Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2009

  

Jedna z komentantek wyznała na tym blogu, że oczekuje wynalazku w postaci zniczy z Mikołajem, co znacznie przyspieszyłoby sezon gwiazdkowy i ułatwiło przenikanie świąt. W tym roku zniczy santaklausowych jeszcze nie znalazłem, ale… Jak widać powyżej, kolejny krok we właściwym kierunku został przez niewidzialną rękę rynku zrobiony.

———–

Ubiegłoroczne trendy można sobie przypomnieć w czytance Proza życia w wypisach (22): Wesołych Świąt!


 

Reklamy

Read Full Post »

Pewnego wiosennego dnia w 1610 roku król Henryk IV wysłał emisariusza do paryskiego domu księcia Sully, ministra finansów, z poleceniem by ten natychmiast stawił się w Luwrze. Ku konsternacji wszystkich Sully właśnie brał kąpiel. Chciał z miejsca przybyć na królewskie wezwanie, ale służba błagała go, by nie narażał zdrowia wychodząc na zewnątrz. Przeciwny temu był nawet sam posłaniec, zapewniając: „Panie, nie opuszczaj kąpieli, gdyż mniemam, że król tak troszczy się o twe zdrowie i tak jest mu ono potrzebne, iż gdyby wiedział o pana stanie, przybyłby tu osobiście”. Ów „stan” – zażywanie kąpieli – wymagał, by emisariusz powrócił do Luwru i naświetlił tę niespodziewaną komplikację królowi. Nie skłonny lekceważyć sobie powstałej opresji, monarcha skonsultował się z osobistym lekarzem, Andre du Laurensem. Medyk orzekł, że minister będzie osłabiony jeszcze przez kilka dni po kontakcie z wodą. Powiedziano zatem Sully’emu: „Panie, król nakazuje, abyś dokończył kąpieli i zabrania dziś wychodzić, gdyż pan du Laurens zapewniał go,iż mogłoby to zaszkodzić pańskiemu zdrowiu. Rozkazuje panu oczekiwać go jutro w nocnej odzieży, sznurowanych bucikach czy domowych pantoflach i szlafmycy, aby nie inkomodować pana po ostatniej kąpieli”. Rzecz jasna, zwykle jego wysokość nie podróżował do domów swoich ministrów; ani nie nakazywał im, by go podejmowali w nocnej bieliźnie, ale w tym właśnie rzecz: kąpiel nie należała do zwykłych okoliczności.*

  

Sześć miesięcy przeżyła w kąpieli w wannie młoda szkotka, cierpiąca na groźną, na pozór nie uleczalną, wewnętrzną chorobę. Najznakomitsi specjaliści w Edinburgu i Londynie uczynili co tylko mogli i zgodzili się wreszcie na to, że chorej pomódz nie można. Biedna była podobną do cieni i oczekiwała pewnej śmierci. Tu wpadł dzielny młody lekarz na myśl, aby zupełnie nową kuracyę spróbować. Miało to być tylko doświadczenie, które,jeżeli by nie pomogło, i zaszkodzić nie mogło, bo chora była już tak bez nadzieji. Na ten cel kazał osobną wanienkę przyrządzić, w której by dorosła osoba wygodnie siedzieć mogła. Młode dziewczę owinięto w płachtę i włożono do ciepłej kąpieli, tak że tylko jej głowa, spoczywająca  na gienialnie przytwierdzonej podporze z wody wystawała. Tutaj jadła, piła i spała chora przez 183 dni i nocy. Wodę odnawiano 12 godzin i utrzymywano tak samo jak powietrze w osobliwej tej choralni zawsze w jednej i tej samej ciepłocie. Po upływie 6 miesięcy można było chorą za zupełnie wyleczoną uważać, była wprawdzie jeszcze bardzo słabą,ale czuła się jakby nowo narodzoną. **

  

Nie da się ukryć, że do wody w Europie mieliśmy, historycznie rzecz biorąc, stosunek ambiwalentny. Do wody, a przy okazji i do higieny, bo sprawy się wiążą, a zagadnienie jest na tyle skomplikowane, że jego opis zajmuje wcale pokaźną książkę. Katherine Ashenburg, autorka „Historii brudu” bynajmniej nie załamuje rąk nad obyczajami naszych antenatów i nie potępia niehigienicznych przodków, albowiem to, czy coś uznajemy za czyste, mniej zależy od naszego wzroku czy powonienia, a daleko bardziej od sposobu myślenia. A to tylko początek wykładu higienicznej teorii względności…
I kiedy czytelnik, zaliczywszy wieczorny prysznic, zabiera się do zakończenia lektury, czeka go pewna konfuzja. Spodziewając się utwierdzenia w słuszności wieczornych i porannych wysiłków higienicznych, napotyka na demobilizujące stwierdzenie, iż przyszłość czystości jest zagadką […] Jedna rzecz jest pewna. Za sto lat ludzie będą patrzeć z rozbawieniem, jeśli nie zdumieniem na to, co uchodziło za higieniczną normę na początku XXI wieku.
Na dodatek po chwili przychodzi zastanowienie: dlaczego za sto lat? Od wydania takiego „Nowego lecznictwa przyrodniczego”** minęło lat ledwie 80, a zaskakuje i rozbawia już od lat kilkudziesięciu. Czyżby bulgocząca w odpływach dzisiejszych pryszniców woda zagłuszała  chichocik dziejów?

