Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Jacek Dehnel’

Nowy Tajny Detektyw - fragment

W roku 1934 warszawianka Julia Meyerowa pod nieobecność męża zorganizowała dla siebie i dwóch przyjaciółek-mężatek orgię z trzema młodymi ułanami. Nad ranem rozległ się huk: porucznik Stanisław Uchnast strzelił sobie w pierś. Wyszeptał tylko: Ostatni rozkaz i skonał. Jego kochanka, rotmistrzowa Okulicz-Rozarynowa, wyznała, że zmusiła go do tego hipnozą. Później wycofała zeznania i, jeśli nie liczyć paru rozwodów, sprawa rozeszła się po kościach.

Choć śmierć Uchnasta zdaje się być zupełnie niepowiązana z serią samobójstw w kołach okultystycznych, prasa zrobiła swoje i w „Tajnym Detektywie” zaczęto budować legendę diabolicznego doktora Bruze [Bruzego? –Cz.]. […] Afera […] służyła, jak się zdaje, rozdmuchiwaniu społecznej paniki i przeprowadzeniu rewizji u szeregu istotnych postaci zajmujących się okultyzmem. O samym dr. Bruze, skórze zdartej z dr. Mabuse z filmu Fritza Langa, słuch wszelki zaginął i pewne przesłanki wskazują, że został on od początku do końca wymyślony (być może w porozumieniu z policją i kontrwywiadem).

Co nie znaczy, że porucznik Uchnast się nie zastrzelił. Ale cóż, mógł porucznik Czartogromski z miłości strzelać w łeb, mógł sobie i Uchnast w pierś z miłości strzelić. *

Swego czasu gościł tu (klik) temat Portugalczyka Osculatiego w aspekcie historycznym właśnie. To i owo (niewiele) udało się ustalić. Teraz, dzięki Jackowi Dehnelowi, możemy ustalić pewne okoliczności, które – być może – towarzyszyły smutnie zakończonej karierze porucznika Czartogromskiego. Czartogromski kontekst wywołał sam Jacek Dehnel, pozostało mi tylko przepisać stosowny akapit z jego najnowszej (albo już nie najnowszej, ostatnio trudno nadążyć za publikacjami pisarza) książki*.

Nowy Tajny DetektywPublikacja w połowie składa się z reprodukcji z „Tajnego Detektywa” – magazynu wydawanego w Krakowie w latach 1931-1935. Oprócz powyższego przyczynku do czartogromskologii można w niej znaleźć sporo innych przyczynków do innych dziedzin, w tym fragmenty dla nieprzejednanych miłośników „tradycyjnego modelu rodziny” i twierdzących, że kiedyś to było lepiej i moralniej.

Trudno powiedzieć, czy okres międzywojenny był bardziej „moralny”, czy bardziej „rozwiązły” niż poprzedni, ale – jak zawsze – narzekano na kompletne i bezprecedensowe zdziczenie obyczajów. […] Zmieniał się model korzystania z seksu, kobiety robiły się bardziej wyzwolone. Nie tylko odsłoniły kostki i kolana, ale zaczęły, o zgrozo, wyrażać własne potrzeby erotyczne, zamiast czekać na swojego sułtana jako te odaliski na obrazach Żmurki. Model XIX-wieczny (święte i nierozerwalne więzy sakramentalne plus sieć burdeli dla panów, a dla pań – modlitewniki, cierpienie w milczeniu i przymykanie oczu „dla dobra rodziny”) powoli odchodził wprawdzie do lamusa, a prostytucja, oczywiście, nadal była ogromnym problemem społecznym. [..]**

Kto by chciał nabyć „Nowego Tajnego Detektywa” przez Internet, niech jednak uważa i najpierw pomierzy półki w domowej biblioteczce. Publikacja liczy co prawda stron tylko 62, ale mierzy sobie 41 cm, czyli nawet o centymetr więcej niż oryginał! To na normalnych półkach nijak się nie mieści. Moda na tak duże książki pojawiła się ostatnio wśród wydawców książek dla dzieci, ale jako wyposażenie pokoju dziecięcego „Detektyw” zdecydowanie nie nadaje się.


*Nowy Tajny Detektyw : Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy / tekst Jacek Dehnel ; wybór Barbara Klicka, Jacek Dehnel. – Warszawa : Fundacja Picture Doc : Narodowe Centrum Kultury, [2015]. – *S. 31, 32,**36


Tajny Detektyw również:
na blogu Jacka Dehnela tajnydetektyw.blogspot.com
w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej

 

Read Full Post »

Jacek Dehnel, Wojciech Wencel, Tomasz Różycki, Paweł Marcinkiewicz, Dariusz Sośnicki, Artur Szlosarek, Darek Foks, Jacek Podsiadło,Jarosław Klejnocki, Marcin Świetlicki. […]*

I cóż łączy tych wszystkich poetów w wieku co najwyżej średnim? Poza tym, oczywiście, że są poetami? Otóż wszyscy oni pisują ody! Gatunek wydawałoby się wielce starożytny i wymarły jak mamuty, a może nawet dinozaury. Przeciętnemu absolwentowi liceum oda kojarzy się w najlepszym razie z tymi…, no…., szkieletów ludami i wylatywaniem nad poziomy, a tu proszę: oda żyje i wciąż poetom podaje skrzydła.

