Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Wisława Szymborska’

Osobiście niechętnie zwisam nad przepaścią, ale jeśli mam jakąś zaletę, to chyba tę, że nie dziwię się ludziom, którzy zwisają1.

 

Postać historyczna rzadko kiedy jako niemowlę ledwie od piersi odstawione potrafi zginać wierzchołki drzew do ziemi, a w późniejszych latach nie bardzo jej wypada rozmawiać z własnym koniem. Nie mówiąc już o prosto- i wielkoduszności, które to cechy pojawiają się u postaci historycznych tylko od czasu do czasu.2

 

Skoro wojna jest kosztowna, musi być także opłacalna. […] Głowa rycerza, póki mu jej ktoś nie rozwalił, zajęta była rachunkami.3

lektury*Wisława Szymborska: Wszystkie lektury nadobowiązkowe / [red. Artur Czesak]. Znak, 2015. Powyższe cytaty napisane przy okazji książek:
1. Wawrzyniec Żuławski: Sygnały ze skalnych ścian. (s. 46)
2. Dawid z Sasunu, epos staro armeński (s. 48)
3. Pieśń o Cydzie (s. 147)

A ogółem stron jest 848, stosownych cytatów co najmniej tyle samo, ale nie będę przecież przepisywał całej książki.

Reklamy

Read Full Post »

Przebywanie w domu jest potwornie niebezpieczne, na każdym kroku grozi śmiercią lub kalectwem. Jeszcze tu dodać należy, że im więcej w mieszkaniu cywilizacyjnych udogodnień, tym więcej okazji do katastrof. Najbezpieczniej mieszkało się w jaskini, zresztą tez tylko pod tym warunkiem, że w czasie nieobecności bawiących na łowach gospodarzy nie wtargnął do niej tygrys szablozęby. *

Do listy potencjalnych zagrożeń domowych trzeba dopisać pękające (z hukiem?) piłki, które mogą zajdować sie w każdym domu, nie tylko zaludnionym przez dzieci. Weźmy więc pod uwagę przestrogi Noblistki i w te pędy wymieńmy posiadane piłki na niepękające!

Piłka niepękająca


*Wypadki w domuWisława Szymborska: Wszystkie lektury nadobowiązkowe. – Znak, 2015, s. 248. O książce: A Dziak i B. Kamiński: Wypadki w domu. – PZWL, 1970.

Read Full Post »

* * *

Wisława Szymborska
O śmierci bez przesady

Nie zna się na żartach,
na gwiazdach, na mostach,
na tkactwie, na górnictwie, na uprawie roli,
na budowie okrętów i pieczeniu ciasta.

W nasze rozmowy o planach na jutro
wtrąca swoje ostatnie słowo
nie na temat.

Nie umie nawet tego,
co bezpośrednio łączy się z jej fachem:

ani grobu wykopać,
ani trumny sklecić,
ani sprzątnąć po sobie.

Zajęta zabijaniem,
robi to niezdarnie,
bez systemu i wprawy.
Jakby na każdym z nas uczyła się dopiero.

Tryumfy tryumfami,
ale ileż klęsk,
ciosów chybionych
i prób podejmowanych od nowa!

Czasami brak jej siły,
żeby strącić muchę z powietrza.

Z niejedną gąsienicą
przegrywa wyścig w pełzaniu.

Te wszystkie bulwy, strąki,
czułki, płetwy, tchawki,
pióra godowe i zimowa sierść
świadczą o zaległościach
w jej marudnej pracy.

Zła wola nie wystarcza
i nawet nasza pomoc w wojnach i przewrotach,
to, jak dotąd, za mało.

Serca stukają w jajkach.
Rosną szkielety niemowląt.
Nasiona dorabiają się dwóch pierwszych listków,
a często i wysokich drzew na horyzoncie.

Kto twierdzi, że jest wszechmocna,
sam jest żywym dowodem,
że wszechmocna nie jest.

Nie ma takiego życia,
które by choć przez chwilę
nie było nieśmiertelne.

Śmierć
zawsze o tę chwilę przybywa spóźniona.

Na próżno szarpie klamką
niewidzialnych drzwi.
Kto ile zdążył,
tego mu cofnąć nie może.

