Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2008

„Uprasza się o jak najszybsze opróżnienie głównej ulicy, gdyż cztery tysiące pielgrzymów z południa wynurza się w tej chwili zza ostatniego zakrętu. Witamy. I ponownie prosimy o pośpiech, gdyż słychać już radosny tupot dziewięćdziesiątej pierwszej kompanii. Uwaga, uwaga, mówi Szklana Góra… do tej chwili przybyło czterdzieści pięć tysięcy dziewięćset czterdziestu trzech pielgrzymów, w przeważającej części młodych… W niektórych oddziałach średnia wieku wynosi zaledwie osiemnaście lat. Uwaga! Uwaga!Nadciągają dalsze bataliony… Ci, co teraz świętym obrazkiem nad głową znak,uczynili i potrójny okrzyk ‚sto lat!’ wznieśli… przebyli trasę trzystu siedemdziesięciu kilometrów… w ciągu trzynastu dni… Pielgrzymka liczy piętnaście tysięcy wiernych, w tym tylko pięć procent starych. Tylko sześćdziesiąt dwie osoby są niepełnosprawne…”.
Tak wymowne proporcje budzą zrozumiały entuzjazm i ponowne stolatowanie. Komputer wciąż nowe cyfry podaje ojcu komputerzyście, a ojciec przez megafony hen ku dolinom je rozgłasza. […]
Ale już Strażnicy w białych sukniach balowych pątnicze rzesze w pary, w ogonki ustawiają i:

„Kto ty jesteś?”.
A pątnik na moment zdębieje, bo dziwi go, że i tu o papiery pytają, ale z szacunkiem dla miejsca i szaty odpowie:
„Człowiek…”
„Nie – poprawi go dama nieogolona – grzesznik jesteś. Grzesznik zatwardziały. Powtórz”.
„Grzesznik jestem…” – powtórzy i na tacę papirek położy,zalatujący ziemią orną, papirek węglem osmolony.
Pokrzepiony cukrem statystyk, umocniony chóralnym skandowaniem, schodzi lud ku bramie wyjściowej.  […]
Znad maszyny opartej o nasyp autostrady patrzę, jak wali przed się naród kartoflański. Słyszę, jak wieże wieżom podają imiona świętych lokalnych, jak miasta witają, jak miasta żegnają te rzesze, które Strażnicy w sukniach balowych osłaniają strzechą od głodu, ognia i wojny.
A tłumy idą, idą, coraz lżejsze, bo już nie ziemia pod stopami się liczy, ale ten wizerunek Cesarza, którym raz po raz nad głową potrząsają. Do jego uśmiechu niedzielnego się garną, że śmieszna im się wydaje powszedniość, budzona głosem fabryk i narzędzi, wymarszem pociągów w stronę portów, skąd widok na świat pogański.*

*Marian Pankowski: Pątnicy z Macierzyzny. Wyd. 3 Kraków 2006 s. 126-127, 186-187
(wyd. 1.: Londyn: Oficyna Poetów i Malarzy, 1985)

Read Full Post »

Letniość

W lecie ludzie się nagminnie zakochują. […] Masowo zakochuje się młodzież na wakacjach. Zakochują się prawie wszystkie dziewczynki i dziewczyny i wielu chłopców. Na początku wakacji, a już na pewno dwa dni przed wyjazdem. Zupełnie nie wiedzą o tym, a rodzice im nie mówią, że cudny chłopiec z wakacji zupełnie nie sprawdza się w mieście. Szatańska opalenizna,białe zęby i zgrabne kąpielówki – to walory czysto plażowe. Kiedy zobaczy go za parę miesięcy, będzie już blady, źle ubrany, okropnie nudny i obcy.*

Przestroga dawno temu wygłoszona (w zastępstwie rodziców) przez Barbarę Hoff nic nie straciła na aktualności. Może więc przeczytana w środku wakacji komuś się przyda? Z drugiej strony: gorące lato to dni zupełnie poza czasem, przestrzenią, z własnym sensem, z własnym horyzontem. A że te sensy już w końcu sierpnia stracą sens i zblakną jak ta szatańska opalenizna, staną się niepotrzebne jak hamak w grudniu? Nic to. Na razie jest cudnie.

