Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Prasulec’ Category

***

Widok od strony fosy zamku w Olsztynie. Na pierwszym planie występ muru, który służył Kopernikowi jako ubikacja.

Sezon turystyczny przed nami, miejmy nadzieję, że będzie można uprawiać nie tylko turystykę wodną. A kraj nasz, jak widać, pełen jest rozmaitych atrakcji i zabytków klasy zerowej.


*Mikołaj Kopernik. – Agora, 2011. – S. 13.  – [Dodatek do Gazety Wyborczej]

Read Full Post »

… przeważającym siłom uzbrojonych po zęby reżimowych siepaczy?

Read Full Post »

Od prawie 10 tys. lat, czyli od ostatniego zlodowacenia, kornik atakuje świerki w Puszczy Białowieskiej, a świerki bronią się, jak mogą. Zalewają kornika żywicą albo rozsiewają się tysiącami. […]
Obumierające świerki są zaś miejscem życia około stu rzadkich i ginących gatunków chrząszczy. Takich jak zagłębek bruzdkowany, bogatek wspaniały, zgniotek cynobrowy, rozmiazg kolweński lub ponurek Schneidera. Walcząc z kornikiem, zwalczamy te owady. Pozbawiamy też miejsca do życia niezwykle rzadkiego dzięcioła trójplaczastego. Nie ma go przecież w „zdrowych i normalnych lasach”, gdzie zwalcza się kornika. *

Informuję, że przejąłem się losem korników głównie ze względu zagłębka (bruzdkowanego) i zgniotka (cynobrowego). Sama myśl, że w naszych lasach mogłoby ich zabraknąć (jak i bogatka wspaniałego), zasmuciła mnie głęboko. Mam tylko niejakie obawy, że opublikowanie w Gazecie Wyborczej tekstu, którego autor dopomina się o miejsce w naszych lasach osobnika o nazwie ponurek Schneidera (już my wiemy, skąd on przybył!), nie spotka się z poztywnym odzewem prasy Narodowej i Patriotycznej.


*Adam Wajrak: Przestańcie straszyć kornikiem. – Gazeta Wyborcza 2011 nr 107 s.13


Temat drobnych stworzonek pojawił się też w tej czytance >>>>

Read Full Post »

Jak pan pracuje?
– Rysuję w domu. Między 10 a 12 mam godziny telefoniczne. Potem wyłączam telefon i pracuję spokojnie. Mam dość wolny rozbieg, jak wejdę w pracę, to telefon mnie z niej wytrąca.*

Butenko pinxit

Butenko pinxit**

Bohdan Butenko jest nieustannie awangardowy. Jego ilustracje są dzisiaj równie awangardowe, jak były 50 lat temu. A do tego… Butenko wyłącza telefon!! To rzecz, która jeszcze przez parę lat będzie awangardowa i niesłychana. Obecnie wszystkie znane mi osoby, pozostawione choćby na kilka minut bez telefonu komórkowego w zasięgu ręki, mają typowe objawy odstawienia, a to: rozbiegany wzrok, drżenie rąk, narastający niepokój, nieskładność w mowie, w dalszej kolejności pojawia się arytmia i inne niemiłe objawy ze strony układu krążenia. To w pierwszych 30 minutach odstawienia, bo eksperymentu dłuższego (ponad pół godziny) odstawienia komórki żadna ze znanych mi osób nie przeprowadziła, więc nie wiadomo, jakie są późniejsze objawy. Za jakiś czas pojawi się zapewne guma do żucia albo plastry łagodzące wspomniane dolegliwości. Plastrami naklejonymi na przedramię szpanować będą ekscentrycy, odstawiający komórki nawet na tydzień. Ale na razie to pieśń przyszłości.
A Butenko? Już dzisiaj wyłącza. I pracuje!


