, jak już mówiłem, Łasica wydostał się przez dziurkę od klucza. Była to co prawda wyjątkowo duża dziurka. Zdarzenie miało miejsce w Dalarnie. […] Dziurka od klucza była wielkości mniej więcej… no,powiedzmy, patelni. A więc duża. Niemniej jednak, jak pani widzi, panno Fredriksson, mamy do czynienia z człowiekiem, który może przejść przez dziurkę od klucza.
– Jakie to okropne – westchnęła panna Fredrikson […].

Oto poznaliście właśnie słynnego detektywa Ture Sventona, najpierwszego idola mojej najpierwszej młodości. Choć muszę stwierdzić, że przebiegły Wilhelm Łasica też budził mój podziw (przez dziurkę od klucza, no,no!) pomieszany z lękiem. Niemniej ze Sventonem łączyło mnie dużo więcej: podziw dla jego latającego dywanu i to, że detektyw ogromnie lubił ptysie. Pudełka z ptysiami, które zabierał w podróż, zazdrościłem mu niemal tak samo,jak tego dywanu.
A teraz, po latach, detektyw Ture Sventon wraca! Wydawnictwo Dwie Siostry  wznawia właśnie „Latającego detektywa”. Książka ukazuje się w serii „Mistrzowie ilustracji” , która ma na celu przypomnieć edycje sprzed lat.
Wydawcy jednak wiedzą, że nie można po prostu powtórzyć tego, co było, i dokonują miłego oszustwa, unowocześniając swoje reedycje. Jeśli będziecie mieli w ręku książki z tej serii, zwróćcie np. uwagę na dobór papieru. Z jednej strony niewątpliwie mamy w ręku książkę i ilustracje sprzed lat, z drugiej – równie niewątpliwie – książki nowoczesne, atrakcyjne i wydane ze smakiem.
Ale ja wracam do lektury, albowiem…

Na stole stało ptysiowe pudełko. […] Gdy wyruszali na przejażdżkę, w pudełku było co najmniej dwanaście ptysi. Wszyscy się nachylili,żeby zajrzeć do środka.
Pudełko było puste.
– Sprawa jest poważniejsza, niż sądziłem – rzekł Sventon […].*

 

holmberg2

*Ake Holmberg: Latający detektyw / przeł. [ze szw.] Teresa Chłapowska ; il. Anna Kołakowska. Warszawa 1967, s. 22-23, 53-54
** Okładka z il. Anny Kołakowskiej z edycji Wydawnictwa Dwie Siostry, 2008 r.

Read Full Post »

Filigranowe, pieściwe poezyjki […], zebrane w kieszonkowym wydaniu pt. Niebieskie migdały, wiotkie, cieniuchne i kruche, jak szklane łzy batawskie, niejeden stary wyga, pedantyczny zoil, chytry koneser wszelakich bakalii i delikatesów poetyckich, wzdrygałby się prawie wziąć brutalną łapą szczypczykami pod lupę,aby mu te cacka błyskotliwe, jak świecidełka z Bożego drzewka, w palcach nie prysły. Dla literatury nie byłaby to znów wcale tak wielka klęska i sam bym po tej stracie nie uronił jednej bodaj łezki, choćby krokodylej. […] Jakby z teatralnej loży spogląda się tu przez odwrotną stronę lornetki na arcyludzkiesprawy i czułości własnego serca. Z oddali tej wszystkie kształty drobnieją do breloczkowych, bibelocich proporcji dziecinnych zabawek, którymi się delektuje porcelanowa figurka z etażerki, w sentymentalnych umizgach uduchowionej précieuse’y strojąca zalotnie minki słodkiej Dzidzi Columbina w różowym dominie.*

W sentymentalnych umizgach uduchowiona…, zalotne minki, Dzidzi Columbina. Uuuuuch… Szczęśliwie tym, dokonanym przez Ostapa Ortwina, podsumowaniem poetka się nie przejęła i po jeszcze jednej złośliwej krytyce wysyłała […] telegram zredagowany w ten sposób:„Ortwin – ostap mnie w spokoju”.** Poetka,czyli Maria z Kossaków Pawlikowska, znana później jako Jasnorzewska (primo voto Bzowska, co nawet pasuje do niebieskich migdałów), a recenzja Ostapa Ortwina1 dotyczyła jej debiutu. I pomyśleć, że gdyby nie te pieściwe poezyjki, nigdy bym o recenzencie nie usłyszał.

1Ostap Ortwin (1876-1942) – krytyk literacki, teoretyk krytyki.
 

*Ostap Ortwin: Żywe fikcje. Studia o prozie, poezji i krytyce. Warszawa 1970, s.275-276. – Prwdr.: 1923.

