Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Zdzisław Witwicki’

Była właśnie godzina dziesiąta wieczorem i orkiestra grała niegłośno rzewną piosenkę, towarzysząc wyczynom człowieka-ptaka, imieniem Sokolik, i jego żony, zwanej Chyża Stopka. Ledwo-ledwo było ich widać, tak wysoko kołysali się na trapezach, tam gdzie namiot cyrkowy wygląda jak kościelna kopuła. Nagle, akurat w chwili najbardziej niebezpiecznych skoków,kiedy orkiestra coraz ciszej wygrywała melodie piosenki, w wielkim bębnie rozległ się mój pierwszy krzyk. Aby go zagłuszyć, dobosz zaczął walić jak szalony pałeczkami i w ten sposób zepsuł cały efekt muzyczny, bo tylko skrzypce miały w tym momencie delikatnie zawodzić melodię. Wyborowa publiczność ryknęła śmiechem, ja wyskoczyłem z bębna i ukłoniłem się grzecznie, a komandor Dogryzacz wpadł w okropną wściekłość. Ale z wysokości swego trapezu Sokolik i Chyża Stopka uśmiechali się do mnie, chociaż zmarnowałem zupełnie ich numer.

Zdaje mi się, że człowiek-ptak i jego żona to byli właśnie mój tatuś i moja mama. I z pewnością się nie mylę, bo zaraz po skończonym przedstawieniu zaproponowali, że wezmą mnie z sobą na trapez jako swojego synka. Ale, niestety, w księdze Przeznaczenia znajduje się na stronicy trzeciej taki paragraf: „Pajace nie mogą posiadać ani tatusia, ani mamy. Dyrekcja cyrku obowiązana jest przestrzegać niniejszego zarządzenia”.

Tak więc zostałem sam na świecie, a komandor Dogryzacz,ciągle jeszcze zły jak chrzan, powiedział:

Nazwijmy go Faramuszka, bo nie ma za grosz rozsądku. Tylko głupstwa mu w głowie.*

No i klops całkowity. Ale za to wkrótce w cyrku pojawi się prześliczna woltyżerka, Ostróżka.

ostrozkasm

w cyrku pojawi się prześliczna woltyżerka

 

Dzielny nasz pajac Faramuszka wybawi ją z niewoli okrutnego komandora Dogryzacza. I w ostatniej scenie przecudna Ostróżka leciutko zeskoczy z konia i padnie w ramiona.

W ramiona pogromcy lwów, z którym na białym koniu odjedzie w podróż poślubną. Ale cóż, trudno wymagać, żeby w bajkach było jak w życiu.

———–

*Guglielmo Zucconi: Pajacyk Faramuszka. Przeł. [z wł.] Olga Nowakowska. Il. Zdzisław Witwicki. Warszawa : Nasza Księgarnia, 1965 s. 5-6

Read Full Post »

gapcio

Pomyślał krasnalek: – Sprzętów mam niewiele,

zrobię sobie jakiś wygodny mebelek.

Zmajstrował stołeczek. Siadł. Teraz się biedzi:

– Czemu na tym stołku tak źle mi się siedzi?*

Po licznych perypetiach Gapcio trafił wreszcie do przedszkola. I nie był to chyba jedyny zakład naukowy, który chwalebnie ukończył. Został zapewne magistrem, pewnie doktorem (może nawet prawa?), być może ministrem, premierem, a nawet prezydentem. A obyczaj majstrowania mu pozostał, a co zmajstruje, skutek jak wyżej.

*Wiera Badalska: Krasnalek Gapcio. Il. Zdzisław Witwicki.Wyd. 2. Warszawa 1964

Read Full Post »