Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2012

To właśnie bogata historia Byczyny i liczne zabytki w gminie predestynuje miasto i pozostałe miejscowości do tego, aby stworzyć atrakcyjny produkt turystyczny związany z historią, tradycją i zabytkami.*

Odwiedzający Byczynę nie powinni omijać miejscowej biblioteki publicznej, gdzie podziwiać można zabytkowe fotele, przez znawców datowane na lata 60. XX wieku (fig. 1) ; zwraca uwagę dobrze zachowane oryginalne pokrycie tapicerskie zabytku. W tym samym pomieszczeniu urzekające prostotą i funkcjonalnością krzesełko (prawdopodobnie ze zlikwidowanej stołówki pracowniczej) z lat 70. tegoż stulecia, tworzące razem z prepostmodernistyczną ladą biblioteczną (przełom lat 80. i 90., stulecie to samo) funkcjonalną i malowniczą całość (fig. 2).

Burmistrzowi Byczyny gratuluję konsekwencji w komponowaniu atrakcyjnego produktu turystycznego.


*strona internetowa byczyna.pl
** foto: strona internetowa Ośrodka Kultury w Byczynie

Reklamy

Read Full Post »

Lilka Pawlikowska […] co dzień chodziła do pobliskich sklepików kupować duże okazałe banany, które nosiły etykietę „Fyfes”.
– Proszę o Fajfsy – rzekła kiedyś wchodząc do sklepu pana Milimifkiera i wymawiające tę nazwę z angielska.
– Coo? Fyfesy? – poprawiła ją kupcowa. – Nie ma dziś Fyfesów. Są za to morele.
W klika dni później Lilka z siostrą znówi zjawia się w sklepiku.
– Poproszę o banany Fyfesy – powiada, aby być lepiej zrozumianą.
– Coo? Fajfsy? – poprawiła ją pani Milimifkierowa patrząc na nią z lekką wzgardą.*

Spożywając wczoraj okazałego banana, ze zdumieniem spostrzegłem na owocu etykietę znaną mi z dawnych lektur:

No i teraz problem: mam jutro poprosić w sklepie o fajfsy czy o fyfesy? Problem oczywiście pozorny, bo sklepy teraz sprzedają banany marki banany, i tyle. Podobnie jak z kartoflami. A nawet gorzej, bo ziemniaki dzielą się chociaż na stare, młode, egipskie (w tym roku nie było) cypryjskie (już były, 4 zł kg) i greckie. A banany to banany. Gdybym jadł regularnie fajfsy/fyfesy, to może zaowocowałoby [!] to  wzrostem poziomu czytanek, albowiem „Lilka Pawlikowska przepadała za bananami, […] twierdząc, że jej to pomaga w pisaniu”. Ale pewnie nie zaowocuje, oczywiście ze względu na prawdopodobną niedostępność fajfsów/fyfesów.


 *Magdalena Samozwaniec: Maria i Magdalena. Wyd 2. Kraków: Wydaw. Literackie, 1956 s. 159

Read Full Post »

Read Full Post »

* * *

Wisława Szymborska
O śmierci bez przesady

Nie zna się na żartach,
na gwiazdach, na mostach,
na tkactwie, na górnictwie, na uprawie roli,
na budowie okrętów i pieczeniu ciasta.

W nasze rozmowy o planach na jutro
wtrąca swoje ostatnie słowo
nie na temat.

Nie umie nawet tego,
co bezpośrednio łączy się z jej fachem:

ani grobu wykopać,
ani trumny sklecić,
ani sprzątnąć po sobie.

Zajęta zabijaniem,
robi to niezdarnie,
bez systemu i wprawy.
Jakby na każdym z nas uczyła się dopiero.

Tryumfy tryumfami,
ale ileż klęsk,
ciosów chybionych
i prób podejmowanych od nowa!

Czasami brak jej siły,
żeby strącić muchę z powietrza.

Z niejedną gąsienicą
przegrywa wyścig w pełzaniu.

Te wszystkie bulwy, strąki,
czułki, płetwy, tchawki,
pióra godowe i zimowa sierść
świadczą o zaległościach
w jej marudnej pracy.

Zła wola nie wystarcza
i nawet nasza pomoc w wojnach i przewrotach,
to, jak dotąd, za mało.

Serca stukają w jajkach.
Rosną szkielety niemowląt.
Nasiona dorabiają się dwóch pierwszych listków,
a często i wysokich drzew na horyzoncie.

Kto twierdzi, że jest wszechmocna,
sam jest żywym dowodem,
że wszechmocna nie jest.

Nie ma takiego życia,
które by choć przez chwilę
nie było nieśmiertelne.

Śmierć
zawsze o tę chwilę przybywa spóźniona.

Na próżno szarpie klamką
niewidzialnych drzwi.
Kto ile zdążył,
tego mu cofnąć nie może.

😦

Read Full Post »