Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2011

PAN A
Swoją drogą, że też musi pani sama, samiuteńka, dźwigać takie brzemię…
WDÓWKA
Niech pan weźmie po uwagę ten paradoks, że jestem wdową po znanym dźwigaczu ciężarów. […] Pokażę panu kilka zdjęć nieboszczyka.
PAN A
Wolałbym coś z życia, jeżeli pani pozwoli…
WDÓWKA
Kilka zdjęć z życia nieboszczyka… (wyjmuje z torebki kilka fotografii). To jest mąż przed podniesieniem 457 kg w Brukseli w roku 54. […] A te dwa zdjęcia to z Dubrownika.
PAN A
Tej perły Adriatyku?
WDÓWKA
Pierwsze przed podniesieniem 460, a drugie, niestety, po… upuszczeniu. Ten pan, co się trzyma za nogę, to sędzia punktowy, Blaupunkt, Niemcy Zachodnie.
PAN A
Jemuż to na nogę upuścił był małżonek?
WDÓWKA
Ściśle – na duży palec u lewej… Jak to cierpienie zmienia!
PAN A
Oj, to prawda. Tu jeszcze ten Blaupnukt, Niemcy Zachodnie, śmieje się i klepie małżonka po bicepsie, zdaje się dwugłowym…
WDÓWKA
Z całą pewnością, dwugłowy był.
PAN A
A tu już – ludzka szmata, proszę pani. Łach.
WDÓWKA
Mnie też cierpienie zmieniło, proszę pana, chociaż może nie w tym stopniu, co tego Blaupunkta…
PAN A
A, nic podobnego. Panią cierpienie uszlachetniło, a nigdy nie złaszyło. Co to to nie!
WDÓWKA
No i nie dociągnął do pół tony, chociaż moim zdaniem, był do tego zdolny.
PAN A
Biedaczysko!
WDÓWKA
Za to teraz… podnosi.
PAN A
Jak to – teraz podnosi?
WDÓWKA
A ile taka płyta z czarnego marmuru waży, zdaniem pana? […] Według mnie – pół tony co najmniej. Nieraz jak pójdę się pomodlić, to on… unosi tę płytę. Więc się boję.
PAN A
Ja się nie dziwię!
WDÓWKA
Mógłby pan to zrobić dla mnie i … posiedzieć?
PAN A
Przecież cały czas tu siedzę dla pani.
WDÓWKA
Ale tam – na płycie? Z panem to już by nie dał rady podnieść. A ja tymczasem pobiegłabym kupić ciężkiego aniołka z brązu, żeby potem posadzić na płycie zamiast pana. To długo nie potrwa… Chodźmy!*

Wdowi temat w poprzedniej czytance rozwinął się tak ładnie, że postanowiłem go uzupełnić. Oczywiście, nie sądzę, by cytat powyższy był nieznany PT Czytaczom. Podrzucam go po prostu dla samej przyjemności obcowania z tekstem. A swoją drogą: jakie to ongiś wdówki bywały, ech, łza się w oku kręci.


*Jeremi Przybora: Mieszanka firmowa. Warszawa: Czytelnik, 1977, s.296- 299 (fragment Kabaretu Starszych Panów, wieczór pt. „Smuteczek”)

Reklamy

Read Full Post »

Czas na promocje! Kampanie reklamowe wspierane…, no, przez nie byle kogo, jak widać.

Firmy kuszą niebiańskimi ofertami.

Ale skoro promocja co miesiąc, to może ja jednak poczekam i nie będę się spieszył z zakupem.

Read Full Post »

Czy wspominałem już o gangu śpiewających opryszków? […] Od dłuższego już czasu gang krążył bezkarnie od miasta do miasta, działając w ten sam niezawodny sposób. Opryszki organizowały koncerty. I podczas gdy część gangu wykonywała na scenie ułożone przez herszta pieśni (a trzeba przyznać – robiła to bardzo pięknie), reszta bandy okradała oczarowaną publiczność. Interes najlepiej szedł przy romansach i pieśniach patriotycznych, natomiast religijne szybko musieli wyłączyć z repertuaru. Ponieważ jednak nikt nie zabiera na koncert dużych sum pieniędzy, wiec gang nawet przy dwudziestu koncertach miesięcznie ledwo wiązał koniec z końcem, a kłótniom o podział skromnego łupu nie było końca.*

 

 Jest więc nadzieja, że młodzi czytelnicy cytowanej książki* nie zechcą, gdy dorosną, przystąpić do jakiegoś gangu i oprócz niewątpliwej przyjemności lektury, wyniknie z niej taki oto długofalowy pożytek. Bycie opryszkiem jest bowiem trudne i nieopłacalne, zwłaszcza że łączy się z wieloma wyrzeczeniami i ograniczeniami. Jak widać, opryszkowie musieli zrezygnować z wyuczonych w niemałym trudzie pieśni religijnych, gdyż nie oczarowywały, co zresztą w kontekście wyników ostatnich wyborów nie dziwi.
Wracając zaś do trudności zawodu gangsterskiego. Podlega on licznym ograniczeniom, które książka pokazuje bez ogródek. Nie można na przykład porwać pociągu ot tak sobie, w dowolnym kierunku, albowiem:

[…]  pociąg, który zgodnie z rozkładem jazdy jedzie w góry, trudno porwać w góry, bo i tak by tam dojechał – próbował wyjaśniać komendant – to porywacze podjęli logiczną decyzję, żeby porwać go nad morze.**

 Więc jakby co, porywamy nad morze, póki jeszcze pociągom z Warszawy przejazd nad Bałtyk zajmuje poniżej 10 godzin.


*Jan Karp: Piosenka dla Karla. Il. Piotr Rychel. Warszawa: Wydaw. Bajka, 2011. * s. 26, ** s. 71

Read Full Post »

 
Dla wszystkich, którzy klikną w obrazek, nowe czytanki gratis !!!

Read Full Post »

A liczba jego….

…  gdy tymczasem biskupi zajęci Nergalem.

Read Full Post »