*Bohdan Butenko: Butenko, uczeń Matejki. [Rozm.] Dorota Karaś. – Duży Format 2011 nr 9
**Wiktor Woroszylski: Mniejszy szuka Dużego. Rys. Bohdan Butenko. – Warszawa: Nasza Księgarnia, 1973 s. 77

Read Full Post »

Dyskusja na temat upamiętnienia Jana Pawła II w Opolu trwała od wielu tygodni. Prezydent Opola przyznawał, że musi wybrać między nazwaniem jego imieniem biblioteki i wiaduktu na ul. Struga. W tym tygodniu pomysł konsultował jeszcze z radnymi. Zaczął od koalicji, która koncepcję nazwania biblioteki imieniem Jana Pawła II szybko zaakceptowała.*

Biedny prezydent. Ma już w Opolu Plac im. Jana Pawła II, a i tak musi. Jak widać, nie może istnieć w Polsce miasto, w którym kilka przynajmniej miejsc nie nosi Najgodniejszego Imienia. Przewidziała ten stan Magdalena Środa: 

Wielbiąc papieża, liczymy, że może da się […] dokonać definitywnych zmian, na przykład przemianować wszystkie ulice na Jana Pawła II i podporządkować je zgodnie z systemem amerykańskim ilościowej numeracji (mielibyśmy więc Jana Pawła II Pierwszą, Jana Pawła II Trzecią, skrzyżowanie Jana Pawła II Piątej z Jana Pawła II Sześćdziesiąta Szóstą, Południową), lub też w ogóle Polskę nazwać „Wojtyłowem Wielkim” […]** 

Osobną sprawą jest to, jak sprawę upamiętnienia Jana Pawła II w Opolu relacjonuje opolska GW.  Sprawie imienia dla miejskiej biblioteki poświęcono w papierowej edycji kilka notatek, a w Internecie 2 sondy. Internautom dano podobny wybór do tego, jaki ma (na własną prośbę) prezydent. Opcji trzeciej, NIC, odważni redaktorzy nie zaryzykowali, jednocześnie w swoich artykułach konsekwentnie pomijając milczeniem negatywne w większości opinie internautów pojawiające się na stronach ich gazety.
Żałosny poziom niektórych lokalnych dodatków GW jest tematem samym w sobie. Poziom dodatku opolskiego tematem już nie jest, bo jest to dno, którego światło nie sięga.


*Mariusz Lodziński: Biblioteka Jana Pawła II. Jest decyzja. Gazeta Wyborcza Opole 26 II 2011 r.
**Magdalena Środa: Wielka rocznica. Gazeta Wyborcza 4 IV2007 r. s. 24

Read Full Post »

Swoją drogą, warto zauważyć, w związku ze stosunkiem teologii katolickiej do procedury zapłodnienia in vitro, że teologia wydaje się popadać tu w niekonsekwencję. Skoro rodzą się dzieci „w szkle”, znaczy to, że Bóg zaakceptował możliwość stwarzania duszy ludzkiej w ten sposób, gdyż dusze te faktycznie stwarza. Co więcej, procedura in vitro teoretycznie umożliwia wydanie na świat potomstwa dziewicy, a przecież w świetle kultu chrześcijańskiego dziewica będąca matką zasługuje na szczególną cześć. Wreszcie kwestia grzechu pierworodnego. Jeśli obcowanie płciowe rodziców uczestniczy w przekazywaniu grzechu pierworodnego potomstwu, to osoby poczęte in vitro zdają się być nim obciążone w mniejszym stopniu niż spłodzone w sposób naturalny. I tylko proszę mi nie mówić, że sprowadzam rzecz do absurdu. Cała tradycja teologii pełna jest sporów na tego rodzaju tematy.*

invitro

Kiedy zakładałem blog, obiecywałem sobie zapisywać w nim ciekawe cytaty, aby mi nie przepadały. Zważywszy częstotliwość wpisów w ostatnim czasie, wywiązywałem się z tej obietnicy średnio. A cytaty nie czekają i się rozpierzchają. Dotarło to do mnie, gdy usiłowałem sobie przypomnieć zgrabną wypowiedź sprzed paru dni… em,… tego, no…., nieważne.