W chronologicznie ułożonej przez Teresę Kostkiewiczową antologii, utwory dwudziestowieczne i nowsze (czyli od Staffa do Dehnela) zajmują ponad 200 stron! Pozostając przy (chronologicznym, jak już wspomniałem) spisie treści….: wynika z niego, że ody nie są lubiane przez poetki współczesne.Najmłodszą autorką ód jest, reprezentowana zresztą tylko jednym utworem, Ewa Lipska. A taki Tomasz Różycki, proszę, aż trzy! No bo w przypadku Jacka Podsiadły tylko trzy, a na pewno ma ich w dorobku ze trzydzieści.

Czy jest coś, co wyróżnia ody poetów współczesnych od pozostałych? Z noty wydawniczej dowiadujemy się, że „w tekstach poetów z drugiej połowy XX w. i współczesnych poprawiono kilka ewidentnych błędów literowych”. Otóż to. Kilkanaście lat temu naiwnie wyobrażaliśmy sobie, że powszechna komputeryzacja zaowocuje powszechną bezbłędnością publikacji. Stało się odwrotnie: na literówki nikt już nie zwraca uwagi. Poza redaktorami Biblioteki Narodowej, która oby trwała (w odróżnieniu od innych, niezbyt udanych przedsięwzięć Ossolineum).To już jednak zupełnie inny temat i nie o tym miała być ta czytanka (chyba bez literówek?).

———–

*Ze spisu treści do: Oda w poezji polskiej. Antologia.Oprac. Teresa Kostkiewiczowa. Wrocław: Zakład Narodowy im Ossolińskich – Wydawnictwo, 2009. (Biblioteka Narodowa. Seria 1. ; nr 316)

Read Full Post »

Prezes Włos wyrzucił nagle w górę prawe ramię i krzyknął:

– Rachuneczek!

Pani Żaneta podeszła drobnym kroczkiem i szepnęła, pochylając się:

– Pan Helsztyński już uregulował zawczasu. Ma u nas otwarty stały rachunek. […]

Prezes uśmiechnął się, trochę z zakłopotania, trochę z zadowolenia – miał w zwyczaju podliczać koszty, zanim dostał rachunek, kwota 84 złotych kołatała mu się po głowie przez całe spotkanie i zastanawiał się, czy doliczyć 8,40, co dałoby 92,40, czy też musi rozstać się po prezesowsku, z okrągłą setką. To, że sprawa się rozwiązała, było na tyle wygodne, że przeważyło niewygodę bycia czyimś gościem, do czego prezes nie przywykł – chyba że płacił inny prezes i obiad był wpuszczany w koszty innej firmy. Zaczął się zastanawiać, czy Helsztyński też wpuszcza to w koszty, czy tort Sachera, szarlotka i dwie herbaty po 18 złotych sztuka, czy stały rachunek w hotelu B. jest wpuszczany – i na tym upłynęło mu pożegnanie,przejście do samochodu i pół drogi do biura „Poldrobexu”.*

Czy szarlotka była smaczna? Herbata aromatyczna? Nie wiadomo, ale dość prawdopodobne, że pan prezes na takie drobnostki nie zwrócił uwagi. Może i dobrze, że nigdy nie zostałem (i pewnie już nie zostanę)prezesem, bo nie wiem, czy dobrze bym znosił różnicę w smaku szarlotki wpuszczanej (w koszty) i niewpuszczanej. Ba, nawet trudno mi sobie wyobrazić,która mogłaby smakować lepiej.

Lektura nowej książki Dehnela powiększyła jednak nieco moją wyobraźnię i było to doświadczenie podobne do lektury dzieł Bronisława Malinowskiego (np. „Aborygeni australijscy : socjologiczne studium rodziny i inne prace przedterenowe”). Okazuje się, że w Warszawie, Gdańsku i okolicach żyją szczepy i plemiona, o których obyczajach miałem mgliste pojęcie. Dehnel to ładnie opisał i dzięki niemu mam przynajmniej świadomość, że garnitur z Saville Row w lumpeksie za 14 złotych to prawdziwa okazja.

Natomiast jeśli mam jakieś pretensje do autora, to o lekceważenie w swoich opowieściach ludzkiej potrzeby happy endów. Niby życie też tę potrzebę lekceważy, ale chciałoby się jednak, żeby w książkach było troszkę lepiej.

 

*Jacek Dehnel: Balzakiana.Warszawa 2008 s. 233-234

Read Full Post »

Przegra wszystko: nożyce i papier i kamień.
Coś gwiazdami obraca – lecz nie jest to czułość*

Jacek Dehnel: Big splash [fragment]. W: Brzytwa okamgnienia. Wrocław 2007, s. 35

Read Full Post »