**Magdalena Samozwaniec: Zalotnica niebieska. Wyd. 2. Szczecin 1988, s. 128.

Read Full Post »

Dwie kobiety rozmawiają w autobusie,  przysłuchuje im się mężczyzna, który jak większość mężczyzn, nie ma najlepszego zdania o zdolnościach umysłowych niewiast. Ale nadstawia ucha, bo zaintrygowało go pierwsze zdanie, które usłyszał:
– Wiesz kochana, dla mnie najgorsze jest to codzienne myślenie. Tak myślę, myślę, głowa mi po prostu pęka od tego myślenia.
Na to druga kobieta ze zrozumieniem kiwa głową i mówi:
– Bo ty naprawdę niepotrzebnie sobie to życie komplikujesz. Ja to robię mielone na trzy dni, a potem niech sami sobie odgrzewają.

I co? Zaraz będą pretensje, że jestem mizogin i złośliwe anegdotki o kobietach opowiadam. A tu zaskoczenie: to nie ja opowiadam, to opowiada kobieta niewątpliwa i subtelna – czyli Magda Umer.
Po wielu latach wznowiono wreszcie na płycie nagranie jej koncertu z 1988 r. I jest to najdoskonalsza kwintesencja umeryzmu. Artystka nie tylko śpiewa, ale i rozmawia z publicznością i opowiada, między innymi powyższą anegdotkę.

Pozostałych anegdot z płyty nie będę streszczał, ale zwrócę uwagę na pewien aspekt nieoczywisty: wysłuchanie nagrania może również przynieść korzyści młodszemu pokoleniu. Albowiem słuchając „Koncertu…”, można się przekonać, o czym tak naprawdę jest piosenka „Oczy tej małej” – Magda Umer, w przeciwieństwie do panów z zespołu Raz Dwa Trzy, rozumie tekst.
 

umer

*Magda Umer: Koncert sprzed lat. Pomaton, 2008 (nagr. 1988)

Read Full Post »

Pan A

            [..] No, a ten pan?

Pan B

            On nie płynie. On chodzi.

Pan A

            Z nią chodzi, jak to się mówi?

Pan B

            Z nią chodził.

Pan A

            I dlaczegóż to?

Pan B

            Podobno umiał na nią spojrzeć holoubkiem i to ją tak do niego szczęśliwie usposobiło.

Pan A

            Nie rozumiem.

Pan B

            No że takie spojrzenie on umie zrobić – oczami do wewnątrz.

Pan A

            Komu do wewnątrz?

Pan B

            Sobie. Że,rozumiesz, patrzy niby normalnie, na zewnątrz, a jednak tym spojrzeniem tak jakby zagarniał, zagarniał i – w siebie.

Pan A

            A tobie by nie wyszedł taki holoubek?

Pan B

            Mogę spróbować. (próbuje mieć takie spojrzenie, jakie opisał)

Pan A

            Nie, tobie nie wychodzi.

Pan B

            Szkoda, bo mnie ta pani podoba się nad wyraz.*

gustaw_holoubek

Gustaw Holoubek zmarł w Warszawie 6 marca.

*Jeremi Przybora: Nieznani sprawcy. W: Mieszkanka firmowa.Warszawa 1977, s. 386-387

Read Full Post »

Niedawno jeden z moich znajomych powalił mnie wziętą z własnego życia opowieścią o pani redaktor, z którą współpracuje. Otóż pani redaktor nigdy nie wyrusza na nagranie inaczej, jak po wizycie u fryzjera, która to wizyta kosztuje na tyle dużo, że znajomy uznał za stosowne opowiedzieć mi o tym. I jest tylko jedno ale: pani redaktor pracuje w radiu…

Chciałem przy okazji stosownie dobranego cytatu ponatrząsać się z pani redaktor, gdy zupełnym przypadkiem trafiłem na internetowe forum poświęcone fryzurom, które określiłbym właśnie jako baaardzo radiowe.

slbg

Owo forum z natury rzeczy jest zdominowane przez facetów. Okazuje się jednak, że sytuacja dokładnie odwrotna (niż problemy pani redaktor), czyli utrzymanie głowy w stanie nienagannie bezwłosym też jest problemem i wymaga wiele zachodu, o czym przekonuje ponad 6000 postów i ponad 300 tematów zgłoszonych w dziale „Head Shaving. Discuss the best method to shave your head.

Inna rzecz, że i w tej dziedzinie, jak w każdej, ćwiczenie czyni mistrza. Zerknijcie na YouTube >>>>

Read Full Post »

Older Posts »