Pora więc powrócić do zamiarów pierwotnych. Dzisiaj fragmenty artykułu Jana Hartmana, którego lekturę polecam, jeśli kto przegapił. Dla mnie ciekawe choćby z tej przyczyny, że autor nazwał pewne zjawiska po imieniu:

Sprawie in vitro wciąż bowiem nadaje się absurdalny, lecz jakże charakterystyczny dla naszego kraju, wymiar sporu ideowego między dwiema stronami: Kościołem i całą resztą. Podobnie jak w dyskusjach organizowanych przez media, Kościół, jakby z urzędu, otrzymuje więc 50 proc. czasu, miejsca i znaczenia, wszyscy inni zaś po małym kawałeczku. Obecny rząd przyjmuje ten dualizm, traktując kwestię in vitro jako przedmiot negocjacji z Kościołem i z góry zakładając, że należy uchwalić takie prawo, na które zgodzi się, choćby niechętnie, Kościół. Cała zaś reszta możliwych stanowisk wrzucona jest do jednego worka, tak jakby ich różnorodność nie miała żadnego znaczenia. Inni to anonimowa drobnica, ot, prywatne opinie – w centrum uwagi jest jeden tylko pogląd. […]

Tymczasem w Polsce polityczna pozycja Kościoła jest właśnie taka – w wielu sprawach uchwala się takie przepisy, których życzył sobie lub na które zgodził się Kościół. Tak uregulowany jest w Polsce ład medialny, szkolnictwo, reprywatyzacja, aborcja i wiele innych spraw. Jednym powodem takiego stanu rzeczy jest wyobrażenie, iż Kościół, gdyby powziął taki zamiar, mógłby obalić rząd lub wynieść do władzy opozycję.*

Jak dotąd publiczna (i polityczna) debata na wiele tematów sprowadzała się do pytania kościelnej hierarchii o zgodę. Zgoda Kościoła pieczętowała rozmaite historyczne kompromisy. A może raczej „kompromisy”? Różnica między kompromisem a kompromisem historycznym w polskim przypadku to jak niegdysiejsza różnica między demokracją a demokracją socjalistyczną.

Wszelka dyskusja (mająca prowadzić do kompromisu) ze stanowiskiem kościelnym toczyła się na klęczkach. Oponenci, gnąc się w ukłonach i lansadach, przepraszali, że w ogóle przyszło im do głowy powątpiewać w prawdy głoszone przez tak starożytną instytucję.

Artykuł Hartmana jest jednym z przykładów nowego tonu, który ostatnio pojawił się w głównym nurcie polskiej prasy: coraz więcej polemistów ośmiela się mieć własne zdanie, nie przepraszając za niestosowność bycia niedowiarkiem. Cytowany tekst jest tego dobrym i ciekawym przykładem i dlatego polecam lekturę w całości.
———–

 *Jan Hartman: In vitro, Kościół, Polska. Polityka 2010 nr 44 s. 25-27
**Rysunek: Raczkowski: Przekrój nr 45

Read Full Post »

Aleksandra Klich: […] Gdzie właściwie jest Polska?

Kazimierz Kutz: A to pytanie! Zalatuje stęchlizną kościelno-romantyczno-pisowską.Tracimy mnóstwo czasu na ględzenie o polskości, głównie w kategoriach narodowo-katolickich. Pożyteczniejsze jest koszenie trawnika albo obieranie kartofli na obiad. […]

Przerabia się mit Powstania Warszawskiego, biedne dzieci biegają w mundurach po ulicach. To patriotyzm odpustowej budy jarmarcznej*

gdziejestpolska

Idę kosić trawnik.

———–

*Kazimierz Kutz: Nowoczesne państwo rodzi się w bólach.Rozm. A. Klich. Gazeta Wyborcza nr 189 (14-15 VIII) s. 18

Read Full Post »

piksele2a
Lusiński serwuje nam bigos gatunkowy (jak się uprzemy, to znajdziemy tutaj wszystko – od farsy po horror), tyle że nieprzyprawiony i nieprzetrawiony. *

Na stronach wp.pl Bartosz Żurawiecki recenzuje film Jacka Lusińskiego „Piksele”. I zagalopowuje się chyba o jeden piksel za daleko. Nie wydaje mi się bowiem, aby marzeniem recenzenta było polskie kino na poziomie bigosu przetrawionego.