😦

Read Full Post »

Istnieje pewna więź między książkami i nieskończonością. Nigdy niekończące się historie, biblioteki zawierające wszystkie możliwe książki, książki zawierające wszystko, co się zdarzyło, i wszystko, co się nie wydarzyło; książki, które same się piszą, książki o książkach, książki o czymś – niebędące książkami i wreszcie książki, które kończą się, zanim zostały napisane. […] Co prawda jak na coś, czego nie można kupić na aukcji internetowej, „nieskończoność” jest dziwnie wszechobecna. Pojawia się w kazaniach kościelnych, wykładach z matematyki na wszystkich najlepszych uniwersytetach i w książkach popularnonaukowych traktujących o „życiu, Wszechświecie i całej reszcie”; cały świat pogrąża się w mistycyzmie, gdy historycy przypominają nam, że ludzie byli paleni na stosach za mówienie o niej. Jest dobrze znaną domeną powieści fantastycznych oraz fantastycznonaukowych i jednocześnie klamrą spinającą mistyczne kontemplacje z rzeczywistością. „Proszę jednego ze wszystkim” – właśnie tak zamówił hamburgera mistyk. Czy możliwe, aby to wszystko było ze sobą jakoś powiązane? Czy nieskończoność jest aż tak duża?

Przez tysiące lat nie było na Zachodzie bardziej wywrotowej idei niż nieskończoność. Myśl o tym, że rzeczy mogą dziać się bez przerwy aż do wieczności, że nie muszą mieć ani początku, ani końca, ani środka, ani brzegu, była sprzeczna z mądrością Zachodu. To zagrażało Bogu Wszechmogącemu pozbawieniem go statusu jedynej nieskończoności, zdegradowaniem Ziemi z centrum Wszechświata i zaprzeczeniem wyjątkowości i szczególnego znaczenia zdarzeń podczas aktu kreacji. Potencjalnie groziło tym, że to, co jedynie możliwe, mogło stać się nieuniknionym.*

moebiussm

Nieskończoność onieśmiela. Nawet gdy trzyma się w ręku krótki przewodnik po niej. Bo w życiu nieskończoność konkretyzuje się jakoś tak po kawałku, jak w tej piosence, w której za jedną siną dalą – druga dal. Łatwiej się żyje z nieskończonością podzieloną na mniejsze porcje. Albo z nieskończonością zignorowaną – ot, choćby liczbę Pi przycina się do bezpiecznej długości, żeby nie raziła swoim rozpasaniem (przynaglając, ach przynaglając, gnuśną wieczność / do trwania**)

———–

*John D. Barrow: Księga nieskończoności : krótki przewodnik po tym, co nieograniczone, ponadczasowe i bez końca. przeł. Tomasz Krzysztoń. Warszawa : Prószyński i S-ka, 2008 s. 15.

**Wisław Szymborska: Liczba Pi. W: Wieczór autorski. Warszawa : Anagram, 1992 s. 131

 

Read Full Post »

[1]

Tak tedy genialny Kerebron, zaatakowawszy problem metodami ścisłymi, wykrył trzy rodzaje smoków: zerowe, urojone i ujemne. Wszystkie one,jak się rzekło, nie istnieją , ale każdy w zupełnie inny sposób. […]

[Trurl i Klapaucjusz] stworzyli smokologię probabilistyczną, z której wynika, że smok jest termodynamicznie niemożliwy tylko w sensie statystycznym, podobnie jak elfy, skrzaty, krasnale, gnomy,wróżki itp. Z ogólnej formuły nieprawdopodobieństwa wyliczyli obaj teoretycy współczynniki krasnalizacji, rozelfiania się itp. […] Niezorientowani w ogólnej teorii nieprawdopodobieństwa po dziś dzień zapytują, czemu właściwie Trurl uprawdopodobnił smoka, a nie elfa czy krasnala, a czynią tak z ignorancji, niewiedzą bowiem, że smok jest po prostu bardziej od krasnala prawdopodobny.*

[2]

Ja np. do tej pory byłam przekonana, że fantastyczność Swiftowskich liliputów polega po prostu na tym, że ich nie ma, a nie ma dlatego, bo ich nie ma. Teraz muszę pogodzić się z myślą, że nie ma ich dlatego, że są absolutnie niemożliwe. To duża różnica, śmiertelny cios w samą ideę krasnoludków!**

[3]

Parasolnikowi wszystko życiu układało się na opak. Najpierw w domu był największy z siedmiorga rodzeństwa, tak ze niektórzy brali go za człowieka. A to, jak wiadomo, okropny wstyd dla krasnala. Potem, kiedy przyszła kolej na wybór zajęcia, okazało się, że te wszystkie zawody, które mu się marzyły (Łapacz Wiatru, Wytrzeszczacz, Dziurkacz Sera, Pieczątnik,Zachwycacz, a nawet Odbijacz Słonecznych Promieni) zostały już zajęte przez resztę rodzeństwa i jemu został do wyboru tylko Działacz albo Parasolnik. Parasolnik (który wtedy jeszcze nie był Parasolnikiem) nie chciał spędzić reszty życia na wytwarzaniu dział. Wolał łączyć, niż dzielić. I tak właśnie został Parasolnikiem. Parasolnicy łączą bowiem parasolami niebo z ziemią.

