Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Jeremi Przybora’

Na drzwiach punktu sprzedaży frytek i/lub lodów przeczytałem niedawno kartkę, że nieczynne do końca roku, a pod tym jeszcze, że „za utrudnienia przepraszamy”.
Minął tydzień, a ja nadal zastawiam się, jakie to utrudnienia powoduje nieczynność kiosku z frytkami.

I z okazji przeprowadzki starych wpisów wpisów z Onetu, również pozwalam sobie zakończyć tym popularnym ostatnio zaklęciem:

ZA UTRUDNIENIA PRZEPRASZAMY

skoro trzeba  za nie przepraszać. Przecież nie jestem gorszy od frytkarni.

Reklamy

Read Full Post »

Mieszkanko w paskudnym peerelowskim bloku było zapewne jedną z przyczyn, dla których znajomi, naukowiec z żoną – dziennikarką – i z córką wyjechali do Francji najpierw na parę lat, a potem – na zawsze. Przemieszkałem tam prawie trzy lata […]. Najskuteczniejszym remedium na moją „lokalizację” były wizyty na tyle atrakcyjne, by tło, na którym rysowała się postać odwiedzająca, stało się drugorzędne lub znikało całkiem z pola widzenia. Nie była to jednak przez te trzy lata postać ta sama.

Dwie trzecie lat sześćdziesiątych były pod tym względem niezwykle burzliwe w moim życiu osobistym, angażując czasem nawet serce, a czasem tylko wątrobę. […] We wspomnianym okresie jeden z epizodów mojego życia, i to niekrótki, wypełniony był cierpieniami mojej wątroby w znacznie większym stopniu niż cierpieniami, a zwłaszcza radościami serca. […]

Poznaliśmy się […] po jakiejś premierze STS-u. […] Po spektaklach odbywały się „tańce, hulanki, swawole”. […] Zacząłem tańczyć cheek to cheek z dziewczyną […]. Przez kilka tańców nie wypuszczałem jej z objęć. Kiedy poczuła, jak z tańca na taniec rośnie temperatura mojego prawego policzka, odsunęła od niego swój i – patrząc mi uważnie w oczy – zapytała:

– Bezpartyjny?

– Bezpartyjny… – odpowiedziałem niepewnie […]

– Więc powiem ci, jak bezpartyjna bezpartyjnemu: też cię kocham, ale ostrzegam: będziesz się przy mnie strasznie denerwował!

Oszalałem ze szczęścia, bo było to w końcu wyznanie i obietnica – „przy mnie”. Ostrzeżenie natomiast w ogóle do mnie nie dotarło. A ono właśnie w tej deklaracji było najprawdziwsze. […]

Po pierwszej kawiarnianej randce, dość krótkiej, bo spieszyła się do kina z jakimś facetem, napisałem jej wierszyk do modnej owej zimy włoskiej piosenki „Portofino”:

[…]To była właśnie ta dziewczyna,
na którą czekałbyś i wiek…
A ona z innym szła do kina
I była zima
i padał śnieg…

Odpowiedziała mi arcyśmieszną parafrazą mojej piosenki „O, Romeo”. […]

Gorzkim owocem (słodkich prawie nie było) tego okresu był jedyny w moim dorobku przekład klasyki poetyckiej, krótki wiersz Apollinaire’a „S’en est alle  l’amanter…”. Można by go uznać za motto całego tego romansu, od początku do końca… Przekład ułatwiłem sobie interpunkcją, której brak w oryginale. I tak był to męczący romans.

POSZŁA,KOCHANKA MAJĄC…
Poszła, kochanka mając,
choć padał deszcz, do sąsiedniej wsi.
Lecz bez kochanka
napotkał ktoś tam ją.
Z innym szła tańczyć,
wcale nie z nim.
Kobiety kłamią, kłamią
*

listynawyczerpanym

Streszczenie pewnego romansu zajmuje w memuarach Jeremiego Przybory ledwie 2 strony. Imię bohaterki, o nazwisku nie wspominając, nie pojawia się wcale. Wcześniej Agnieszka Osiecka, bo o niej mowa, wymieniona jest w beznamiętnym zdaniu, w którym autor memuarów wylicza towarzystwo spotykające się w ówczesnym (połowa lat 60.) Spatifie.

I oto teraz całe to zdarzenie powraca w liczącej ponad 200 stron książce „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze”.

Jednak zaskoczenie.

I to nie dlatego, że nikt mi teraz nie uwierzy, że „Kawiarenka Sułtan” zawsze mi się kojarzyła z Osiecką i sam się dziwiłem, dlaczego tak jest.

I że podła, co na pasku kłamstw wiodła, to też napisane z tej okazji (choć wcześniejsze „bez ciebie jestem smutny, jak kondukt w deszczu pod wiatr” także).