*Bartosz Żurawiecki: Szarża na piksele. www.film.wp.pl 2 VI 2010 >>>>

Read Full Post »

W tym ogrodzie za Książęcą
zmącił duszę mą dziewczęcą.
Potem ciało
zawiódł śmiało
na Frascati.
Tam gdy z radia płynął walczyk,
wykorzystał Portugalczyk
mnie ze szczętem.
Kto? Vincente
Osculati!
A kiedy wschód
zaczął ciut
złocić kwiaty,
powiedział mnie
twardo, że:

„Ne zaplati”.
*

 

osculatism

 

Przybył oto do Polski parę lat temu inny Portugalczyk, przypadkiem zapoznał się z naszą piosenka i podejrzliwie zaczął się jej przyglądać. Tym bardziej podejrzliwie, że Marcos Filipe Machado Nunes de Vilhena Bonito (jak brzmi pełne nazwisko rezydującego w Krakowie młodego filologa i kulturoznawcy) od dawna interesuje się przedstawieniami Portugalczyków w innych kulturach […]. Zaczął zaś od pytania, skąd, u diabła, Portugalczyk w 1959 roku w Warszawie? […] W owych czasach Portugalczyków w Polsce nie było. Od roku 1939 aż do rewolucji goździków w 1974 nasze kraje nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych, nie było też w Polsce lewicowych uchodźców spod autorytarnego reżimu Salazara. Skąd zatem Mistrz Przybora wziął Portugalczyka Osculatiego?
Pomijając oczywiste walory brzmieniowe (walczyk – Portugalczyk, Osculati – Frascati, ładnie syczące „s” w nazwisku,które pozwala powtarzać je jako „o, sss… kubany” na przykład) – nie wiadomo. Sam Przybora oświadczył niegdyś, że Portugalczyk Osculati to podróżnik z jakiejś książki, którą czytał w dzieciństwie. I z tym także jest kłopot – istniał wprawdzie XIX-wieczny obieżyświat i przyrodnik Gaetano Osculati, który zasłynął badaniem brazylijskiej (a więc, by tak rzec, portugalskojęzycznej flory), istniał – lecz był Włochem. Co więcej, zarówno imię, jak i nazwisko Portugalczyka z Frascati są właśnie włoskie, w żadnym razie nie portugalskie.Włochów zaś bywało w Polsce końca lat 50. podobno całkiem sporo. Kolejny dowód na rzecz nieportugalskości Osculatiego to przytoczone w piosence słowa „Ne zaplati”, którymi bezlitośnie chłoszcze on biedne polskie dziewczę. Żaden Portugalczyk – powiada Marcos Vilhena – nie miałby problemu z wymówieniem polskiego „ł”. A Włoch? Włoch jak najbardziej. Sprawy mają się zatem tak, że Osculati to Włoch, który podszywa się pod Portugalczyka – może po to, by swe skąpstwo przypisać reprezentantowi innej nacji.**

Wydaje mi się, że ta bulwersująca sprawa nie może pozostać niewyjaśniona, zwłaszcza gdy zważymy, że w owym czasie rosła w siłę we Włoszech partia komunistyczna! Aferą Osculatiego powinien koniecznie zająć się Instytut Pamięci Narodowej. Nie twierdzę, że koniecznie centrala, ale któryś z 11 oddziałów na pewno. W ostateczności może jedna z 7 delegatur chociaż???

———–

*Jeremi Przybora: Portugalczyk Osculati. W: Piosenki prawie wszystkie. Wyd. 5. Warszawa: Muza, 2004 s. 29

** Marcin Sendecki: Osculati zdemaskowany. Przekrój 2009 nr 48 s. 61

———–
Przerwa na reklamę 😉

 

  

Read Full Post »

Z niesmakiem obserwuję coraz większą popularność szkoły „czarnych starszopanistów”, która humor Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory interpretuje wprost, jako hołd dla manier przedwojennych panów we fraku, z cylindrem i kwiatkiem w butonierce

Już starożytni Rzymianie znali problem błędnego odczytania ironii […].

