Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2010

Od lat staramy się zrekonstruować cechy tzw. ostatniego uniwersalnego wspólnego przodka LUCA (ang. Last Universal Common Ancestor). To pradziadek pana, mój, bakterii, roślin, zwierząt i wszelkich żyjących dziś na Ziemi organizmów. […]

Zapewne przypominał pod względem budowy współczesne jednokomórkowe mikroorganizmy – bakterie i archeowce. Prawdopodobnie żył na dnie mórz w pobliżu tzw. kominów hydrotermalnych, czyli otworów wyrzucających gorącą wodę, zawierającą duże ilości różnych związków chemicznych oraz gazy. Substancje te stanowiły jego pożywienie. Nasz pradziadek lubił zatem wysokie temperatury – powyżej 100 st. C. Takie organizmy nazywamy hipertemofilami. […]

Być może nasz ostatni wspólny przodek był jednym (lub jednym z bardzo niewielu), który zdołał przetrwać katastrofę tzw. wielkiego bombardowania (ang. Late Heavy Bombardment). 4 mld lat temu na planety w Układzie Słonecznym spadł deszcz planetoid i komet – to właśnie wówczas powstała większość kraterów widocznych dziś na księżycu. LUCA przeżył ten piekielny czas na dnie mórz, w pobliżu kominów hydrotermalnych.*

tiktaalik2

To nie jest LUCA, bo portret naszego pradziadka się nie zachował, ale za to wiemy, jak wyglądał nasz dziadek, czyli tiktaalik, który jako pierwszy w rodzinie wylazł z wody na ląd. Ciekawe, czy babcia bardzo gderała, że włóczy się z koleżkami nie wiadomo gdzie?**

 Choć nasz pradziadek lekkiego życia nie miał, to jego dzieje pozwalają wysnuć optymistyczny wniosek, że w rodzinie nie byle katastrofy już przeżyliśmy, więc i teraz nie powinniśmy się dać byle powodzi, czy co tam aktualnie mamy. A już zwłaszcza upałom (jeśli wrócą), bowiem geny naszego pradziadka, który lubił ciepło, są podobno wciąż z nami.

———–

*Andrew.H. Knoll: Luka po pradziadku. Rozm. Marcin Rotkiewicz. – Niezbędnik Inteligenta Plus. Wyd. specjalne. 2010 nr 6 s. 39.

**Fot w ramce: Neil Shubin: Nasza wewnętrzna menażeria : podróż w głąb 3,5 miliarda lat naszych dziejów / przeł. [z ang.] Marcin Ryszkiewicz. – Warszawa : Prószyński iS-ka , 2009. – Oryg.: Your Inner Fish. A Journey into the 3.5-Billion-Year History of the Human Body” 2008

 

Reklamy

Read Full Post »

piksele2a
Lusiński serwuje nam bigos gatunkowy (jak się uprzemy, to znajdziemy tutaj wszystko – od farsy po horror), tyle że nieprzyprawiony i nieprzetrawiony. *

Na stronach wp.pl Bartosz Żurawiecki recenzuje film Jacka Lusińskiego „Piksele”. I zagalopowuje się chyba o jeden piksel za daleko. Nie wydaje mi się bowiem, aby marzeniem recenzenta było polskie kino na poziomie bigosu przetrawionego.

*Bartosz Żurawiecki: Szarża na piksele. www.film.wp.pl 2 VI 2010 >>>>

Read Full Post »

Frania

Pstryk 2010 by Czartogromski

 

Read Full Post »


alicjajednos3

alicjajednos4

Mrs J. C. Gorham: Alice in Wonderland. Retold in Words of One Syllable*

I jeszcze dla porównania:
Pani Gorhamowa:
Al-ice wait-ed till it should choose to speak. At last it took the pipe from its mouth, yawned once or twice, then got down from its perch and crawled off in the grass. As it went it said, “One side will make you tall, and one side will make you small.”
Pan Carroll:
This time Alice waited patiently until it chose to speak again. In a minute or two the Caterpillar took the hookah out of itsmouth, and yawned once or twice, and shook itself. Then it got down off the mushroom, and crawled away into the grass, merely remarking as it went, “Oneside will make you grow taller, and the other side will make you grow shorter.”*

No i proszę, jak się chce, to można. Nie bardzo wiem po co, ale widać wszystkie rzeczy, które można zrobić, muszą kiedyś być zrobione, nawet jeśli niczemu nie służą. Niestety, potomność nie może w pełno ocenić dorobku Mrs. J.C. Gorham, bo autorka w zasadzie pozostaje dla nas anonimowa, i to mimo napisania 3 książek jednosylabowych (bo także „Gulliver’s Travels” w roku1896 i  „Black Beauty” w 1905). Obyczajem tamtych czasów podpisywała się nazwiskiem męża, czyli J.C. Gorham (z dodatkiem Mrs.), co należałoby po polsku odczytać jako pani Dżesiowa Gorhamowa, albowiem J.C. to inicjały męża.

U nas podobny wkład w twórczość żony miał pan Orzeszko, którego żona spędziła kilkadziesiąt lat z niejakim Nahorskim, (z czego lat 30, o zgrozo, na kocią łapę), niemniej „Nad Niemnem”, ulubioną lekturę licealistów, i wiele innych tekstów napisała jako Orzeszkowa, ale kobietą wyzwoloną będąc, nie zatajała własnego imienia. Natomiast pan Nahorski, przez swój brak stanowczości na drodze do ołtarza, zaprzepaścił szanse zapisania się we wdzięcznej pamięci uczniów.

Wracając zaś do tematu… Nie wiem, czy potrzebna jest w Polsce „Alicja jednosylabowa”, ale jeśli już, to chyba tylko Stanisław Barańczak byłby w stanie przyswoić nam to dzieło jednosylabowo.

Wcześniejsze próby polskiej literatury jednosylabowej (zwanej też monosylabiczną) są mało zachęcające. Tadeusz Boy-Żeleński w antologii „Młoda Polska” przytacza taki przykład, określając go zresztą jako „mimowolną satyryczną syntezę pewnej młodopolskiej maniery”.

sonet2

Zwracam uwagę na fakt, że nie jest to taki sobie wiersz – to sonet! Ciekawych innych przykładów muzy monosylabicznej informuję, że cały rozdział takiej twórczości poświęcił Julian Tuwim w słynnej książce „Pegaz dęba”***, którą niezmiennie na tym blogu polecam.
———–
*Mrs J. C. Gorham: Alice in Wonderland: Retold in Words of One Syllable. – Evertype, 2010 (+ okładka z wydania 1905 r.)
**Józef Jankowski: Pobudka. W: Młoda Polska : wybór poezyj / oprac. Tadeusz Żeleński (Boy). – Wyd. 2. – Wrocław: Wydaw. Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, 1947. – S. LI
***Julian Tuwim: Pegaz dęba. – [Wyd. 2]. – Warszawa : Iskry, 2008. – S. 302-313.

Inne czytanki alicjologiczne tutaj >>>> i tutaj >>>>

 

Read Full Post »