Zresztą, sami pewnie wkrótce przeczytacie i się zdziwicie.

———–

*Jeremi Przybora: Zdążyć z happy endem. Memuarów cześć III. – Warszawa: Tenten, cop.1998. – s. 22-25.

**Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze. Ułożyła i opatrzyła przedmową i komentarzami Magda Umer. – Warszawa: [Agora], 2010.

———–

Na ten temat:
Magda, coś Ty zrobiła!? Osiecka, Przybora i Jędrusik, czyli biograficzne obnażanie post mortem /  Krzysztof Mroziewicz dla POLITYKA.PL>>>>

 

Read Full Post »

Jedyny w Londynie instytut, do którego od wejścia się nie płaci, jest Muzeum Brytańskie (British Museum). […]
Znaczną część budowli zajmuje biblioteka. Publiczność nie ma do niej wstępu, i słusznie, sama powierzchowność książek nie przynosi żadnej korzyści. Jest pokój do czytania, gdzie każdą wydają książkę; żądający podaje tylko tytuł dzieła na karteczce ze swoim podpisem. Lecz i tam nie każdy bez wyjątku jest przypuszczony: trzeba mieć od kogo z obywateli list zaręczający, który wręcza się bibliotekarzowi: był nim natenczas doktor Needhen, Niemiec, autor gramatyki niemieckiej dla Anglików. Ja będąc mu osobiście polecony, ile mi czasu pozwolił, korzystałem z pozwolenia. Nie było tyle czytających, ile w bibliotece królewskiej w Paryżu: Anglicy unikają jawności, kiedy pracują umysłowo. Do domu ksiąg nie dają.
*

Z dostępem do bibliotek, zwłaszcza tych Ważnych, i dzisiaj różnie bywa, nie tylko w Anglii. Użytkownik naszej Biblioteki Narodowej powinien na wstępie zapoznać się z pięcioma regulaminami, a następnie złożyć głęboki pokłon przedstawicielowi tej szacownej instytucji…

narodowa2

… o czym BN przypomina stosowną fotką na swojej stronie**.

Wątek jawności pracy umysłowej natomiast pozostawiam nierozwinięty, zwłaszcza że dzisiaj raczej pasowałoby coś o wodzie. No to wodny suplement, z zupełnie innej beczki:

Pęduszko

[…] Za to w pobliżu Bramy Nowomiejskiej, właśnie tej z Barbakanem, znajdowała się […] pierwsza wzmiankowana łaźnia z XIV-go wieku,zbudowana przez mieszczan za księcia Janusza, który sam z niej korzystał z dworem.

Mundzio

Ale czyścioch z tego księcia. Tak wcześnie się kąpać. W XIV wieku!***

———-

*Krystyn Lech-Szyrma: Anglia i Szkocja. Przypomnienia z podróży roku 1820-1824 odbytej / przypisami i posłowiem opatrzył Paweł Hertz. – Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy, 1981 s.402

**http://www.bn.org.pl/dla-czytelnikow/jak-korzystac-z-bn/przepisy-porzadkowe

*** Jeremi Przybora: Spacerek przez Eterek. – Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1957, s. 201

 

———–
Przerwa na reklamę 😉

 

 

Read Full Post »

W tym ogrodzie za Książęcą
zmącił duszę mą dziewczęcą.
Potem ciało
zawiódł śmiało
na Frascati.
Tam gdy z radia płynął walczyk,
wykorzystał Portugalczyk
mnie ze szczętem.
Kto? Vincente
Osculati!
A kiedy wschód
zaczął ciut
złocić kwiaty,
powiedział mnie
twardo, że:

„Ne zaplati”.
*

 

osculatism

 