———–

*Katherine Ashenburg: Historia brudu. Przeł. z ang. Aleksandra Górska. Warszawa: Bellona, 2009 s.100-101

** F. E. Bilz: Nowe lecznictwo przyrodnicze.Napisał…. T.2.  Poznań: Księgarnia i Instytut Sztuk Pięknych, 1929 s. 975
Z tej książki również ilustracje

———–

We wcześniejszych czytankach związane z tematem polonikum, czyli Kalesony pani Badeniowej


Read Full Post »

Poseł PiS znana z tez o dopuszczalności in vitro rekomenduje oddanie dzieci do adopcji konkubinatom
Kluzik-Rostkowska znów szokuje*

Tylko czekać, aż Ich Dziennik zostanie zszokowany tezami o dopuszczalności rozwodów.

———–

*Nasz Dziennik 24-25 października 2009 nr 250

 

Read Full Post »

Do tej pory było tak, że przeróżne santaklausy wraz z dżinglbelsami chowały się za zniczami, aby wyskoczyć na nas 2 listopada i nie odpuścić przez co najmniej 3 miesiące. I oto w 2009 roku (zapiszmy datę) wyłomu w tej tradycji dokonały stada świątecznych szalonych krówek, z których jedno zaatakowało mnie już 20 października! Oczywiście, w odruchu obronnym zostało błyskawicznie pożarte.


   

 

Read Full Post »

PIERWSZE SKRZYPCE: […] Kiedy byliśmy jeszcze w komplecie, tworzyliśmy znakomity Kwartet Smyczkowy im. Czastuszkiewicza. Najszybszy kwartet świata. Na międzynarodowych wyścigach kwartetów w Bostonie zdobyliśmy pierwsze miejsce, wykonując Kwartet F-dur Beethovena w czasie 12’35’’, po jednym zaledwie falstarcie. Normalnie kwartet ten trwa 18 do 19 minut. Publiczność waliła na nasze koncerty tłumnie. W krajach wysoko uprzemysłowionych ludzie nie mają dużo czasu, a na naszych koncertach zaoszczędzali go mnóstwo. Żyliśmy w dobrobycie i szczęściu. I nagle, po powrocie z występów w Maggi Hall, liczymy się jak zwykle i co się okazuje? Jest nas tylko trzech. Kogo nie ma? Drugich Skrzypiec. Szukamy po całym mieście – kamień w wodę! Rozpacz.
(Altówka rozpacza żywiołowo na piersiach Wiolonczeli)
*

Pozostaje żałować, że kwartet nie kontynuuje działalności obecnie, bo bardzo by się przydał. Zwłaszcza że najwyraźniej żyjemy obecnie w kraju wysoko uprzemysłowionym i na nic nie ma czasu. Tymczasem Drugie Skrzypce do dzisiaj się nie odnalazły i Kwartet nie koncertuje…

A tu Hebius przypomniał, że w piątek w Dwójce „Agrippina”  Jerzego Fryderyka Händla (dyryguje Fabio Biondi, transmisja z krakowskiego festiwalu „Opera Rara 2009”). Pamiętając, jak dobrze wypadł wiosną koncertowy „Herkules pod Termodotem”, posłuchać trzeba, a to 4 godziny, jak nic! Do tego niemal jednocześnie dociera kilkanaście godzin słuchania na płytach, bo Merlin swoim zwyczajem wysyła wszystkie zamówienia naraz i całe planowanie bierze w łeb. Niemożność dotrzymania terminów dostaw przez największy polski sklep internetowy jest tematem samym w sobie, ale nie chce mi się go drążyć, bo w tym względzie jest coraz gorzej, a swoje dokłada jeszcze poczta.
Lepiej się cieszyć, że w którejś z przesyłek będzie to:

 

„Divertimento. Starsi Panowie Dwaj. Razem i osobno.” – cztery płyty DVD z repertuarem niewątpliwie ulubionym. Niestety, bez mojej ulubionej2 (ulubionej do kwadratu) „Balladyny 68”, ale tę pewnie wydadzą w pudełku z „Teatrem Niedużym”.

Wracając natomiast do muzyki… Jako przykład muzyka, który kontynuuje tradycje Kwartetu, chciałem tu przypomnieć Nigela Kennedy’ego, który 20 lat temu zdobył publiczność żywiołowym wykonaniem „Czterech pór roku” Vivaldiego. Jakoś tak wydawało mi się, że „Burza” w jego wykonaniu jest najszybsza. A tu po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że nic podobnego. 2’43’’, dokładnie tyle samo, ile dostojny Yehudi Menuhin bez punkowego imidżu. Za to wspomnianemu wyżej Biondiemu zajmuje to 2’27”, co pozwala mieć nadzieję, że transmisja „Agrippiny” skończy się przed północą. Może to w Biondim odrodził się zagubiony skrzypek z Kwartetu im. Czastuszkiewicza?