*Hoff: Cierpienia starej Werterowej. Warszawa 1978 s. 23


Read Full Post »

WIODĄCY TEMAT, WIODĄCA ROLA, WIODĄCE ZDANIE – po polsku raczej: przewodni temat; główna rola, najważniejsze zadanie. […]„Wiodącym zadaniem ( o najważniejszym zadaniem) szkoły jest przygotować młodzież do życia w socjalistycznym społeczeństwie.

Zob. też: sprawować rolę wiodącą.

SPRAWOWAĆ ROLĘ WIODĄCĄ – po polsku: grać lub odgrywać rolę kierowniczą, główną. Np.: Ten TOS sprawuje rolę wiodącą (o gra kierowniczą rolę) śród wszystkich stacji w mieście. […]

Polskie poradniki językowe nie aprobują użycia wyrazu wiodący w znaczeniu ‘ główny, przewodni, przodujący, kierujący, kierowniczy,czołowy’. Użycie wyrazu wiodący w tym znaczeniu jest przejawem wpływów jęz.rosyjskiego; por. ros. igrat’ wieduszczuju rol […]*

To wiodący proszek na rynku polskim zawierający unikalny kompleks składników odplamiaczy. **

Słowo wiodący zrobiło karierę wyjątkową. Jak wieść niesie (a czego dosłownie Walery Pisarek nie mógł napisać  w 1978 r.*) trafiło do języka polskiego z łamów Trybuny Ludu, gdzie z kolei pojawiło się w nazbyt dosłownych tłumaczeniach z przodującej prasy radzieckiej. Wydawało się, że kariera tego słowa skończy się wraz z wpływami przodującej prasy, a tu masz!Słowo na krótko przepadło, ale szybko powróciło – już w służbie burżuazyjnego proszku do prania. Ostatnio nawet połączyło się w parę z anglosaskim (coraz częściej wiodącym) projektem.

 

*Walery Pisarek: Słownik języka niby-polskiego, czyli błędy językowe w prasie. Wrocław 1978, s. 129, 110.

** Jeśli nie dzisiaj, to jutro powiedzą o tym w reklamach po dzienniku.

Read Full Post »

1]

Podinspektor bez słowa podszedł do biurka, położył na nim pudełko i gestem wskazał na jego zawartość.

W pudełku spał sobie w najlepsze pingwin. Pingwin w Kasku.

– Bardzo ładny – ocenił pingwina Inspektor. – Pamiątka z wycieczki?

– Nie byłem ostatnio na wyciecze.

– To w takim razie skąd?

– […] Poszedłem, otwieram lodówkę i widzę, że zamrażalnik jest niedomknięty. Próbuję domknąć, nie mogę. Coś blokuje.

– Pingwin?

– Niezupełnie. Kij hokejowy. Miał ze sobą kij hokejowy.

– A łyżwy?

– W życiu nie widziałem pingwina na łyżwach. […]

2]

Monter zaczął zbliżać się do pralki.

– Zaczniemy od rutynowego odwirowania. Włączymy ją na najwyższe obroty i …

Monter zatrzymał się w pół słowa[…].

Monter zrobił krok do przodu. Pralka znowu się przesunęła.

– Zaraz, zaraz. A ty dokąd to? […] Ej, praluniu, nie bój się. To nie będzie bolało.

Pralka nie posłuchała. […]

I wtedy… Monter błyskawicznie rzucił się na pralkę i unieruchomił ją zawodowym, monterskim chwytem.

– No to mam cię, kochana. […]. To teraz zajrzymy ci w bęben i zobaczymy, co ty tam sobie kombinujesz.

Monter otworzył pralkę i wyjętą z kieszeni latarką zaświecił do jej wnętrza. […]

– Słuchajcie. Tam siedzi jakiś kolega w futrze i ciemnych okularach.

Monter jeszcze raz zajrzał do pralki.