Przybył oto do Polski parę lat temu inny Portugalczyk, przypadkiem zapoznał się z naszą piosenka i podejrzliwie zaczął się jej przyglądać. Tym bardziej podejrzliwie, że Marcos Filipe Machado Nunes de Vilhena Bonito (jak brzmi pełne nazwisko rezydującego w Krakowie młodego filologa i kulturoznawcy) od dawna interesuje się przedstawieniami Portugalczyków w innych kulturach […]. Zaczął zaś od pytania, skąd, u diabła, Portugalczyk w 1959 roku w Warszawie? […] W owych czasach Portugalczyków w Polsce nie było. Od roku 1939 aż do rewolucji goździków w 1974 nasze kraje nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych, nie było też w Polsce lewicowych uchodźców spod autorytarnego reżimu Salazara. Skąd zatem Mistrz Przybora wziął Portugalczyka Osculatiego?
Pomijając oczywiste walory brzmieniowe (walczyk – Portugalczyk, Osculati – Frascati, ładnie syczące „s” w nazwisku,które pozwala powtarzać je jako „o, sss… kubany” na przykład) – nie wiadomo. Sam Przybora oświadczył niegdyś, że Portugalczyk Osculati to podróżnik z jakiejś książki, którą czytał w dzieciństwie. I z tym także jest kłopot – istniał wprawdzie XIX-wieczny obieżyświat i przyrodnik Gaetano Osculati, który zasłynął badaniem brazylijskiej (a więc, by tak rzec, portugalskojęzycznej flory), istniał – lecz był Włochem. Co więcej, zarówno imię, jak i nazwisko Portugalczyka z Frascati są właśnie włoskie, w żadnym razie nie portugalskie.Włochów zaś bywało w Polsce końca lat 50. podobno całkiem sporo. Kolejny dowód na rzecz nieportugalskości Osculatiego to przytoczone w piosence słowa „Ne zaplati”, którymi bezlitośnie chłoszcze on biedne polskie dziewczę. Żaden Portugalczyk – powiada Marcos Vilhena – nie miałby problemu z wymówieniem polskiego „ł”. A Włoch? Włoch jak najbardziej. Sprawy mają się zatem tak, że Osculati to Włoch, który podszywa się pod Portugalczyka – może po to, by swe skąpstwo przypisać reprezentantowi innej nacji.**

Wydaje mi się, że ta bulwersująca sprawa nie może pozostać niewyjaśniona, zwłaszcza gdy zważymy, że w owym czasie rosła w siłę we Włoszech partia komunistyczna! Aferą Osculatiego powinien koniecznie zająć się Instytut Pamięci Narodowej. Nie twierdzę, że koniecznie centrala, ale któryś z 11 oddziałów na pewno. W ostateczności może jedna z 7 delegatur chociaż???

———–

*Jeremi Przybora: Portugalczyk Osculati. W: Piosenki prawie wszystkie. Wyd. 5. Warszawa: Muza, 2004 s. 29

** Marcin Sendecki: Osculati zdemaskowany. Przekrój 2009 nr 48 s. 61

———–
Przerwa na reklamę 😉

 

  

Read Full Post »

Z niesmakiem obserwuję coraz większą popularność szkoły „czarnych starszopanistów”, która humor Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory interpretuje wprost, jako hołd dla manier przedwojennych panów we fraku, z cylindrem i kwiatkiem w butonierce

Już starożytni Rzymianie znali problem błędnego odczytania ironii […].

Mam wrażenie, że coś podobnego zachodzi w przypadku Kabaretu Starszych Panów. […] Uważam, że kabaret Wasowskiego i Przybory był parodią przedwojennych manier, kpiną z ich nadęcia i anachronizmu. […]

Starsi Panowie byli przeniesieniem do telewizji radiowego kabaretu Eterek, który w latach 1948-56 tworzył Jeremi Przybora. Piosenki pisał Jerzy Wasowski i tak właśnie zaczęła się współpraca obu panów. Starszych? Bez przesady, ironia zaczyna się już tutaj. Gdy zaczęli działać pod tym szyldem,byli młodsi od Kuby Wojewódzkiego.

Głównym bohaterem Eterka byli profesor Pęduszko (Adam Mularczyk, zapamiętany jako taksówkarz z „Nie lubię poniedziałku”) i wdowa Eufemia (Irena Kwiatkowska). Komizm zbudowany był na tym, że drobnomieszczańskie przesądy Eufemii i dziwactwa Pęduszki nie pasują do nowych czasów. To przypominało trochę żarty „Przekroju” o hrabim Bęc-Walskim czy postać „pana radcy” z powojennej komedii „Skarb” (Ludwik Sempoliński).

Czy ten humor był tylko produktem komunistycznej propagandy? Cały wic w tym, że nie tylko. Dla polskiej inteligencji z lat 60.oczywiste było, że bez względu na to, jak bardzo może się nie podobać nowa rzeczywistość – nie ma już powrotu do anachronizmów z czasów „pana radcy” i„pana hrabiego”. […]

Tylko że właśnie cały melancholijny sarkazm tego kabaretu brał się z przekonania, że i tak nie ma już do czego wracać – bo wzorce poprzedniej epoki też były do niczego[…]. Starsi Panowie – kpili z różnych wzorców, ale nie chwalili żadnego.*

chorek

Z telewizorem pierwszy raz zetknąłem się w dzieciństwie u dziadków. Pamiętam, że co sobotę dziadek wycinał z Trybuny Robotniczej fragment nie większy od pocztówki i przypinał go pinezką do kredensu. Ta karteczka to był całotygodniowy program telewizji. Całej telewizji.