Co prawda noszenie bez przerwy otwartego parasola niektórzy uważają za całkowicie pozbawione sensu, ale Parasolnik uważał, że tak myśleć mogą jedynie nieszczęśnicy, którym usunięto wyobraźnię. Zawsze przecież jest tak, że albo świeci słońce (a wtedy parasol może chronić przez słońcem), albo pada deszcz (a wtedy parasol może chronić przed deszczem). Jeśli akurat ani słońce nie świeci, ani deszcz nie pada, jest to widomy znak, ze zaraz zacznie – albo świecić, albo padać.***

Prezentując na wstępie opinie autorytetów na temat krasnoludków, chciałem w ten sposób podkreślić, że przeciętny krasnoludek ma o wiele trudniej od przeciętnego smoka. Krasnale są znacznie mniej prawdopodobne od smoków, a może nawet niemożliwe – na szczęście one same chyba o tym nie wiedzą, bo jednak co pewien czas czegoś nowego dowiadujemy się na ich temat.

*Stanisław Lem: Cyberiada. Wyd. 4 Kraków 1978 s. 247,248
** Wisława Szymborska: Lektury nadobowiązkowe. Kraków1992 s. 137
***Wojciech Widłak [ten od Pana Kuleczki!]:  Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach. Łagiewniki 2008 s. 22-23

 

Read Full Post »

„O Trubadurze nie mogę niestety nic bliższego powiedzieć, bo chociaż sam występowałem w tej operze wiele razy, to jednak do dziś nie wiem dobrze, o co tam chodzi”… Takie wyznanie złożył w swoich pamiętnikach słynny tenor wiedeński, Leo Slezak. O, jakże ciężki kamień spadami z serca! Więc to nie tylko ja, na widowni, nie zawsze umiem się połapać, kto przeciw komu śpiewa, kto i dlaczego przebrał się za służącego, który okazuje się nagle krwistą i piersistą dziewicą, i czemu taka dobrze odżywiona dziewica mdleje na widok drugiej, znacznie starszej dziewicy, nazywając ją swoją najdroższą,nareszcie odzyskaną córuchną. Więc to nie tylko ja, ale i oni na scenie też nie wiedzą, co się dzieje!

Okazuje się, że przewodniki operowe, takie jak Józefa Kańskiego, są potrzebne po obu stronach rampy. [..] Przeczytałam natomiast wszystkie spisy osób występujących, podawane wraz z rodzajem głosu.

Twarda polityka personalna panuje w operowym świecie. Stosunki rodzinne obwarowano są przepisami równie nienaruszalnymi jak u plemion pierwotnych. Sopran powinien być córką basa, żoną barytona, kochanką tenora. Tenorowi nie wolno spłodzić altu ani obcować cieleśnie z kontraltem. Kochanek baryton to rzadkość, i lepiej będzie, jeśli rozejrzy się za jakimś mezzosopranem. Z kolei mezzosoprany niech będą ostrożne z tenorami — los skazuje je najczęściej na rolę „tych drugich” albo na jeszcze smutniejszą pozycję przyjaciółek sopranów. Jedyna w dziejach opery kobieta z brodą (patrz Strawińskiego Żywot rozpustnikaśpiewa mezzosopranem i naturalnie szczęścia nie zaznaje. Basami, oprócz ojców,śpiewają z reguły kardynałowie, moce piekielne, funkcjonariusze więziennictwa oraz jeden dyrektor szpitala dla obłąkanych.

Spostrzeżenia powyższe nie prowadzą do żadnego wniosku. Szanuję operę, która nie jest rzeczywistym życiem,i szanuję życie, które jest czasem istną operą.”*

Tak, przyznaję, cytowanie Wisławy Szymborskiej nie jest specjalnie oryginalne. Ale jak tu się nie podzielić takim smacznym cytatem, no jak? Cytat  przypomniał mi się, kiedy słuchałem w radiu audycji o 50-leciu Studia Eksperymentalnego  Polskiego Radia, którą to audycję przyozdobiono bardzo eksperymentalnym, wokalnym wykonaniem wiersza  „Niektórzy lubią poezję”.  Lubią, ale jednak czytać.

*Wisława Szymborska: Lektury nadobowiązkowe. – Kraków, 1973. – S. 94-95 (recenzja „Przewodnika operowego „Józefa Kańskiego, wyd. 2, Kraków 1968)

 

Read Full Post »