Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2009

Koniec czarnych wyliczanek. Ogień skręca rejestry obywateli miasteczka, które osierocili. Cztery tysiące zdrowych, żywych Żydów – z dymem! W wielkich, bogatych miastach złotym dłutem wykuto ich imiona w marmurze. Naszych na brzozowej korze spisałem… Nie widzą nieszczęśnicy, dlaczego Bóg znowu nie machnął różdżką czarodziejską, żeby ulewą wygasić piece auszwickie. Stwórca bawił na wczasach w kraju, wo die Zitronen blühen i pasjanse układał w ogrodach Castel Gandolfo. *

Holocaust to wymysł Żydów – tak twierdzi Richard Wiliamson, angielski biskup skrajnie tradycjonalistycznego Bractwa Św. Piusa X. […] „Nie wiedzieliśmy absolutnie nic o tym Williamsonie. Nigdy o tym nie mówiono” –tłumaczył wczoraj w dzienniku „Corierre della Sera” kard. Dario Castrilón Hoyos, przewodniczący papieskiej komisji ds. relacji z lefebrystami.**

———–

*Marian Pankowski: Była Żydówka, nie ma Żydówki. – Warszawa: Wydaw. Krytyki Politycznej, 2008.- s. 8

**Tomasz Bielecki: Zagubiony Watykan. – Gazeta Wyborcza nr25 (20 I 2009) s. 1.

Reklamy

Read Full Post »

Nie jesteśmy jedynym gatunkiem, który wykazuje wrażliwość na piękno. Nie tylko ludziom na przykład wydaje się, że mogą za pomocą rozmaitych sztuczek upiększyć swoją – nie zawsze doskonałą – postać. Młode samice szympansów bonobo (Pan paniscus) , naszych najbliższych ewolucyjnych krewniaków, mają ciekawy obyczaj dekorowania swoich ramion draperią z podartych liści bananowca. Tak przyozdobione spacerują z dumą dokoła swoich wybiegów, przekonane najwyraźniej, że wyglądają szałowo. Niektóre pomysły bonobo na dekorowanie swojego ciała, na przykład zakładanie na głowę wymyślnych konstrukcji z trawy, odchodów, patyczków, innych przedmiotów, które jakimś zrządzeniem losu wpadną zwierzęciu do ręki, wedle ludzkiej estetyki nie są ani czarowne, ani piękne. Nie ulega jednak wątpliwości, że szympansom przypadają one do gustu.*


 

———–

*Tomasz Szlendak, Tomasz Kozłowski: Naga małpa przed telewizorem : popkultura w świetle psychologii ewolucyjnej. – Warszawa : Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2008. – s. 113
Foto: plotek.pl

Read Full Post »

  
Wchodzimy na piętro, nic się nie zmieniło. Wciąż  te same stosy książek [..]*


23 stycznia mijają dwa lata, od kiedy w tej pracowni nic się nie zmienia. Odchodzić – tego się książkom nie robi.
———–
*Jarosław Mikołajewski: Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego / fot. Bartosz Bobkowski. – Kraków : Wydaw. Literackie, 2008. – s. 28-29, 88

Read Full Post »

  *

Się zaczerwieniło na wystawach co niektórych sklepów. Zaraz po Trzech Króli się zaczerwieniło. To czerwone serca walentynkowe chyżo zajmują już miejsce choinek i Mikołajów. (Dygresja: to, że zauważyłem, iż przypada to w okolicach wspomnianego święta, zawdzięczam radosnej działalności prezydenta Kropiwnickiego; jak dotąd miałem dość mgliste pojęcie o dokładnym terminie,lokując ów dzień w bliżej nieokreślonej zimowej części kalendarza.)

Postanowiłem i ja nadążyć za trendem ogólnym i – też sercami blog dekoruję. Zwłaszcza że okazja podwójna. Oprócz powyższej i ta, że nabyłem wznowiony** niedawno „Pegaz dęba” Juliana Tuwima – jedną z moich ulubionych książek. Wydana dotąd tylko raz, w 1950 r., obrosła legendą. To do niej nawiązał Stanisław Barańczak w tytule zbioru poetyckich piure nonsensów „Pegaz zdębiał” – zbioru też już słynnego i też niedawno wznowionego.

Wracając do „Pegaza dęba”: jest to jedna z książek wielowielokrotnego użytku, do tego bardzo łatwa w użytkowaniu, bo wystarczy otworzyć na dowolnej stronie, żeby znaleźć coś ciekawego i nie móc się oderwać. Przez całe lata korzystałem z egzemplarza wypożyczanego,wreszcie będę miał własny. Może nie taki ładny, jak ten z 1950 r., ale zawsze. Na okoliczność tej czytanki otworzyłem na stronie 24., skąd bardzo ładna kolekcja rymów:

W rzadkich dziś Wydawnictwach Dekadentów Polskich znajdujemy rymy: pagod– magot, kangur – Pan gór, krokodyl – wsparty o dyl. Nieprześcignionym rymistrzem współcześnie działającym jest pewien poeta, który jak magik wyrzuca z rękawa takie cudeńka, jak: Wembley – oziębłej, brylant – inwigilant, z zanadrza – maharadża, wytarł – gitar, i setki innych.**

Rym „brylant – inwigilant” nadal wydaje się być bardzo użyteczny i mógłby nieco ubarwić prace naukowe doktorów z IPN-u.