Mam wrażenie, że coś podobnego zachodzi w przypadku Kabaretu Starszych Panów. […] Uważam, że kabaret Wasowskiego i Przybory był parodią przedwojennych manier, kpiną z ich nadęcia i anachronizmu. […]

Starsi Panowie byli przeniesieniem do telewizji radiowego kabaretu Eterek, który w latach 1948-56 tworzył Jeremi Przybora. Piosenki pisał Jerzy Wasowski i tak właśnie zaczęła się współpraca obu panów. Starszych? Bez przesady, ironia zaczyna się już tutaj. Gdy zaczęli działać pod tym szyldem,byli młodsi od Kuby Wojewódzkiego.

Głównym bohaterem Eterka byli profesor Pęduszko (Adam Mularczyk, zapamiętany jako taksówkarz z „Nie lubię poniedziałku”) i wdowa Eufemia (Irena Kwiatkowska). Komizm zbudowany był na tym, że drobnomieszczańskie przesądy Eufemii i dziwactwa Pęduszki nie pasują do nowych czasów. To przypominało trochę żarty „Przekroju” o hrabim Bęc-Walskim czy postać „pana radcy” z powojennej komedii „Skarb” (Ludwik Sempoliński).

Czy ten humor był tylko produktem komunistycznej propagandy? Cały wic w tym, że nie tylko. Dla polskiej inteligencji z lat 60.oczywiste było, że bez względu na to, jak bardzo może się nie podobać nowa rzeczywistość – nie ma już powrotu do anachronizmów z czasów „pana radcy” i„pana hrabiego”. […]

Tylko że właśnie cały melancholijny sarkazm tego kabaretu brał się z przekonania, że i tak nie ma już do czego wracać – bo wzorce poprzedniej epoki też były do niczego[…]. Starsi Panowie – kpili z różnych wzorców, ale nie chwalili żadnego.*

chorek

Z telewizorem pierwszy raz zetknąłem się w dzieciństwie u dziadków. Pamiętam, że co sobotę dziadek wycinał z Trybuny Robotniczej fragment nie większy od pocztówki i przypinał go pinezką do kredensu. Ta karteczka to był całotygodniowy program telewizji. Całej telewizji.

Moim zdaniem ówczesna popularność „Kabaretu Starszych Panów” nie brała się stąd, że ówcześni robotnicy i chłopi wraz z inteligencją pracującą mieli tak wyrobione poczucie humoru i pragnęli subtelnego liryzmu przyprawionego odrobiną abstrakcji. Po prostu nic innego do oglądania w TV nie było.

Dzisiaj bezwiednie myślimy o telewizji jako o wielkiej machinie nieustannie produkującej i nadającej. W 1958 r. telewizja nie była manufakturą nawet, to był niewielki warsztacik rzemieślniczy, w którym powstawały autentyczne rękodzieła. Teraz, kiedy audycje produkuje się taśmowo, teatrzyk Przybory i Wasowskiego nie mógłby powstać, a nawet gdyby powstał, to nikt nie chciałby oglądać programu, którego scenografia składa się 3 trzech obciągniętych płótnem chybotliwych zastawek.

„Kabaret…” powstał w czasach i okolicznościach, w jakich mógł powstać. Nie powstałby już kilka lat później. Zresztą, w bardziej współczesnej telewizji Jeremi Przybora nie do końca się odnalazł. Widowisko „Pani X zaprasza” z połowy lat 70., oględnie mówiąc, nie należy do największych osiągnięć Mistrza. Również kolorowy„Kabaret Jeszcze Starszych Panów” z końca lato 70. nie powtórzył sukcesu pierwowzoru. Nie powtórzył, bo nie mógł, inne czasy nastały. Niemniej anatema, jaką Jeremi Przybora obłożył ten remake, wydaje mi się grubą przesadą. Przekonują o tym dostępne tu i ówdzie fragmenty; mam nadzieję, że doczekamy się całości na płytach.

16 października „Kabaret Starszych Panów.” obchodził 50. urodziny. Z tej okazji w GW pojawił się ciekawy felieton Wojciecha Orlińskiego,którego fragmenty cytuję powyżej (i z którego tezami się zgadzam).

*Wojciech Orliński: Starsi Panowie i Tacyt. Gazeta Wyborcza 16 X 2008 s. 20

**Ilustracja: Gwidon Miklaszewski. W: Jeremi Przybora:Spacerek przez „Eterek” Warszawa 1957.

 

Read Full Post »

Older Posts »