– Słuchajcie, jak na moje oko, to jest zwierzak piorący, czyli Szop Pracz. Co ty tu robisz, zwierzaku? […]

Zwierzak mówi, że mieszka. I pyta, czy możemy dać mu spokój, bo za chwilę ma wpaść do niego z wizytą wydra.*

 

Konieczność wezwania fachowca prawie zawsze zaskakuje.Warto być przygotowanym na rozliczne przyczyny, które koniecznością wezwania fachowca skutkują. Albowiem sprzęty domowe nie zawsze są udomowione całkowicie i spodziewać się można wszystkiego, nawet pingwina na łyżwach.

 

*Tomasz Trojanowski: Uciekinierzy. Warszawa 2008 s. 13-14,140.

Pingwiny nie po raz pierwszy są obiektem zainteresowania na tym blogu >>>>

Read Full Post »

pokolanowkism
 *

Żeby kupić jakieś wyroby niezawierające witamin, trzeba będzie wkrótce nieźle się nachodzić. Może też powstaną nowe przysłowia i porzekadła, np.: Puścić kogoś w skarpetkach bez witamin.

*Oferta ważna do wyczerpania zapasów

Read Full Post »

[Ika] odeszła od okna i otwarła radio. Nad podziałką aparatu powoli rozjarzyło się zielone, magiczne oko. […]

Groszek tymczasem zaświecił lampę i zaczął delikatnie kręcić gałką aparatu, żeby znaleźć jakąś ładną muzykę z dalekiego świata.

Jasna strzała płynęła po radiowej skali jak skrzydło samolotu – mijając nazwy nieznanych miast. Radio szeptało dziesiątkami różnych głosów, czasem zaśpiewało wysokim gwizdem, czasem kilka urywanych cienkich dźwięków wystukało sygnał morskiego telegrafisty.

Groszek przesuwał się od stacji „Palermo” i „Beromünster”, poprzez „Graz” w stronę „Zagrzebia”, gdy weszła Ika z atlasem.*

stolicasm

Radioodbiornik był ongiś sprzętem magicznym. Magia ta odeszła razem z magicznym okiem i podświetlaną skalą z nazwami dalekich miast.Trochę tej magii próbowały uszczknąć dla siebie odbiorniki tranzystorowe, czule wyprowadzane na spacery przez właścicieli, ale nie starczyło tego na długo.Radio najpierw zmalało, potem zrosło się z wieżą. Dzisiaj radioodbiornik rzadko jest urządzeniem samodzielnym, zdegradował się do roli elektronicznego planktonu, co to brzęczy sobie w kuchni.

Dla mnie ostatnim magicznym radioodbiornikiem była Elizabeth stereo, w której najbardziej hipnotyzującym elementem był podświetlany wskaźnik wysterowania z kiwającą się na zielonym tle wskazówką.

Faktem jest, że tamte magiczne radioodbiorniki trafiały do literatury i cytatów podobnych powyższemu znalazłoby się sporo. Współcześnie –już nie. Bohaterowie książek nie włączają już radia, bo albo radia nie słuchają,albo ono przygrywa w tle, mało ważne co i jak.

*Jerzy Broszkiewicz: Wielka, większa i największa. Wyd. 6.Warszawa 1968 s. 17-19

Suplement kierunkowskazologiczny

– Jak wracałem do domu – mówił – specjalnie skręciłem, żeby mu się przyjrzeć. Wszyscy mówią, że to grat… i z bliska wygląda jeszcze gorzej niż grat. Ale kiedy stanąłem koło niego i zajrzałem do środka on …
– On? – spytała przejęta Ika.
– On na chwilę zapuścił motor i …
– I co?
Groszek nachylił się ku niej, choć nikt przecież poza Iką nie mógł go słyszeć.
– … i nawet – szeptał – wyrzucił jedną strzałkę, jakby chciał skręcić w lewo i wyjechać z podwórza. * 

Na wszelki wypadek przypomnę: On to samochód Opel Kapitan,jeden z bohaterów książki. A fragment powyższy przypomina, że kierunkowskazy były kiedyś strzałkami – nie włączało się kierunkowskazu, a „wyrzucało się strzałkę”, czego ślad znajdujemy w czytance.  Współczesne aspekty kierunkowskazologii roztrząsa Pszczółek na swoim blogu.