———–

*Julian Tuwim: Pegaz dęba. – Warszawa : Czytelnik, 1950
**Julian Tuwim: Pegaz dęba. – Warszawa : Iskry, 2008. – s.24

O „Pegazie…” też tutaj:

Prasulec 12: Pegaz oskubany
Z leksykalnego Brobdingnagu


Read Full Post »

Zawsze chciałem nakręcić film o jednym z tych kin do których chodziłem, kiedy dorastałem w Brooklynie. Chciałbym, by cały film kręcił się wokół kina, ponieważ w tamtej dzielnicy duża część mojego życia kręciła się wokół kina. Chodziło się tam na randki, chodziło poznawać nowe dziewczyny, chodziło się podrywać dziewczyny, no i na filmy. Wszystko opierało się na niesamowitej zabawie. Był to zupełnie inny świat. W pewien sposób miało się przeświadczenie przekraczania progu świątyni, ponieważ były to duże kina,ciemne i chłodne albo ciepłe – wedle potrzeb. To był raj. Wchodziło się do nich z Avenue J, a jak się zastanowić, to co jest wspaniałego na Avenue J? Samochody i kobieta sprzedająca marynaty z beczki, zimno, deszcz ze śniegiem. Płacisz dwadzieścia centów, wchodzisz do środka i nagle wyrasta przed tobą olbrzymi ekran i wiesz, ze pojawia się na nim James Cagney albo Betty Grable. Poza tym kina miały duże zniżki na cukierki. Można było naładować sobie tego ile wlezie,usiąść i oglądać film. To była gratka. Tego już nie ma. Teraz młodzi wypożyczają sobie kasety. Będą kiedyś mieli następujące wspomnienia [podnosi głos w udawanym entuzjazmie]: „Było wspaniale. W piątek wieczór odpicowani spotkaliśmy się z kolegami i wypożyczyliśmy film”.*

   

… tak sobie wspominał w listopadzie 1987 r. Woody Allen.Czytanka na podobny temat co poprzednia, ale tak się jakoś porobiło, że co wezmę ostatnio coś do czytania, to okazuje się to być o dziwnym przemijaniu-nieprzemijaniu rzeczy i przedmiotów, i świata wokół nich.

Wywiad-rzeka z Allenem to nie jedyna książka, którą mam na stosiku; tuż obok leżą „Kłopoty z Fizyką. Powstanie i rozkwit teorii strun,upadek nauki i co dalej” Lee Smolina**. Wygląda na to, że zanim zdołam się orientować, o co chodzi w teorii strun, teoria ta przestanie być ważna. Mam nadzieję, że nie dotyczy to nauki i rzeczywistości jako takiej, która i tak ostatnio przemija wokół mnie, zanim zdążę się zorientować, o co w niej chodzi.

Nie chodzi bynajmniej o to, żeby się na rzeczywistość za ten pośpiech obrażać (Allen: Mój pogląd na rzeczywistość jest taki, że zawsze było to ponure miejsce egzystencji, ale jest to jedyne miejsce, w którym można dostać potrawy chińskiej kuchni*), ale faktem jest, że niektóre rzeczy, pozostając wokół nas, wcale nie są takie same, jak ongiś.

A właśnie: co wypożyczają sobie młodzi w piątek wieczór?

———-

*Rozmowy z Woody Allenem : rozmowy z lat 1971-2007 /[rozm.] Eric Lax ; przekł. Jarosław Rybski. – [Warszawa] : Axis Mundi, 2008. -s. 47, 41
**Lee Smolin: Kłopoty z Fizyką. Powstanie i rozkwit teorii strun, upadek nauki i co dalej / przeł. Jerzy Kowalski-Glikman. – Warszawa :Prószyński i S-ka, 2008

Read Full Post »

Słuchawka hebanowa na długim, zielonym
sznurze, w której się tercząc dziwny cud poczyna* 

Halo… Dzidek, jesteś jeszcze?… Halo..
proszę nie rozłączać! To nie międzymiastowa,
to międzyludzka!… Dzidek, nie opuszczaj przewodu!** 

Chłopaczek opowiadał mi o urodzinach jego telefonu – jak jego telefon niedawno obchodził siódme urodziny. No tak, właśnie: w dziewięćdziesiątym trzecim założyli mu telefon, domowy, stary, brązowy taki…I numer mi na ręce zapisał, żebym mogła, jak będę chciała, osobiście złożyć jego ulubionemu telefonowi życzenia!***

 

Bardzo mi się ten pomysł życzeń dla telefonu spodobał. Po chwili pomyślałem jednak, że być może powyższy koncept wpisuje się w ciąg tekstów równie historycznych, jak ten Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej o hebanowej słuchawce. Czy dzisiejsze, zrośnięte z telefonami komórkowymi, nastolatki dostrzegają jeszcze istnienie telefonów stacjonarnych? Czy telefony stacjonarne mają jeszcze jakąś przyszłość w liryce miłosnej?

A może to nieważne? W końcu czy to istotne, czy cud poczyna się tercząc, czy też piszcząc, czy co tam jeszcze wydobywa się ze współczesnych telefonów? W każdym razie na pewno międzymiastowa nie stoi już na przeszkodzie międzyludzkiej.

———–

* Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: Telefon. W: Poezje zebrane. T. 1. – Toruń : Algo, 1993. – s. 99

** Jeremi Przybora: Utwierdź mnie! W: Piosenki prawie wszystkie. – Wyd. 6. – Warszawa : Muza, 2004. – s. 128

***Juhasia Kalada: Traktor albo błąd w sztuce / przekł. Katarzyna Kotyńska. – Kraków : Korporacja Ha!art, 2007. – s. 23

 

Read Full Post »