Moim zdaniem ówczesna popularność „Kabaretu Starszych Panów” nie brała się stąd, że ówcześni robotnicy i chłopi wraz z inteligencją pracującą mieli tak wyrobione poczucie humoru i pragnęli subtelnego liryzmu przyprawionego odrobiną abstrakcji. Po prostu nic innego do oglądania w TV nie było.

Dzisiaj bezwiednie myślimy o telewizji jako o wielkiej machinie nieustannie produkującej i nadającej. W 1958 r. telewizja nie była manufakturą nawet, to był niewielki warsztacik rzemieślniczy, w którym powstawały autentyczne rękodzieła. Teraz, kiedy audycje produkuje się taśmowo, teatrzyk Przybory i Wasowskiego nie mógłby powstać, a nawet gdyby powstał, to nikt nie chciałby oglądać programu, którego scenografia składa się 3 trzech obciągniętych płótnem chybotliwych zastawek.

„Kabaret…” powstał w czasach i okolicznościach, w jakich mógł powstać. Nie powstałby już kilka lat później. Zresztą, w bardziej współczesnej telewizji Jeremi Przybora nie do końca się odnalazł. Widowisko „Pani X zaprasza” z połowy lat 70., oględnie mówiąc, nie należy do największych osiągnięć Mistrza. Również kolorowy„Kabaret Jeszcze Starszych Panów” z końca lato 70. nie powtórzył sukcesu pierwowzoru. Nie powtórzył, bo nie mógł, inne czasy nastały. Niemniej anatema, jaką Jeremi Przybora obłożył ten remake, wydaje mi się grubą przesadą. Przekonują o tym dostępne tu i ówdzie fragmenty; mam nadzieję, że doczekamy się całości na płytach.

16 października „Kabaret Starszych Panów.” obchodził 50. urodziny. Z tej okazji w GW pojawił się ciekawy felieton Wojciecha Orlińskiego,którego fragmenty cytuję powyżej (i z którego tezami się zgadzam).

*Wojciech Orliński: Starsi Panowie i Tacyt. Gazeta Wyborcza 16 X 2008 s. 20

**Ilustracja: Gwidon Miklaszewski. W: Jeremi Przybora:Spacerek przez „Eterek” Warszawa 1957.

 

Read Full Post »

W dzień widać tu w całej okolicy opuszczone nagle domy i pensjonaty. Z otwartych okien powiewają firanki, jak gigantyczne, pożegnalne chusteczki. Słychać też czasem fonografy, które zapomniano zatrzymać. Śpiewają ostatnie słowa piosenek, na przykład „…ści naszej jeszcze raz uwierzmy”. Na opustoszałych kortach podskakują jeszcze piłki obok zapomnianych rakiet. W grocie rozbójnika Watermana, której już nikt nie zwiedza, echo powtarza ostatnie słowo, jakie miał na ustach niegrzecznych chłopiec, kiedy zaskoczył go tam niespodziewany koniec lata. Właściwie echo powtarza ostatnią sylabę tego słowa i brzmi ona jak smutne pożegnanie: …pa!…pa! …pa!”.*

 jesien

… a my, nieszczęśni uchodźcy, biegniemy do szaf, wyciągać z nich dawno zapomniane kurtki, swetry i skarpety.

*Jeremi Przybora: Niespodziewany koniec lata. W: Kabaret Starszych Panów. Wybór. Warszawa 1970 s. 81

A rok temu wzdychałem za wyschniętą żabką >>>>

 

Read Full Post »

Znów wiosna, ach, znów wiosna.

Spadek cen, słońca wzrost,

gwiżdże kos, śpiewa drozd,

trudno wierzyć jest wprost,

że znów idzie przez most

ta radosna, ta miłosna…*

 

Więc gońcie tę chwilę, bo minie,

A hej, a ho, a hej noni no,

Bo miłość tej wiośnie na imię.

Wiosenny czas, weselny był czas,

Gdy ptaków śpiew brzmi – lala, li li li:
To wiosna kochanków tak wita.**

kwiatek1sm
kwiatek2sm

 

I jak tu przejść obojętnie obok tej zaokiennej wiosny?

Dwuwierszyk jest zamiast podpisu pod zdjęciami, bo znów zapomniałem, jak się nazywa to, co tak ładnie zakwitło pod tarasem. Kwiatuszki są nieduże, ale cieszą mnie niezmiennie od lat.

 

*Jeremi Przybora: Spacerek przez Eterek. Warszawa 1957, s. 196

** William Shakespeare: Jak wam się podoba. Akt V, sc. III. W: Czesław Miłosz: Mowa wiązana. Wyd. 2. Olsztyn 1989 s. 35

 

Read Full Post »

Older Posts »