Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Andrzej Nowicki’

kot2sm
kot3

Zobaczyłem kiedyś w księgarni rzecz następującą: tytuł –„Koty”, autor – T. S. Eliot, tłumacz – Stanisław Barańczak. Rzuciłem się na książkę, bo dawno już chciałem mieć te wiersze, i po chwili odłożyłem z niesmakiem. Był to niesmak bardzo subiektywny i irracjonalny, pomieszany ze zdumieniem i niedowierzaniem: jak można było wydać te wiersze bez tych ilustracji ???!! W ten sposób do dzisiaj nie znam wspomnianych wierszy w, znakomitym zapewne, tłumaczeniu Barańczaka.
Myślę jednak, że nikogo, kto miał w ręku książkę, z której pochodzi dzisiejsza czytanka (i oglądanka), moja reakcja nadmiernie nie dziwi.Nikt tak wspaniale nie portretował kotów, nikt nie uchwycił zjawiska kociości, jak Janusz Grabiański
**.

* T. S. Eliot: Wiersze o kotach. Przeł.: Andrzej Nowicki.Il.: Janusz Grabiański. Warszawa 1970, s. 8-9. Oryg.: Old possum’s book of practical cats.

** Janusz Grabiański (1929-1976) – grafik, ilustrator książek, tworzył też grafikę użytkową (w tym projekty znaczków pocztowych, również seria z kotami). Wiele pokoleń Polaków wychowało się na elementarzu z jego ilustracjami. Z ostatnich (niezbyt wielu) wydań książek z jego ilustracjami warto zwrócić uwagę na „Mój cudowny bajkowy świat” – jeden z nielicznych powodów do chwały wydawnictwa Elżbiety Jarmołkiewicz(Zielona Góra 2002).

Reklamy

Read Full Post »

Jeszcze jeden spacerek na drugą stronę lustra – dopisek w kwestii Jabberwocky’ego. Z przedstawionych w części 4. tłumaczeń najbardziej przypada mi do gustu wersja Macieja Słomczyńskiego. Wynika to z mojej oceny jego tłumaczenia „Alicji…”. To prawda, że Słomczyńskiemu czasami brakuje finezji, ale w swoim przekładzie dokonuje pewnej, bardzo ważnej moim zdaniem, rzeczy: udaje mu się ocalić angielskość tekstu. Tekst Carrolla to jeden z synonimów angielskości i musi w polskim uchu brzmieć z angielska.
Tego wydaje się nie rozumieć doskonały (i mój ulubiony) tłumacz, Stanisław Barańczak. Jego „Dziaberliada” jest bardzo pomysłowa, ale co z tego, skoro nieangielska. Różnicę, o której piszę, widać wyraźnie na przykładzie innego translatorskiego potknięcia Barańczaka, jakim są „Dziąble”. Co to za Dziąble? – spytacie. To „The Jumblies” Edwarda Leara. Czyli, jak to spolszczył Andrzej Nowicki, Dżamble.
Paradoksalnie, analizując rzecz na chłodno, to Barańczak ma rację. Cóż z tego, skoro o Dziąblach nikt nie słyszał, a o Dżamblach i owszem.
Skąd to się bierze? Dla Polaka słowa brzmiące z angielska to dżem, dżersej czy dżokej. Dżabbersmok Słomczyńskiego i Dżamble Nowickiego doskonale wpisują się w ten ciąg i przez to pasują do bardzo angielskich tekstów Carrolla i Leara. Czego o Dziąblach (skądinąd sympatycznych i pociesznych) powiedzieć się nie da.


 

Read Full Post »