Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2009

Po dwudziestu latach małżeństwa zorientowałam się, że mój mąż nie dość, że nie umie gotować, to jeszcze nigdy nie zrobił zakupów.Odkrycie wstrząsnęło mną jako feministką, z drugiej jednak strony jeszcze bardziej wstrząsające byłoby dla mnie, jako osoby uwielbiającej gotować, gdyby kto próbował zawładnąć moją kuchnia, gotowaniem i zakupami.

Często to właśnie kobiety nie dopuszczają mężczyzn do prac i zajęć kobiecych i to zarówno dlatego, że sądzą, że wszystko potrafią lepiej, jak i dlatego, że podświadomie wierzą w stereotyp mężczyzny, który nie nadaje się do tego, co jest ich, kobiecym, przeznaczeniem. […]

Przeciętny mąż na prośbę zrobienia czegokolwiek mówi z reguły „zaraz”. Po godzinie, na powtórzoną prośbę, odpowiada tak samo. Żona zaczyna zrzędzić, z czasem uczy się zrzędzić od razu po prośbie albo nawet przed. *

mezczyznasm

– Ale masz szczęście: to jest najlepszy mężczyzna na całym świecie.**

 Ostrożnie licząc, co drugi blog wydaje się być w mniejszym lub większym stopniu poświęcony temu tematowi, który można by streścić: po co są mężczyźni i dlaczego tacy? Z chęcią przepisałem więc powyższy fragment, bowiem odpowiada przynajmniej na drugą część pytania – są tacy, jacy są, bo takich mężczyzn wychowały sobie kobiety. Przy okazji jest też odpowiedź na całkiem inne pytanie, czemu kobiety zrzędzą.

Dodatkowo autorka, jakby mimochodem i niechcący, wprowadziła terminologicznie ważne rozróżnienie. Zwracam uwagę, że w pierwszej części cytatu mowa jest o mężczyźnie, w drugiej zamiast mężczyzny pojawia się mąż.

Obserwacja potoczna wydaje się potwierdzać słuszność tego rozróżnienia. Mężczyzna widziany z powyższej perspektywy nie jest bytem ostatecznym – to tylko poczwarka, z której powstaje byt ostateczny – mąż. A to,jak się okazuje, nie to samo. Mężczyzna to nie ten sam gatunek człowieka, który na odczepnego mówi „zaraz”.

To stwierdzenie nie zamyka oczywiście tematu, ale też bardzo trudno byłoby temat ten wyczerpać, jeśli w ogóle jest to możliwe.

———–

* Magdalena Środa: Kobiety i władza. Warszawa: W.A.B., 2009 s. 123-125

**Jean Effel: Stworzenie świata. Warszawa: Wydawnictwa Artystyczno-Graficzne RSW „Prasa” [1955] s. 197

Read Full Post »

Na zboczu pod sosnami
pięćplamki pokłonniki
sparcetki i poprężki oblaczki uroczniki
na szczawiach na poziomkach z ogłodkami z plaskówką
z żarkami kostnicami z porostnicą i sówką
z falicą kobielistką z niestrzępem i proporcem
z niesobkiem osmagankiem misiówką krótkowąsem
tańczą wyżej to niżej to w słońcu to w półcieniu
pełne wahań miłosnych w szczęśliwym omamieniu […]

Mrzonka szypleć kleszczanka sykrzytek i poprążec
przegnały nagodnika bo za lotnicą krążył
pokrosze pędowiki przylepki i krępaki
pomroki zasmutniki cyganki cetyniaki
poprochy rumienice grotniki różopasy
w kwiatach nie dbając o nic kroplą słodyczy się pasły.[…]*

  

Może tak, może inaczej? Księstwo Aruncus sylvestris ożywa na krótko. Gdy ciepło, u Zielonego Księcia robi się ruch, rwetes, tłok, zamieszanie. A może on nie książę? Może rycerz? A może on Filon w zielonym fraczku? Można się nad tym pozastanawiać i zapomnieć o zaokiennych niepogodach.

