Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2008

pielegnacja5a
Już pobieżne zainteresowanie się tematem pokazuje, że żyjemy w erze pielęgnacji totalnej i nic nas od niej nie uwolni, a współczesna pielęgnacja ma charakter nieomal transcendentny.

Reklamy

Read Full Post »

Marcin Badeni rozpoczął karierę w r. 1775 jako sekretarz w kancelarii króla  Stanisława Augusta.[…] Podczas jego nieobecności dobrami zarządzała żona, Marianna z Wawrzeckich, stolnikówna bracławska, siostra Tomasza, sławnego generała Kościuszkowskiego, pani, która w młodym wieku była ponoć bardzo urodziwą i najpierwszą elegantką.
Na starość Badeniowa nadzwyczajnie się zaniedbała, „tak w ubiorze, jak i w obyczajach”. Zasłynęła też z nieochędóstwa osobistego. Mówiono w Krakowie, do dzieci zwłaszcza: „Brudnyś jak spódniczka pani Badeniowej”.
Ambroży Grabowski […] jako dowód lekceważenia sobie przez Badeniową elementarnych przepisów higienicznych przytoczył anegdotę, jaka się jej zdarzyła w czasie przyjęcia w pałacu Stanisława Wodzickiego, prezesa Senatu Wolnego Miasta Krakowa: „Gdy przy znacznej liczbie osób w pokoju zrobiło się gorąco, Badeniowa udała się do sypialnego pokoju JW. Prezesowej, a właśnie wtedy nikt tam nie był obecnym, zdjęła z siebie brudne flanelowe kalesony i takowe pod poduszkę tej pani włożyła. Pani Wodzicka po rozejściu się gości udaje się na spoczynek i kładąc się w łóżko, spostrzega obrzydliwą szmatę.Zgiełk, hałas na służących, że nie dają należytego baczenia […]. Brudne gałgany wyrzucono. Aż tu drugiego dnia przychodzi służący od JW. Wojewodziny i domaga się wydania sobie kalesonów, która ta dama w łóżko JW. Prezesowej schowała”.*

Suplement do poprzedniego tematu, który wzbudził takie zainteresowanie, i do polskich dziejów ineksprymabli.

*Kalesony pani Badeniowej. W: Sensacje z dawnych lat. Wyszukał i skomentował Roman Kaleta. Wyd. 3 udoskonalone i poszerzone. Wrocław[etc.] 1986 s. 247

 

 

Read Full Post »

Rzymianie nie nosili
ani spodni
ani kalesonów

 

noszenie kalesonów było
poniżej godności obywatela rzymu
spodnie (i kalesony) przyszły
(oczywiście przyszły nie same!
co się rozumie samo przez się
ach! to nieznośne „się” –
nie wiem czy to przysłówek
czy imiesłów… kiedy „się”
pojawiło /się/ w języku polskim
nie wiem)
wróćmy jednak do kalesonów
być może przyszły one do nas
z Babilonu Palmiry
Konstantynopola… mówią o tym
rzeźby tamtych krajów
Klimat! Tu jest nie tylko pies
ale i kot pogrzebany
kalesony Katona
kalesony Cycerona
kalesony Kaliguli
Panie profesorze
czy w Pompejach nie
dochowały się

odlewy ciał z bielizną
[…]*

 

Istotny dla męskiej części populacji temat kalesonów (albo kaleson, jak chce duża część tej populacji) powraca zwykle wraz z pierwszymi chłodami. Spory między frakcjami prokalesonową i antykalesonową nabiorą mocy późną jesienią. W tym roku temat zyskał na doniosłości dzięki poematowi autorstwa samego Tadeusza Różewicza.

 

*Tadeusz Różewicz: Áladerrida [fragment]. W: Kup kota w worku (work in progress). Wrocław 2008 s. 98-99

Temat ineksprymablidoczekał się blogowej kontynuacji >>>

 

Read Full Post »

Na przykład motyl jedwabnik (Plastysamia cecropia), największy w Ameryce Północnej (i jeden z najpiękniejszych), potrafi po wyczuciu żeńskich feromonów dzielnie lecieć pod wiatr ponad dziesięć kilometrów, żeby skojarzyć się z samicą.*

Patrząc na zaokienną pogodę, mam wrażenie, że gdyby było jeszcze w deszczu i pod górkę, to jednak by się nie zdecydował i wybrał którąś z sąsiadek.

