Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2009

Grać będę „Hamleta” w starym tłumaczeniu Paszkowskiego, bo jest właśnie teatralne, tradycyjne, ale monologi mówione do widza w intymnej atmosferze garderoby, powinny rzecz jasna mieć inny charakter, być dzisiejsze – wyzbyte oracji dawnego przekładu.
Dłużej objaśniać nie warto. Szukam Pana pomocy, bez której mój zamiar nie rozwinie skrzydeł dostatecznie szeroko!

3 XI 1988
                        z listu Andrzeja Wajdy do Stanisława Barańczaka

Powiem krótko i bez ogródek, o co mi chodzi: im więcej wgłębiam się w przekład Paszkowskiego, tym bardziej jestem przekonany, że ten przekład jest dzisiaj zupełnie nie do użytku, zwłaszcza scenicznego. Ja sam pewnych fragmentów ni rozumiem nawet czytając, a cóż dopiero może powiedzieć widz słysząc ten tekst ze sceny. (…) Jednym słowem odważam się Panu przedstawić propozycję, która stoi w sprzeczności z pańskimi planami: przełożę dla Pana całego „Hamleta”. […]
23 II 1989
                        z listu Stanisława Barańczaka do Andrzeja Wajdy*

  

Zamiar rozwinął skrzydła szerzej, niż sobie to inicjator wymyślił. Andrzej Wajda wśród swych licznych dokonań ma takie właśnie, i to rangi niepośledniej: zainspirował jedno z najdonioślejszych dokonań translatorskich w naszej literaturze.

Z  „Hamletem” w tłumaczeniu Stanisław Barańczaka zapoznałem się w autobusie, jadąc do Kufszynka ze świeżo zakupioną książką. Chciałem tylko przekartkować nabytek i pooglądać obrazki (w tym wydaniu są rysunki Andrzeja Wajdy i fotosy ze spektaklu), a rzecz wciągnęła mnie, zupełnie jakby to nie była klasyka.

———–

*William Shakespeare: Hamlet/ przekł. Stanisław Barańczak ; rys. wykonał Andrzej Wajda. – Poznań: W Drodze, 1990. – S. 208

Reklamy

Read Full Post »

Jezuita o. Melchior Inchofer utrzymywał [w XVII w.], że „pogląd, iż Ziemia się porusza,jest najbardziej odrażającą spośród wszystkich herezji, najszkodliwszą i najbardziej skandaliczną; nieruchomość Ziemi jest rzeczą ze wszech miar świętą  […]”.*

Czytelnik znajdzie w książce Russella piękne przykłady analiz filozoficznych […], przeprowadzanych w […] trzeźwym, naukowym stylu.
Nie ma jednak w tej filozofii rozstrzygnięć ostatecznych – tak, jak nie ma ich, co Russell z naciskiem podkreśla, w żadnej rzetelnie uprawianej gałęzi wiedzy, w przeciwieństwie do doktryn religijnych, które zazwyczaj pretendują do głoszenia prawdy absolutnej. Nauka jest – by sięgnąć po metaforę użytą przez innego filozofa – statkiem bezustannie naprawianym i doskonalonym podczas rejsu; jest też statkiem, którego przyszłych szlaków przewidzieć nie sposób. Ponieważ zaś właśnie nauka w największym stopniu kształtuje, głównie za pośrednictwem technologii, nasz zbiorowy los, więc wszelkie prognozy co do przyszłości gatunku ludzkiego, nawet te, które dotyczą niezbyt odległych w czasie zjawisk życia społecznego, narażone są na pomyłkę.
Bertrand Russell trafnie rozpoznał religijny charakter rosyjskiej, bolszewickiej wersji komunizmu i niemieckiej, faszystowskiej wersji antykomunizmu. W takich politycznych formach religii dostrzegł spadkobierczynie tradycyjnych instytucji religijnych, dorównujące im nienawiścią do wolności intelektualnej i okrucieństwem metod jej tłumienia z czasów, gdy dysponowały porównywalnymi środkami represji. Wydaje się natomiast, że nie docenił żywotności i władczych ambicji owych tradycyjnych instytucji, gdy pisał w tej książce, że chrześcijaństwo ostatecznie wycofuje się z pretensji do autorytatywnego opisu iwyjaśniania świata, poprzestając na krzewieniu idei szacunku i miłości między ludźmi. Tak się nie stało. Od paru dziesięcioleci obserwujemy proces odradzania się i usztywniania fundamentalizmu chrześcijańskiego. Wysoka fala nominacji do rangi „świętych” idzie w parze z głośną propagandą dokonanych przez nich „cudów”; kultywuje się wiarę w rozliczne „objawienia” i krzewi przekonanie (do niedawna wstydliwie wycofywane) o uzdrowicielskiej mocy egzorcyzmów. Tak zwany „naukowy kreacjonizm” wznowił wojnę z Darwinowską teorią ewolucji; nie ustają próby lansowania dosłownej interpretacji tekstów biblijnych, a ich arbitralne, „metaforyczne” interpretacje fałszują obraz relacji między naukową i religijną wizją świata. Ideologię ezoterycznej „świętości ludzkiego życia od poczęcia” zdołano wylansować, także w kręgach politycznych, jako kamień probierczy wrażliwości moralnej, co powoduje stawianie przed nauką nieprzekraczalnych barier; utrudniają one przede wszystkim rozwój nauk biologicznych […]. Wszystko to, w połączeniu z agresywnym fundamentalizmem islamskim,praktykującym skrajnie okrutne represje, nie wróży rychłej pokojowej koegzystencji tradycyjnych religii i wolności intelektualnej.**