Wystarczy kliknąć w zdjęcie albo tutaj >>>>

… albo tutaj >>>> (zdjęcia w większej rozdzielczości)

———–

*Janina Brzostowska: Motyle. W: Poezje wybrane. [Warszawa]: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, [1974] (Biblioteka Poetów) s. 98-102

Read Full Post »

Teleportacja stała się istotnym elementem kultury masowej za sprawą serialu Star Trek. Gene Roddenberry, twórca Star Treka, zdecydował się na wprowadzenie teleportacji, ponieważ budżet studia Paramount nie pozwalał na realizacje kosztownych efektów specjalnych koniecznych do pokazania startów i lądowań rakiet na odległych planetach. Znacznie tańszym rozwiązaniem było przesłanie całej załogi „Enterprise” na miejsce przeznaczenia wiązka teleportacyjną.*

   

Teleportacja będzie na pewno wspaniałym wynalazkiem, na dodatek takim, który przyniósł znaczne oszczędności (choć tylko w przemyśle filmowym) jeszcze przed wynalezieniem.

Michio Kaku zebrał w swojej książce mnóstwo rzeczy już wymyślonych, które teraz tylko trzeba wynaleźć, żeby były. W wymyślaniu ich celują pisarze na potrzeby rozmaitych fikcji. Co najdziwniejsze, większość ich wymysłów jest najzupełniej możliwa.

Np. lustro, przez które przechodzi Alicja, jest banalnym tunelem czasoprzestrzennym. Przechodząc na jego drugą stronę, Alicja przenosi się z jednego wszechświata do drugiego. Bułka z masłem, matematycy nazywają to przestrzenią wielospójną, żadna tam bajka.

Z baśni O Jasiu i magicznej fasoli  pochodzi pomysł ze wspinaniem się do nieba po linie. Rzecz całkiem realna, gdyby tylko udało się wysłać taką linę daleko w kosmos (są pomysły jak). Siła odśrodkowa(wywołana obrotami Ziemi) równoważyłaby przyciąganie grawitacyjne i lina nigdy by nie spadła, można by po niej się wspinać, choć może wygodniej byłoby zamontować coś w rodzaju windy. Wiadomo nawet, z czego owa lina musiałaby być zrobiona!

Autorka „Harry’ego Pottera” całkiem słusznie wyposażyła swojego bohatera w pelerynę niewidkę. Inaczej, aby uczynić bohatera niewidzialnym zgodnie z prawami fizyki, należałoby zmienić go w ciecz i zagotować, żeby wytworzyć parę. Następnie skrystalizować, ponownie podgrzać i ochłodzić. Skrystalizowany Harry Potter miałby szanse być niewidzialny, czy może raczej przezroczysty. Jak jednak widać z powyższego opisu, peleryna to rozwiązanie znacznie prostsze, tym bardziej że i w tym przypadku mniej więcej wiadomo, jak i z czego musiałaby być wykonana.

Jest jednak coś, co wprowadza w pewne zakłopotanie – to fakt, że nawet podróże w czasie (wstecz!) nie załapują się na listę rzeczy niemożliwych. W największym skrócie rzecz ujmując, problemem jest to, że na gruncie współczesnej fizyki nie da się wykazać, że są niemożliwe. A skoro tak,to znaczy, że są możliwe. Niby fajnie, ale organizująca całą naszą wiedzę zasada przyczyna/skutek bierze w ten sposób w łeb.

Fizycy zdaje się jednak nie tracą nadziei, że pisarze i scenarzyści coś wymyślą i będzie się można pozbyć tego ambarasu.