*Chip Walter: Kciuk, paluchy i łzy oraz inne cechy, które czynią nas ludźmi. Przeł. Małgorzata Koraszewska. Poznań 2008 s. 211


Read Full Post »

„Balladyna”… Któż z nas nie czytał. I – nie zapomniał?Tak. Bo, pamiętajmy, nie zapomina ten tylko, kto nie czyta. Ale może nie czytać i dużo wiedzieć o utworze. […]

Ktoś oczywiście mógłby powiedzieć: „A to niech przeczyta!”. Zaraz, chwileczkę! Łatwo się mówi „niech przeczyta!”, ale weźmy do ręki te książkę, ten tom „Dzieł zebranych” Wieszcza. Prawie połowa to jest „Balladyna” (pięć aktów!).Oczywiście, można przeczytać. To jest pięknie napisane, wierszem, cudowną strofą romantyczną. Ale to jest wysiłek. Bo nie dość czytać, trzeba uważnie,zwłaszcza pod koniec dramatu, bo dalej to już – „Mazepa”. Zupełnie co innego.Inne postacie, inne tło, akcja… […]*

 

Powyższe uwagi o czytaniu klasyków Mistrz Przybora napisał we wstępie swojej „Balladyny 68”, którą, jak czytamy, „wg Słowackiego spłycił oraz uprzystępnił”. Ponieważ z czytaniem klasyki naród nasz nieustannie ma kłopoty, może ten cytat coś pomoże. Z drugiej strony: spłycona i uprzystępniona„Balladyna” Przybory chyba też już jest klasyką?

 

*Jeremi Przybora: Teatr nieduży. Warszawa 1980, s. 9.

Read Full Post »

O! Melancholio! Nimfo, skąd ty rodem?
Czyś ty choroba jest epidemiczną?
Skąd przyszłaś do nas? Co ci jest powodem,
Że teraz nawet szlachtę okoliczną
Zarażasz? […]*

Są chwile w życiu, w których człowiek zda się
Samemu sobie bardzo poetycznym,
Na skały igle, na ruin terasie
W usposobieniu umysłu wehmicznym,
Gdy wołasz szczęścia, stojąc na Parnasie,
A echo głosem ci melancholicznym
Ze wszystkich skalnych katów odpowiada
Trzykrotnym głosem: Biada! biada! biada!*


Nie wiem, czy ktokolwiek bywa jeszcze w usposobieniu umysłu wehmicznym, ale w zaraźliwość melancholii1 wierzę, zwłaszcza w taką pogodę, a jako szlachta okoliczna zarażony jestem dzisiaj niechybnie.

1 czyli posępnicy i jej licznych odmian, a to:przygnębienia, splinu, chandry i smutku, jak katar pospolitego.

 

*Juliusz Słowacki: Beniowski. Poema. Oprac. Alina Kowalczykowa. Wyd. 4 zm. Wrocław, Kraków 1999 s. 11, 265

O smuteczkach i melancholijkach było też wcześniej >>>>

Read Full Post »

W dzień widać tu w całej okolicy opuszczone nagle domy i pensjonaty. Z otwartych okien powiewają firanki, jak gigantyczne, pożegnalne chusteczki. Słychać też czasem fonografy, które zapomniano zatrzymać. Śpiewają ostatnie słowa piosenek, na przykład „…ści naszej jeszcze raz uwierzmy”. Na opustoszałych kortach podskakują jeszcze piłki obok zapomnianych rakiet. W grocie rozbójnika Watermana, której już nikt nie zwiedza, echo powtarza ostatnie słowo, jakie miał na ustach niegrzecznych chłopiec, kiedy zaskoczył go tam niespodziewany koniec lata. Właściwie echo powtarza ostatnią sylabę tego słowa i brzmi ona jak smutne pożegnanie: …pa!…pa! …pa!”.*

 jesien

… a my, nieszczęśni uchodźcy, biegniemy do szaf, wyciągać z nich dawno zapomniane kurtki, swetry i skarpety.

*Jeremi Przybora: Niespodziewany koniec lata. W: Kabaret Starszych Panów. Wybór. Warszawa 1970 s. 81

A rok temu wzdychałem za wyschniętą żabką >>>>

 

Read Full Post »

Older Posts »