 

Read Full Post »

Alexandrę ogarnęła irytacja i mściwość. Czuła się obolała od środka; uraziła ją zasłyszana obelga „wiedź…ma”, jak również szeroko pojęta obelga ze strony wszystkich tych nieuważnych młokosów, przez których ona nie mogła swojego psa, przyjaciela i członka rodziny, spuścić ze smyczy.Postanowiła, że opróżni plażę dla siebie i Węgielka, wywołując burzę z piorunami. […] Mertalia, Musalia, Dophalia: skandując niewypowiedziane dobitne sylaby, Alexandra przywoływała zakazane imiona. Onemalia,Zitanseia, Goldaphaira, Dudulsaira. Sama w niewidoczny sposób rosła,potężniała, zgarniając ku sobie jak w matczynym gniewie świetliste snopy bezwietrznego wrześniowego świata, aż oczy jej rozwarły się szeroko niby na rozkaz. Podmuch zimnego powietrza uderzył od północy – zapowiedź nadejścia frontu – i błyskawicznym smagnięcie szarpnął zwisającymi dotąd bezwładnie na drzewcach trójkątnymi chorągiewkami na dachu odległych przebieralni. Tam też,poniżej, w miejscu gdzie młody, obnażony tłum był najgęstszy, dało się słyszeć zbiorowe westchnienie zaskoczenia, a następnie rosnące stopniowo i coraz liczniejsze podniecone chichoty, w miarę jak wiatr tężał, a niebo od strony Providence dawało się gęstnieć, zmieniając się w jakaś na wpół przezroczystą,czerwonawą skałę. Gheminaiea, Gegropheira, Cedani, Gilthar, Godieb.Zebrane u podstawy atmosferycznego klifu cumulusy, które jeszcze kilka chwil wcześniej wydawały się niewinne jak kwiaty unoszące się na stawie, zaczęły się kłębić, a ich krawędzie na tle ciemniejącego powietrza zalśniły jak marmur.[…]
Ocean, jeszcze tak niedawno spokojny aż po Block Island,teraz potężny i obojętny, wyczuł zachodzącą zmianę. Jego powierzchnia zmarszczyła się i wyraźnie pofałdowała. […] Stojąc nieruchomo, smaganastrugami zimnej wody, Alexandra recytowała w duchu: Ezoill, Musil, Puri. *

Czarna chmura wydźwignęła się na zachodzie i przecięłasłońce w połowie. Potem przesłoniła je całkowicie. […]
Ciemność, która nadciągnęła od zachodu, okryła miasto.Zniknęły mosty, pałace. Wszystko zniknęło, jak gdyby nigdy nie istniało.Przebiegła przez całe niebo jedna ognista nić. Potem miasto zadygotało od grzmotu. Grzmot powtórzył się, zaczęła się burza. **

Burza, układ zjawisk meteorologicznych o charakterze typowym: przy atmosferze spokojnej, jednak przygniatającej, ciemne potężne chmury o barwie sinej, ulewny deszcz, porywy wiatru, zmieniającego swój kierunek raptownie, wreszcie błyskawice i grzmoty, często pioruny. Ponieważ nie wszystkie te cechy występują razem, przeto pospolicie nazywa się burzą takie zjawisko meteorologiczne, podczas którego dają się słyszeć grzmoty.***

 

* John Updike: Czarownice z Eastwick. Przekł. Katarzyna Bogucka-Krenz. Poznań 2008 s. 22-25

**Michał Bułhakow: Mistrz i Małgorzata. Przekł. Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski. Wrocław, Kraków 1990 s. 477

*** Ilustrowana Encyklopedia Trzaski, Everta iMichalskiego. T. 1, A-E. Oprac. pod red. Stanisława Lama. Warszawa [1927] łam 488-489

Read Full Post »