———–

*Michio Kaku: Fizyka rzeczy niemożliwych : naukowa wyprawa do świata fazerów, pól siłowych, teleportacji i podróży w czasie / przeł.Bogumił Bieniok i Ewa L. Łokas. – Warszawa : Prószyński Media, 2009. – S. 71

** Ilustracja: Daniel Mróz. W.: Cyberiada / Stanisław Lem.– Wyd. 4. – Kraków : Wydaw. Literackie, 1978. – s. 3

Read Full Post »

Komputery się psują, ale na szczęście jest pan naprawiacz, który doradza rozsądne rozwiązania, i są koledzy, którzy doradzą, co kupić, kupiłem, przyniosłem, i tu cała sprawa powinna się zakończyć. A ona tymczasem dopiero się zaczęła! […]
Myślałem, że na nowym własnym poczuje się wreszcie swojsko i poczuję gwałtowny napływ pomysłu i sił do pracy; a gdzie tam! Mój pięcioletni, stetryczały laptop-matuzalem miał cały garnitur dostosowanych do niego wiekiem kumpli: stare Windowsy, starego Worda, stare Gadu-Gadu, starego Skype’a i tak dalej, i tak dalej – jak pełna szafa stryja-kawalera, co to nigdy nie aktualizował garderoby, nigdy nie apdejtował wyglądu. Stare programy są dobre, bo są dobre i stare: nie mają fikuśnych funkcji, łatwo się w nich odnaleźć, nadmiar możliwości nie zamąca oka…, a tymczasem okazało się, że nowy laptop przyszedł zainfekowany nowa technologią. Nic w nim nie wyglądało tak, jak wyglądać powinno; przeglądarki przeładowane, program do pisania co najmniej taki, jakby prowadził wydawnictwo i chciał na poczekaniu zrobić skład „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. […] Słowem: z tekstami ani rusz, paraliż, Armageddon, oko cyklonu, Krecik w mieście.
Nigdy nie przywiązywałem specjalnej wagi do miejsca, w którym piszę […]. Ale nie zauważyłem, że stopniowo miejscem, w którym piszę, stało się nie biurko i jego okolice […]; komputer stał się miejscem sam w sobie.*

[Tak oto Jacek Dehnel przeżył wymianę komputera*; ta bolesna operacja jeszcze przede mną, ale i mnie skłoniła do namysłu. (Dopisek, godz. 20.08)]
Dla wielu osób komputer jest miejscem pracy i częścią przestrzeni osobistej. Tych użytkowników nie interesuje, jak nazywają się programy, których używają, ile ramu i innych komputerowych dobroci trzeba do uruchomienia tego, co w ich komputerze siedzi. Komputer ma być sprawnym narzędziem pracy, ma możliwie płynnie łączyć cyfrową i analogową przestrzeń życia.
Tacy użytkownicy mają jednak bardzo niewielki wpływ na to,jakie jest to, co w komputerze jest. O tym decydują inni, dla których komputer jest celem samym w sobie. To liczna rzesza informatyków i oraz branż pokrewnych, no i hiperużytkownicy komputerów. Dla nich komputery istnieją tylko i wyłącznie po to, by mogli w nich grzebać. Udoskonalać. Przeinstalowywać. Upgrejdować. Downlowdować. Przypominają Czerwoną Królową z „Alicji po drugiej stronie lustra”, gdy pędząc coraz szybciej, stoją w miejscu, a ich (i nasze) komputery w coraz bardziej skomplikowany sposób robią to samo, co dawniej.
Mój pierwszy komputer dysponował zawrotną ilością 16 MB RAM i wystarczyło to pakietowi programów biurowych do sprawnej działalności.Dzisiaj ramu i wszystkiego innego mam o 33 nieba więcej, a różnica jest tylko taka, że Word gada również po niemiecku.
Macherzy od komputerów chętnie aplikujący jako panaceum formatowanie dysków i totalny apgrejd, nie rozumieją, że apgrejd użytkownika nie przebiega tak, jak apgrejd programów, a więcej wcale nie znaczy lepiej.
Od czasu do czasu musimy jednak dopuścić ich do swoich komputerów. No a potem jest już tylko Armageddon, oko cyklonu, Krecik w mieście….