———–

*Jeremi Przybora: Divertimento op. 8 „Pani Hortensja” w trzech częściach. część II„Skrzypek”. W: Divertimento. Warszawa: Czytelnik 1976, s. 147

Read Full Post »

A skąd pomysł z wyborem wierszy Podsiadły? Był Twój?
To nie był mój pomysł. Ja go chętnie podjąłem. […] Pewnie, że można by zrobić np. wiersze miłosne Podsiadły, ale nie zrobiłem tak. Podzieliłem to na 6części i 6 tematów Podsiadły zrobiłem. To się będzie nazywało „Wybór naturalny”. Przeczytałem te jego 10 milionów wierszy i myślałem sobie: o ten fajny, o ten fajny i to mi tak naturalnie przychodziło […].
Do tej pory największym wyborem wierszy Podsiadły jest ten zrobiony przez Dunina.

To nie wybór jest, to zbiór jest. One są zebrane z pominięciem tej książki ze„ Znaku”. Ona była później. Ja też jej nie umieszczam w swojej książce, ponieważ jej nie czytałem. Co będę wybierał z czegoś, czego nie czytałem? Przed laty to mi dawano książki, a teraz żaden „Znak” nie da mi żadnej książki. Ani Podsiadło mi nie da, więc…
Czasem tylko młodzi poeci…
Nie no, przecież nie będę latał do księgarni i nie będę kupował książki Podsiadły. Jeszcze mi zdjęcie zrobią (śmiech). Nie mam tej książki, więc z niej nie korzystałem. A jeszcze pewnie by się okazało, że Podsiadło podpisał ze„Znakiem” jakąś tajną umowę, że za każdy wiersz publikowany gdzie indziej pobierają opłatę.
Który wiersz Podsiadły jest dobry? Co decyduje o tym, że wskazując wiersz, nazywasz go dobrym właśnie?
Jak człowiek napisał kilka milionów wierszy, to znajdzie się tam na pewno kilka dobrych. Przypuszczam, że wybrałem o wiele mniej dobrych wierszy niż istnieje naprawdę, ale na przykład poemat „Jechać do ciebie”, co ma ze 20 stron, trudno do wyboru wierszy dołączyć.
Nie masz wrażenia takiego, bo ja kiedyś, gdy kilka lat temu czytałem wiersze Twoje i wiersze Podsiadły, miałem wrażenie pewnej nadprodukcji literackiej w przypadku Jacka. O ile Twoje wiersze miały poziom równy, równie wysoki, to w przypadku wierszy Podsiadły nie zawsze tak było.
Teraz się uspokoił. Teraz na prośbę, żeby dał do tej książki swoje wiersze, powiedział, że ma tylko jeden, który mógłby dać. Może bierze się to ze skąpstwa, może z uspokojenia, bo od kilku lat w ogóle nie wydawał. Potworne wielosłowie go opanowało na przełomie lat 80. i 90. Ja z przerażeniem zobaczyłem, że wybierałem z 5 tomików z 1989 roku i w tym wstępie mówię, że jedyna rzecz, jaką mogę tak naprawdę Podsiadle zarzucić, to właśnie gadulstwo. […]

Przypis od Świetlickiego z dnia 10 października 2009
:Fragmenty rozmowy na temat wyboru wierszy Podsiadły są troszeczkę nieaktualne,ponieważ poeta Podsiadło w ostatniej chwili nie zgodził się na wydanie tej książki, umowa mu się nie spodobała, wrażliwy jak każdy wielki poeta wszak jest. No to książki nie będzie. Cała robota na nic.*

  **

Jak widać, poeta Świetlicki nie przewidział, że poeta Podsiadło rozpocznie karierę jako pisarz młodzieżowy. To pierwsza taka książka od czasu „Do przerwy 0:1” Adama Bahdaja!  – reklamuje wydawnictwo. Widać pisarz młodzieżowy Podsiadło uznał, że będzie to wydarzenie większe od wyboru wierszy Podsiadły poety.

———–

*Marcin Świetlicki: Wszystko, co było w jakimś stylu,wyrzuciłem / rozm. Wojciech Brzoska Paweł Lekszycki. – ArtPapier 2009 nr  20.

**Jacek Podsiadło: Czerwona kartka dla Sprężyny.Warszawa : Nasza Księgarnia, 2009

Read Full Post »

Ścierając na blogu kurze, które tu pojawiły się po długiej mojej nieobecności, odkryłem, że można bezkarnie zmienić nazwę blogu. Co też uczyniłem, a z tej okazji zapraszam na uroczysty koncert do Opery im. Kwartetu im. Czastuszkiewicza.

 
 
 
 
 
  

———–
Antonio Vivaldi: Ercole su’l Termodonte. Wyk. Il Complesso Barocco.

Read Full Post »