   

Cytowany na wstępie XVII-wieczny mnich zasłynął stwierdzeniem, że jest rzeczą prawdopodobną, że święci w niebie będą rozmawiali po łacinie i dlatego warto uczyć się łaciny. Byłby może do dzisiaj niewzruszonym autorytetem, gdyby nie ludzie, którzy w swoim czasie bardziej zaufali rozumowi, niż takim autorytetom.
Książka Russella poświęcona zmaganiom nauki z „autorytetami” pojawiła się w 1935 r. Choć zaczyna się od Kopernika, wcale nie jest książką historyczną – to nadal pozycja bardzo aktualna i dotycząca rzeczy, które się dzieją. Gdy Russell pisał swą książkę, wydawało się, że większość spraw, o których mówi, będzie w wieku 21. już załatwiona. Tymczasem jest tak, jak pisze Barbara Stanosz. I to chyba nie tylko z powodu postawy „tradycyjnych instytucji”. Wydaje się, że orędownicy naukowej trzeźwości zbyt rzadko biorą pod uwagę, że uwierzyć, jest łatwiej, niż wiedzieć. Jak przemożna jest ludzka potrzeba cudów, widzimy choćby w naszym kraju. Nauka jest trudna, przynosi prawdy niekoniecznie miłe. W cuda wierzy się łatwo, nie potrzebują wyjaśnień. Po prostu są.

———–

* Bertrand Russell: Religia i nauka. – Warszawa: Książka i Prasa, 2006 s. 28
**Barbara Stanosz: Słowo wstępne do polskiego wydania. Tamże, s 7-9

Read Full Post »

Antidotum

  

W tych dniach stężenie kiczu w środowisku naturalnym człowieka, czyli sklepach, osiąga roczne maksimum. Wielkanocne zające (i kurczaczki, i nawet kaczki!) kicają po półkach, od czasu do czasu omijając komunijne bombonierki, na które sezon już też. Kicz gwiazdkowy jakoś lepiej znoszę.
Jako antidotum proponuję rysunek Raczkowskiego, przy pomocy którego bezboleśnie odfajkowuję Wielkanoc.

———–

*Rysunek: Marek Raczkowski, Przekrój nr 14/09

 

 

Read Full Post »

Kiedy oglądamy statek, cóż za wygórowaną ideę wypadałoby nam powziąć o pomysłowości cieśli, który zbudował machinę tak skomplikowaną,tak użyteczną i piękną!. I jakaż spotkać by nas musiała niespodzianka, gdyby okazało się, że to nierozgarnięty rzemieślnik, co naśladował innych i brał ślepy wzór ze sztuki, która po wielu próbach, błędach, poprawkach i deliberacjach doskonaliła się stopniowo przez długie wieki. W ciągu wieczności spartaczono może i sfuszerowano wiele światów, zanim udało się wymyślić ten oto system; wiele roboty poszło na może marne; podjęto może wiele bezowocnych prób,a powolny, lecz stały postęp w sztuce wyrabiania światów ciągnął się nieskończenie długo.* 

David Hume był jednak niepoprawnym optymistą.

———–

*David Hume: Dialogi o religii naturalnej. Naturalna historia religii / przeł. Anna Hochfeld. – Warszawa : Państ. Wydaw. Naukowe,1962. – S. 54

Read Full Post »

Planowałam, co będę robić za 10 lat. Kupowałam książki do biblioteki, które będę czytała „kiedyś”. Róże sadziłam, domy urządzałam i myślałam, że potem będę w nich żyła i czytała. A teraz już nie, rozdaję książki.*


   

Nikt za nas naszych książek nie przeczyta. Za to może ktoś, kiedyś przeczyta nasze książki?
———–

*Krystyna Janda: Boli przyjemnie / rozm. Piotr Najsztub. – Przekrój 2009 nr 13 s. 32-35


Read Full Post »