———–

*Jacek Dehnel: Rozpacz z powodu utraty laptopa. – Polityka 2009 nr 25 s. 52

Read Full Post »

Nocny portier [Tenenbojm] jest byłym żołnierzem amerykańskiej piechoty morskiej, który samodzielnie uwolnił się z heroinowego nałogu jeszcze w latach sześćdziesiątych, po powrocie z żałosnej wojny na Kubie. Populację gości Zamenhofa otacza wręcz macierzyńską troska – udziela im kredytu i pilnuje, by mieli spokój, kiedy tego naprawdę potrzebują.
– Ruszał pan coś w jego pokoju? – pyta Landsman.
– Tylko gotówkę i biżuterię – odpowiada Tenenbojm.
* 

Zaczyna się, przyznacie, nieźle. Bohaterem jest Landsman1, taki żydowski Philip Marlowe. Żeby nie było nudno, rzecz rozgrywa się w żydowskim mieście na Alasce (albowiem w powieściowej rzeczywistości w 1948 r. „obrona Jerozolimy załamała się”).
Osobliwe zjawisko. Dla mnie jest to jedna z najbardziej zagraconych książek, jakie zdarzyło mi się czytać. Niewiele jest powieści, które otaczałyby szczelnie czytelnika takim rojem przedmiotów; np. na s. 174 mamy: pudełko z przykrywką na zawiasach, puzderko z filigranu, flakonik tabasco lalczynych rozmiarów, mrówkołapki, korkociąg, świeczki i zapałki, kaganiec, scyzoryk, maleńki rozpylacz z freonem, lupa – to tak między innymi.
Niemniej czyta się, choć dobrze od czasu do czasu spojrzeć na pustą ścianę.

———–

1 Imię i nazwisko: Mejer Landsman.
Zawód: policjant w randze detektywa.
Miejsce pracy: alaskański okręg Sitka.
Aktualne miejsce zamieszkania: hotel Zamenhof, pokój 505.
Aktualnie prowadzona sprawa: zabójstwo Emanuela Laskera, heroinisty,zastrzelonego w hotelu Zamenhof, pokój 208.
Aktualny stan ducha: depresja.

*Michael Chabon: Związek Żydowskich Policjantów / przeł. BarbaraKopeć-Umiastowska. – Warszawa : W.A.B., 2009. – S. 9

Read Full Post »

Gromadzimy się tu dokładnie w 30. rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do naszej ojczyzny i do Gniezna, która zmieniła oblicze Polski i Europy” – powiedział abp Józef Życiński w Lednicy.
– Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski okazała się ziarnem, z którego wyrosła wolność nasza, naszych pobratymców i wielu ludów na świecie – powiedział kard. Stanisław Dziwisz w homilii na Polach Wilanowskich w Warszawie.
Słowa Jana Pawła II: „Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi”, były bardzo silne. Od nich pękła żelazna kurtyna Układu Warszawskiego i Polska stała się wolnym krajem. – powiedział kardynał Henryk Gulbinowicz w wywiadzie dla Naszego Dziennika.

   

Jeśli się coś dostatecznie wiele razy powtarza,to zapada w umysł. Za parę lat zapomnimy o polskiej opozycji w latach 70, w której działali tacy bezbożnicy jak Kuroń czy Michnik. Rocznicę 4 czerwca połączy się z Dniem Dziękczynienia i już nikt nie będzie dochodził, jak było naprawdę. No a wtedy Świątynię Opatrzności Bożej wykończy się szybciutko.

Read Full Post »

Bo wszystko było malusie,
Tyciuchne, tyciutynieczkie,
Bo przecież sam Maluśkiewicz
Był tyciuteńkim człowieczkiem.*

  

No i urósł. Ma już prawie pół metra!
Pisałem tu już parokrotnie o miłych oszustwach1,których dokonuje kilka oficyn wydawniczych, wznawiając stare tytuły „tak jak kiedyś”. Oczywiście, nie jest „jak kiedyś” – na pewno lepszy papier, lepszy druk, doskonałe opracowanie wydawnicze nowych wydań. Tak jak w serii„Mistrzowie Ilustracji” Wydawnictwa Dwie Siostry. Najwspanialsze osiągnięcia polskiej ilustracji książkowej zyskują w tych edycjach nowe życie.
Ostatnio Dwie Siostry wydały „Pana Maluśkiewicza” z ilustracjami Bohdana Butenki, ongiś wydanymi w serii „Poczytaj mi mamo”. Kiedyś książki z tej serii były w każdym domu, w którym były dzieci: podłużna broszurka na gazetowym papierze kosztowała 1,50 zł. Nowy „Pan Maluśkiewicz”też jest podłużny, ale z poczytajką niewiele ma wspólnego: to elegancko wydana książka długości 40 cm! Robi wrażenie, omal nie kupiłem, w ostatniej chwili zreflektowałem się, że jednak (prawie) półmetrowy Maluśkiewicz trochę kłopotliwy jest w przechowywaniu.
W swoim czasie zaczytałem kilka egzemplarzy „Pana Maluśkiewicza” z ilustracjami Butenki. Gdy potem chciałem sobie książkę przypomnieć, Butenkowej edycji już w księgarniach nie było. Do odnowionej, kwadratowej serii poczytajek Maluśkiewicza narysował w 1980 r. Mirosław Pokora** – też świetnie. Ciekawe, czy wznowią, i czy w formacie 40 cm na 40 cm?

  

Dla zwolenników książkowego dejavu są też inne atrakcje. „Siedmioróg” wydał „Słonia Trąbalskiego…” z ilustracjami Ignacego Witza***.Zupełnie nową książkę, o kotach, popełnił klasyk awangardowej ilustracji książkowej, Józef Wilkoń****. Koty Wilkonia są puszyste, choć mam pewne wątpliwości, czy ten rodzaj malarskiej puszystości się przyjmie, rzecz pewnie będzie cieszyć głównie dorosłe dzieci. Co mnie nie martwi, bo sam się do tej grupy zaliczam.

    

———–

*Julian Tuwim: Pan Maluśkiewicz i wieloryb / il. Mirosław Pokora. – Wyd. 10. – Warszawa : Nasza Księgarnia, 1981. – (Poczytaj mi Mamo)
Nakład 375 000 egz.
** Julian Tuwim: Pan Maluśkiewicz i wieloryb / il Bohdan Butenko. – Warszawa : Wydaw. Dwie Siostry, 2009.
Format: 27 x 40 cm
*** Julian Tuwim: Słoń Trąbalski i inne wiersze / il. Ignacy Witz. – Wrocław : Siedmioróg, 2008. (Seria Limitowana)
****  Józef Wilkoń: Kici kici miau (kocia kołysanka). – Warszawa : Hokus Pokus, 2009.

1O miłych oszustwach było tutaj >>>> i tutaj >>>>

———–

Dopisek 7 VI:
Ewa wytropiła na Allegro Maluśkiewicza z 1976 r. (wyd. 9). Za jedyne 24,99 zł. To wydanie akurat ukazało się już poza serią „Poczytaj Mi Mamo”, ale poza tym chyba było identyczne z wcześniejszymi. Które zapewne też zachowały się  bardzo nielicznie.

  


Read Full Post »

  
  

Czytałem kiedyś, że jedną z funkcji zabawek jest przygotowywanie dzieci do pełnienia funkcji społecznych w dorosłym społeczeństwie. Do pełnienia jakiej funkcji przygotowuje ta lalka, wolę nie dociekać. Mam tylko wrażenie, jest to funkcja dość wysoko wyspecjalizowana. I jeszcze: zabawka podobno jest dla dziewczynek!


Read Full Post »